19 stycznia 2011

Mój komentarz do spotkania z P. Tymochowiczem.

Mam trochę oddechu od sesji (i od obowiązków vice-MSZ w pewnym internetowym państwie) i dopiero teraz mogę cokolwiek tutaj napisać. W międzyczasie wydarzyło się naprawdę wiele rzeczy godnych uwagi i komentarza, ale nie chcę nikogo zanudzać nieaktualnymi dywagacjami. Obiecałem, że skomentuję ostatnie spotkanie z Piotrem Tymochowiczem, które to miałem przyjemność współorganizować. Tak więc zaczynajmy.

Na wstępie, aby nikt mi tu nie zarzucał, że manipuluję ;) wstawiam relację TV Siedlce i tradycyjnie jak to bywa przy spotkaniach - zdjęcie:

Powiększ zdjęcie
Źródło zdjęcia


Zapoznanie z gościem uznałem za dość miłe przeżycie. Jeszcze milszym widokiem była liczba przybyłych słuchaczy, znacznie przewyższających swą liczebnością liczbę wolnych miejsc - z dumą nosiłem dodatkowe krzesła, sam podczas wykładu obsługując zadających pytania służąc mikrofonem. Wykład był rzeczywiście bardzo ciekawy, poruszał wiele zagadnień z dziedziny psychologii i marketingu politycznego. Był również poparty wieloma przykładami z życia zarówno zakulisowego, jak i publicznego. Kilka spośród ok. 50 mechanizmów manipulacji zostało nam przybliżonych, opisanych przystępnie i z humorem. W tej materii jestem niezwykle zadowolony z tego spotkania, m.in. z powodu zdradzenia nam sposobu, jak zaliczyć egzamin ustny, na który nie umiemy kompletnie nic. Ale - idąc śladem Tygodnika Siedleckiego - pozwolę sobie nie przybliżać tej metody ze względów etycznych. Kto był, ten wie ;)

W trakcie całego wydarzenia poczułem jednak coś dziwnego. Gość na każdym kroku przestrzegał nas przed manipulantami, przedstawił kilka ich metod, omówił, w co uderzają i co stawiają sobie za cel, zaprezentował jak skutecznie się przed nimi bronić... Ale... Raz po raz pojawiały się delikatne wstawki o Kościele, o Jacku Kuroniu, o katastrofie smoleńskiej - było to zjawisko nawracające, a najczęściej pojawiała się kwestia Kościoła Katolickiego. Za każdym kolejnym razem było coraz ostrzej.

O ile można to zrozumieć, bo w końcu dzień wcześniej gość nasz wstąpił do ruchu Palikota (czym zadziwił również nas, uświadomionych nagle, że będzie niezły "kocioł"). Jednak na każdym kroku zarówno my, jak i wykładowca-opiekun spotkania podkreślaliśmy, że wykład nie ma nic wspólnego z aktualnymi wydarzeniami politycznymi. Sam Tymochowicz zaznaczył jednak, że to sprawa nieistotna i odpowie na wszystkie pytania. Okazało się też, że i w samym wykładzie pojawiły się stwierdzenia ściśle powiązane z polityką, które jako-tako zapamiętałem i wymienię teraz w kolejności pojawiania się, pogrubiłem mocniej akcentowane i podkreślane intonacyjnie kawałki (a w nawiasach mój skrótowy, super-syntetyczny komentarz):


- Kościół Katolicki indoktrynuje dzieci od małego, póki nie mają jeszcze ukształtowanych poglądów (przypominam, że to rodzice decydują o tym, czego uczy się ich dziecko, a i tak mało które okazuje się w przyszłości takim wierzącym, jaki pasowałby instytucji Kościoła; jednak w tym jest trochę racji i to szkodzi, a nie pomaga Kościołowi i jest to błąd głównie rodziców i katechetów, którzy narzucają dzieciom swoją interpretację i przedstawiają ją w formie "bajeczki").

- Jan Paweł II używał czterech technik komunikatu otwartego (jakich konkretnie - nie podał) i to właśnie dlatego był tak kochany i miał tylu zwolenników także poza chrześcijanami; natomiast Józef Ratzinger nie stosuje absolutnie żadnej z tych technik.

- Katastrofa smoleńska... to jasne, że powinna być dobra organizacja, nie powinno się pić na pokładzie samolotu itd. (no, to już przegięcie - nie dość, że sugerowanie tezy zaprzeczonej przez dowody, to jeszcze jawna obraza pod przykrywką haseł obiektywnych typu "nie powinno się...").

- I taki na przykład Janusz Palikot jest jedyną postacią na polskiej scenie politycznej chcącą wdrożyć zasady wolnościowe i zasady wolnego rynku (aż chciałem przerwać - bo Janusz Korwin-Mikke, Jarosław Gowin i wielu innych znaczących polityków w tych kwestiach deklasuje populistycznego Palikota... kurde, nawet Waldemar Pawlak).

- Kościół Katolicki od małego wmawia ludziom poczucie winy i grzechu, a nasza edukacja wpaja jeszcze umartwianie się nad historią i winienie siebie za wszystko. Najlepiej wmówić winę i kierować ludźmi tak, jak chcemy, żeby już nie czuli się winnymi (kłamstwo, bo KK owszem uznaje grzech, ale podstawą wiary jest nadzieja i naturalne dążenie do szczęścia; poczucie winy za grzech jest potrzebne do naprawy tego, co zepsuliśmy u innych i u samych siebie, a także pomaga pamiętać, że zło jest grzechem i żadne okoliczności nie mogą ze zła zrobić dobro; okoliczności mogą tylko złagodzić lub wymazać winę w sądzie lub też u Boga, ale grzech i tak jest - np. kradzież jabłka kiedy jesteśmy biedni i głodni jest usprawiedliwiona, ale nadal jest kradzieżą; to tak po krótce, bo cały esej można napisać o tej manipulacji Tymochowicza i wielu internautów).

- (z nienacka) I tak, nie boję się tego powiedzieć - głosujcie państwo na Janusza Palikota. Głosujcie na niego, bo... (tutaj jako jedyny na sali zacząłem się po prostu śmiać... nie wiedziałem, jak zareagować na takie coś i chyba trochę naszemu gościowi popsułem przesłanie)

- I może można się czepiać mnie za ciągłe przywoływanie tego nieszczęsnego Kościoła, ale nie ma lepszego modelu do wykazywania manipulacji niż organizacja, która bez przerwy manipuluje od ponad 2000 lat!

(Pamiętam wyraźnie słowo "ponad", dlatego się przyczepię, że KK ma mniej niż 2000 lat; widać ewidentnie, że historii Kościoła nasz gość nawet nie liznął, a zapoznał się pewnie wyłącznie z naciąganą propagandą środowisk lewicowych, gdzie Kościół przedstawia się w kontekście "dokonań" ówczesnych władców samodzielnych królestw; może ja, jako student teologii, wyłapałem takie rzeczy, jak kłamstwo w stylu indoktrynacji od małego [google: katechumenat, patrologia] i innych przekłamań odnośnie historii Kościoła, ale przeciętny słuchacz po prostu chłonął to bezkrytycznie - i to mnie boli)


Więcej kwiatków nie pamiętam. Minęło sporo czasu, a te widocznie były najbardziej wyraziste, skoro tak głęboko mną wstrząsnęły. Bardzo ważna jest kolejność i stopniowanie każdej tezy, aż do kulminacyjnego punktu, czyli agitacji na rzecz Palikota, a następnie usprawiedliwienie (marne) ataków na Kościół. Jeden ze słuchaczy zadał dość trafne pytanie: "Co ma na celu ten wykład?". No właśnie - na pewno wiele nas nauczył, ale główne przesłanie było zgoła inne i - co może się wydać groteskowe - osiągnięte dzięki wykorzystaniu manipulacji.

Po całym spotkaniu udzieliłem wywiadu dla portalu http://www.spin.siedlce.pl/ i wyraziłem m.in. zdanie, że Piotr Tymochowicz w wielu kwestiach mówił prawdę i nawet jako zagorzały katolik, student teologii i w ogóle, z niektórymi spostrzeżeniami zgadzam się. Jednak te "prawdy" były mówione celowo w taki sposób, żeby z treścią każdy się zgodził, ale aby sam wydźwięk prowokował słuchacza do pójścia o krok dalej. A ten krok dalej stoi Janusz Palikot i jego agresywne, absurdalne i niemoralne postulaty.


Ale wróćmy jeszcze do drugiej części wykładu, która nastąpiła po przerwie "na papieroska".

Przyszedł czas na pytania. Pewien wykładowca nieźle zaprezentował swoją gestykulację, ale za cholerę nikt nie wiedział, o czym konkretnie mówi. Sytuacja przeciągała się wręcz w nieskończoność i sala zaczęła raz po raz wybuchać śmiechem, kiedy okazywało się, że to jeszcze nie koniec. W końcu sam gość musiał przerwać i zapewniam, że absolutnie nikt nie pamiętał, co było na początku pytania... Jakoś z tego wybrnęliśmy i były zadawane kolejne, bardzo trafne pytania na temat, pomijające politykę (a co za tym idzie - nie zaprzeczające i nie dyskutujące z podanymi tezami politycznymi...). Prawie w każdym celowo wykorzystywane były nowo nabyte metody komunikacji, jedna osoba nawet zapytała na koniec, czy dobrze jej poszło. Komunikat otwarty - ogólnie chodzi o "lizanie" na początku wypowiedzi i kiedy wazelina jeszcze świeża, zaatakowanie pytaniem właściwym. Oczywiście to tylko jedna z możliwych dróg komunikatu otwartego.

W głowie siedziało mi wiele pytań, ale zdecydowałem się na wariant łagodny: Na początku przeprosiłem za wejście wykładowcy w słowo (ach, mam te szczęście... tym razem na szczęście nie był to dyrektor instytutu) i nakłoniony przez Tymochowicza przeprosiłem jeszcze za to, że żyję, że się urodziłem i usprawiedliwiłem się tym, że nie miałem na to wpływu. Zaznaczyłem, że będzie bez "lizania" i rzekłem mniej więcej tak: "Wspominał Pan o społeczeństwie, w którym 99% to tzw. slaves [niewolnicy wizerunku] a 1% to tzw. masters [mistrzowie, manipulujący resztą]. Czy demokracja jest ustrojem, który pasuje do takiego społeczeństwa?". W odpowiedzi znowu usłyszałem coś, z czym się zgodziłem - w Polsce mamy demokrację oligarchiczną. Jednak zamiast oceny tego ustroju albo też propozycji innych ustrojów, usłyszałem, jak to jest w Brazylii (której społeczeństwo jednak bardzo odstaje mentalnie od polskiego), choć tam też nie jest kolorowo. To się dowiedziałem...

Jako, że mikrofon miałem ciągle w ręku i niezwykle kusiło mnie do zadania kolejnego pytania, wahałem się, czy nie spytać o jego wiedzę (a raczej jej brak) o Kościele, o katechumenacie w dawnych czasach (na wikipedii można znaleźć) czy o bierzmowaniu w czasach dzisiejszych, które ostatecznie decyduje czy chcemy być chrześcijanami, czy nie. Bardziej jednak chciałem poruszyć kwestię skuteczności, która jest dla Tymochowicza podstawą. To właśnie od skuteczności zależy stan jego konta i na nią stawia, na nic innego, na żadne inne wartości (teraz nagle zaczął deklarować, że chce uwolnić politykę od PR-u... fajnie, chętnie bym mu w tym pomógł, ale w jego wykonaniu to tak, jakby sam chciał się pozbawić pracy) . Niestety, nie zadałem mu go, bo czas się skończył. Jednak na szczęście mogę napisać tutaj, co miałem wtedy w głowie. Otóż, był to taki dialog:

"- W związku z naszym spotkaniem bliżej przyjrzałem się Pana osobie i widzę, że ma Pan niebywałe osiągnięcia. Tak wiele sukcesów osiągnął Pan dzięki specjalnemu nastawieniu - nastawieniu na skuteczność. Gdyby nie to, wiele rzeczy mogłoby się nie udać i pewnie bez nich nie byłoby tego spotkania. I chciałbym zapytać właśnie o tę skuteczność - czy według Pana to, co skuteczne, jest dobre?
- (bla bla bla) tak, jest dobre (no co, tego się po nim spodziewałem i spodziewam nadal, bo sam to otwarcie przyznaje)
- Ale proszę Pana... skuteczne jest wyliczenie, ile potrzeba lekarstwa, aby kogoś wyleczyć, ale skuteczne jest też wyliczenie, ile potrzeba trucizny, żeby kogoś zabić. Skuteczne jest zarabianie na prostytucji, skuteczna jest kiełbasa wyborcza... Tak więc ja kategorycznie stwierdzam, że nie wszystko, co skuteczne jest dobre - i tutaj bardzo się różnimy".

No i byłby "Epic Win".

Byłby. Naturalnie, byłem też przygotowany na próby przerwania mi, ale od razu miałem tekst "uprzejmie proszę pozwolić mi dokończyć" i zacząć od nowa frazę, a w skrajnym przypadku tak ubóstwiane przez postacie z telewizji "ja Panu nie przerywałem". Niestety, nie miałem dość zapału, żeby wyskoczyć z czymś tak mocnym (wg mnie, nie wiem, jak mocne to mogło być wg Was).

Ale cóż, często jest tak, że chcieliśmy to zrobić, ale było to zbyt ciężkie, okoliczności tego nie ułatwiały, przeszliśmy obok i głupio tak się wracać, albo po prostu się zamyśliliśmy i okazja przeszła obok nosa. Potem tego żałujemy. To jest dla mnie właśnie jedna z takich sytuacji.


Mam nadzieję, że ten wpis podobał się Wam w sposób szczególny, bo i ja mam takie nieskromne wrażenie ;) Może to dlatego, że dawno nie pisałem... Będę wdzięczny za jakieś komentarze w związku z poruszanymi powyżej tematami.

11 stycznia 2011

Tymon i Pumba :-)

O, proszę:

http://www.tvn24.pl/-1,1689079,0,1,to-nie-zart-sensacyjnym-transferem-palikota-jest-tymochowicz,wiadomosc.html

I to akurat w przeddzień spotkania z Piotrem Tymochowiczem, które współorganizuję w Siedlcach - i zapraszam w czwartek 13 stycznia o godz. 12:00 do Pałacu Ogińskich (ul. Konarskiego 2).

Będzie duża frajda, będzie gorąco. Należy jednak pamiętać, że głównym tematem będzie marketing polityczny, oraz "Magia i przekleństwa wizerunku" - i tego właśnie tematu powinny w większości dotyczyć pytania od publiczności.


czytelników ogólnopolskich najmocniej przepraszam za ciągłe zajmowanie się Siedlcami - dla Was będzie relacja z powyższego spotkania, podobnie jak opisałem spotkanie z gen. Markiem Dukaczewskim.


Painted pro :-]



Przy okazji zapraszam siedleckich studentów do członkostwa w Kole Naukowym Politologów. Oprócz takich spotkań organizujemy również wyjazdy. W tamtym roku akademickim były to wyjazdy do:

- Sejmu [oficjalne spotkanie z Eugeniuszem Kłopotkiem, nieoficjalnie z kilkoma innymi politykami],
- Pałacu Prezydenckiego [śp. Lech Kaczyński był akurat w Czechach],
- Biura Bezpieczeństwa Narodowego [wykłady śp. Aleksandra Szczygło i innych],
- Ministerstwa Spraw Zagranicznych [spotkanie z Janem Borkowskim i innymi]
- Komisji Integracji Europejskiej [wykład pana, który "wyłapał" słowa "tylko nie od tej małpy w czerwonym..."]
- Państwowego Instytutu Stosunków Międzynarodowych
- Centralnej Biblioteki Wojskowej

Tutaj stronka wraz galerią, na potwierdzenie: http://sknp.wordpress.com/


===Z OSTATNIEJ CHWILI===
Rozwaliło mnie to... w "Wiadomościach" podali właśnie ten news o Tymochowiczu, a oto komentarz Eugeniusza Kłopotka: "Ostatnie podrygi morskiej ostrygi" :D
===Z OSTATNIEJ CHWILI===

Dzisiaj maksymalnie krótko... Wracam do pisania pracy zaliczeniowej. Wszystkim studentom życzę zdania sesji na dobrym poziomie :-)

7 stycznia 2011

A nie mówiłem?

Na wstępie chciałbym gorąco zaprosić wszystkich Siedlczan 13 stycznia w godzinach 8:30-13:00 do sali Senatu UPH w Pałacu Ogińskich na wykład otwarty zorganizowany przez Studenckie Koło Naukowe Politologów Instytutu Nauk Społecznych Uniwersytetu Przyrodniczo-Humanistycznego w Siedlcach (wymawiane na jednym oddechu) o temacie "Magia i przekleństwa wizerunku", który poprowadzi człowiek o wielkich sukcesach, ojciec metamorfozy i sukcesu m.in. Andrzeja Leppera, specjalista do spraw marketingu politycznego, pan Piotr Tymochowicz. A teraz pozwolę sobie przejść do tematu:




Ten wpis miał pojawić się 30 grudnia 2010r. Niestety, na Urzędzie Miasta chyba "zasypało antenkę", a 3 stycznia pojawił się wpis specjalny - stąd te opóźnienie. Jednak sytuacja, gdzie strach iść chodnikiem, jak najbardziej upoważnia mnie do publikowania wpisu, w którym może być kilka dość starych i oklepanych spostrzeżeń.


"A nie mówiłem?" - tylko to byłem w stanie powiedzieć po wczorajszym [29 grudnia] wydaniu Wiadomości, gdzie w iście dramatycznym tonie poinformowano nas o tym, że Rząd odrzucił projekt "ustawy o repatriantach". Przyczyny to oczywiście rozpaczliwie poszukiwane oszczędności na nowych urzędasów i spłaty odsetek (oni to w ogóle spłacają czy zaciągają kolejne kredyty na spłaty kredytów?)... oficjalnie jednak "przyczepiono się" dokładnie tego samego, czego czepiałem się niedawno tutaj - KLIK. Czyżby ktoś brał sobie do serca mojego bloga (ew. wpisy na FB)? ;)


"A nie mówiłem?" - to samo mogę powiedzieć również dzisiaj [30 grudnia], kiedy ujrzałem ulice i chodniki moich kochanych Siedlec. Kiedy ok. miesiąc temu nadeszła pierwsza fala śnieżyc, już wtedy wiedziałem, że żadna nauczka nie przemówi do serc ani rozumów rządzących. Dodatkowo, niektórzy kierowcy też się potrafią popisać. Pod mostem garwolińskim jedna kobieta nie mogła podjechać pod górkę, druga w groteskowy sposób próbowała ją, oczywiście wraz z samochodem, pod tę górę popchnąć. W tym samym momencie na skrzyżowaniu Armii Krajowej i 3 Maja komuś bardzo się spieszyło i wjechał na skrzyżowanie zanim zwolniło się miejsce, dzięki czemu zablokował ruch na Armii Krajowej - tym bardziej efektywnie, że facet skręcał... Jadąc od ul. Garwolińskiej przez 3 Maja dane mi było podziwiać korek samochodów kierujących się w przeciwnym kierunku - i tak aż do kościoła Św. Ducha. Dodatkowo, oprócz wspomnianej Armii Krajowej, zatamowana była ul. Kilińskiego wraz z częścią ronda wokół kościoła garnizonowego. Nawet nie chcę szacować, jakie to były straty... na pewno większe niż oszczędności miasta na zaniechaniu odlodzenia choćby kawałka drogi pod wspomnianym mostem. A to wszystko przez dwie osoby (lub więcej, biorąc pod uwagę bierność ludzi stojących za panią siłującą się z samochodem). Czy aby tylko przez nie? To pytanie pozostawiam Siedlczanom.

Pozorny śnieżek wpływa na wiele sytuacji, ale nawet te prozaiczne bywają dokuczliwe. Po 15-minutowym oczekiwaniu na pojazd promowany przez władze, dałem sobie spokój i wybrałem podróż pieszo. Kiedy byłem już jakieś 200 metrów od przystanku, zakrywając się od mroźnego wiatru, słyszę... patrzę... autobus. "K*** twoja mać!". Fakt, mój błąd, bo kiedy miesiąc wcześniej mijałem pieszo zrezygnowanych ludzi czekających na kolejnych przystankach "kątem ucha" słyszałem stwierdzenia w stylu "jak za 15 minut nie przyjedzie, to wracamy do domu". Powinienem założyć sobie czekanie nie kwadransa, a całej połówki godziny i tym samym od razu wyruszyć nie łudząc się na wygodną podróż. Ale cóż, przecież się nie wrócę, nie będę marznął kolejny (jeśli wierzyć rozkładowi) kwadrans. Ze łzami w oczach (spowodowanych mrozem i wiatrem - żeby nie było!) radośnie poturlałem się przez zaspy wprost do domu. A miałem już nadzieję, że sprostam zachętom władz, aby korzystać z komunikacji miejskiej... W końcu bardzo się starają (podwyżki cen biletów [studenckie o 15 groszy droższe], stawianie parkomatów "jak w Warszawie" - szkoda, że nie przed gmachem urzędu).


***
Z łezką w oku wspominam zimę 2008/2009 w Genewie, gdzie na ulicy widywałem głównie samochody luksusowe lub chociaż z gatunku droższych na zmianę ze sportowymi, skutery lub karetki i takie śmieszne, malutkie wozy (wózki?) strażackie. I autobusy. I nic więcej, najwyżej kilka rowerów. Linie były rozplanowane genialnie, jednak dużym problemem było... przepełnienie w autobusach bez względu na porę. Jakże luźno jest w tych naszych, siedleckich. W Szwajcarii kierowcy aktywnie działają na rzecz płynności ruchu (można to śmiało nazwać płynnością kapitału ludzkiego!), np. informując "centralę" o przepełnionych przystankach. "Centrala" wysyła wtedy pusty autobus, który nie zatrzymuje się na przystankach dopóki nie dojedzie do tego jednego nadmiernie zatłoczonego i nie zabierze zaczynających się irytować ludzi. Sam tego doświadczyłem i uważam to za wspaniałe rozwiązanie - owszem, jest pewien rozkład jazdy, ale jest również płynne dostosowywanie się do sytuacji, jest pewien zapas. I są namacalne korzyści. Chyba nie muszę dodawać, że w naszym mieście, jak i w całej Polsce, przydałaby się chociaż namiastka tego systemu.

Pewnie ktoś sobie pomyśli "Siedlce to nie Genewa!". Mam nadzieję, że pomyślał również, że Siedlce to nie Warszawa i uważa, że zrealizowanie pomysłu z parkomatami odniesie wątpliwą skuteczność. Ludzie będą krążyć, jeszcze dłużej niż teraz, po mieście w poszukiwaniu bezpłatnych miejsc i efekt będzie odwrotny do zamierzonego - a może tylko ja jestem takim sknerą? Ale ja nie mam samochodu... chodzę za to po chodnikach i nie uśmiecha mi się wymijać parkujące legalnie, ale uciążliwie, samochody, których właścicieli nie stać na zapłatę za "dobre" miejsce. A może wszystkie miejsca będą obłożone podatkiem od postoju? Ech, skończę już o tym, bo tylko się nakręcam, a i tak nic z tego (przynajmniej na razie) nie będzie ;-)

Mam pomysł - wypowiedzmy wojnę Szwajcarii i od razu poddajmy się jej aneksji. Uwolnimy się od chorego prawa podatkowego i Unii Europejskiej, a być może wybudują nam na dodatek kilka setek schronów atomowych, autostrad, usprawnią życie społeczno-gospodarcze itp. itd. Chcę żyć i pracować dla swojego narodu, więc o stałym wyjeździe do Szwajcarii, kraju prawdziwie wolnego, nie ma na razie mowy (mimo, że władze pośrednio bardzo mnie do tego nakłaniają).


***
Wymówką chyba wszystkich władz miejskich, które poległy w starciu ze śniegiem, była wypowiedź, że nie opłaca się odśnieżać kiedy jeszcze pada śnieg - co jest kłamstwem i bzdurą, bo nawet jak napada znowu, to będzie to mniej dokładnie o tyle, o ile wcześniej odśnieżono. Ale tym razem nawet taka wymówka tutaj nie pomoże. Padało tylko w nocy. I jak tu nie dojść do wniosku, że nie opłaca się płacić miastu na to, żeby dopiero ono dobierało jakieś firmy do odśnieżania, które nic a nic się nie starają, bo i tak wiedzą, że sporo zarobią? Czy nie lepiej utworzyć grupę na zasadzie oddolnej inicjatywy społecznej, która wykazałaby mierność takiego "centralnego planowania", a przy okazji odśnieżyłaby chodniki i stworzyła realną konkurencję wobec firm odśnieżających, aby te, chcąc być wybranym, (żeby zarobić) obniżyły ceny i podniosły jakość swoich usług? Przecież "nie opłaca się" finansować miasta, "skoro ciągle pada" - pod śniegiem.

Oczywiście, żaden zdesperowany mieszkaniec sam z siebie nie weźmie łopaty i nie odśnieży całego miasta (są tylko tacy, co sami z siebie odśnieżają spore części osiedli...). Nie dziwię im się. Ale wystarczy, żeby powstała kolejna "firma", która efektywnie mogłaby na siebie zarabiać, ale zarobek pochodziłby nie od miasta, a od spółdzielni mieszkaniowych, a nawet prywatnych osób. Może dopiero taki krok przekonałby ludzi, że nie opłaca się finansować nieefektywnych akcji (w Białymstoku śniegu po kolana, mimo, że wydano tam już 1 milion złotych na "odśnieżanie" [przypominam, że wpis był napisany ponad tydzień temu]).


Co do finansowania działalności miasta przez mieszkańców, muszę się tutaj pochwalić czymś zupełnie z innej beczki. Mianowicie, oto krótka wymiana zdań na portalu Facebook, dotykająca pośrednio tego właśnie zagadnienia (patrząc na nazwę polemizującego ze mną konta, oraz bardzo mi znajome użycie słów "życzliwość ludzka" mogę domniemywać, że rozmawiałem z samym MO!):



Powiększ obrazek
Źródło: http://www.facebook.com/photo.php?fbid=151965671522219&set=a.104466702938783.2075.100001263606369


Oczywiście, nie mam nic przeciwko takim wydarzeniom kulturalnym i wręcz popieram je. Jednak nazywanie ich "bezpłatnymi" jest zwyczajną bujdą na resorach. "Bezpłatny" to też pojęcie względne. Jeśli nie płacę tutaj podatków (a np. we wspomnianej i uwielbianej Szwajcarii) i przybędę, to nie zapłacę ja, tylko - za mnie - ktoś inny.

I to by było tyle na dziś, bo sesja za pasem, prace trzeba pisać... przypominam o spotkaniu 13 stycznia (czwartek) w sali Senatu UPH :)

3 stycznia 2011

Tajne Plany Rządu na 2011 rok.

Witam wszystkich po dość długiej przerwie spowodowanej brakiem dostępu do Internetu, który jak zawsze skutecznie gwarantowany jest przez miasto. Na szczęście, mam  również alternatywne "dostępy". W międzyczasie napisałem notkę, która "kisi się" zapisana w Notatniku na moim dysku. Nie wiem, czy ją zamieszczę, gdyż może się wydać nie na czasie, chociaż wszystko wskazuje na to, że po uzupełnieniu jednak zasłuży sobie na miejsce na moim blogu.

Jako pilny komputerowiec osiągnąłem coś niebywałego i dotarłem do tajnych planów rządowych na rok 2011. Świadomy przełomu, jaki może nadejść po ich upublicznieniu, niniejszym zapraszam do lektury:



"Plany Rady Ministrów Rzeczypospolitej Polskiej na rok 2011:

- Dwukrotne powiększenie miasta Pułtusk i zmiana jego nazwy na Cały Tusk.

- Obiecanie jak największej ilości rzeczy po to, aby zachować stabilność polityczną poprzez zdecydowane zwycięstwo w wyborach parlamentarnych. Przygotowanie gruntu pod zwiększenie VAT-u do 25%, a w przyszłości do 27% w imię walki z kryzysem.

- Koniec wojny polsko-polskiej poprzez totalne zwycięstwo naszej młodzieżówki.

- Wyrównanie poziomu między „Polską A” i „Polską B”. „Polsce B” trzeba zabrać mniej, a „Polsce A” – więcej. W ten właśnie sposób wyrównamy poziomy ubóstwa. Patrząc na wyniki wyborów widać wyraźnie, że „Polsce A” grabież państwowa i tak się podoba. Zresztą, i tak się już przyzwyczaili.

- Jesienna ofensywa legislacyjna, na wiosnę. Wiosna to najlepszy czas na ofensywy, tak nam na Uniwersytecie Łomonosowa mówił każdy generał. „Jesienna” to nazwa mająca za zadanie zmylić szpiegów wroga. Poza tym, kiedy u nas jest wiosna, to na półkuli południowej jest jesień, a my przecież myślimy globalnie.

- Pozbycie się z terenów Polski gazu łupkowego szkodliwego (w nadmiarze) dla zdrowia.


- Przygotowania do Euro 2012 poprzez intensywny trening premiera i wystawienie go w wyjściowym składzie jako element prestiżowy.


- Wzięcie kolejnych pożyczek w celu udowodnienia naszej wiarygodności na arenie ekonomicznej, pokazanie, że jesteśmy godni zaufania, poprawienie prestiżu Polski w oczach banków zagranicznych.

- Zapewnienie godziwej rozrywki w telewizji, utworzenie Biura ds. Rozrywki Telewizyjnej. Ochrona obywateli przed niebezpiecznymi treściami czyhającymi w sieci Internet. Utworzenie Ministerstwa Informacji i Ministerstwa Prawdy („Komunikaty Ministerstwa Prawdy” prowadzą na serwisie YouTube nierówną walkę z anonimowymi sabotażystami informacyjnymi) w celu ochrony obywateli przed kłamliwymi doniesieniami i manipulacją.

- Wymienienie na nowe starych planów budowlanych dróg i autostrad, które stracą ważność w tym roku. Polska zasługuje na najbardziej nowoczesne plany dróg.

- Należyte przygotowanie następców władcy poprzez specjalne szkolenia i wyjazdy np. do Chin.

- Zwiększenie miejsc pracy poprzez stopniowe zatrudnianie coraz większej ilości urzędników państwowych, zachęcanie do podejmowania tejże pracy przez nadawanie kolejnych przywilejów i podwyżek.

- Nowoczesne, przyszłościowe plany budowy wałów przeciwpowodziowych (i innych wałków) do wykonania w przyszłości (bo myślimy przyszłościowo). 

- Należyte uhonorowanie bohaterów Polskiej Rzeczypospolitej Ludowej, odkłamywanie ich historii, podkreślanie zasług i pomoc w powrocie do władzy. Regularne ustępstwa wobec Niemiec i Rosji w imię budowania pozytywnych relacji i zyskiwania szacunku tych państw. Pełne odtworzenie i rehabilitacja Wojskowych Służb Informacyjnych bazujących na wieloletnim doświadczeniu i wykształceniu zagranicznym w najlepszym pod względem służb państwie świata. Odtworzenie i rehabilitacja Urzędu Bezpieczeństwa i Służby Bezpieczeństwa - nie można marnować takich oficjalnych zasług i takiego doświadczenia. I takich znajomości.

- Wprowadzenie ŁADNYCH dowodów osobistych za półdarmo, bo z pieniędzy państwowych, a nie z naszych (no to co, że z podatków?), a na dodatek z bajeranckim chipem, więc każdy będzie chciał taki mieć:


- Zmniejszenie powierzchni Polski o niepotrzebne tereny tak, aby polska armia była w stanie obronić więcej niż 0,7% terytorium kraju. To zamknie tym sabotażystom usta w wygłaszaniu złych informacji (jak Szeremietiew tutaj) i udowodni, że do obrony kraju ma wystarczyć 110 tys. żołnierzy i 15 brygad wojsk operacyjnych. Informacje w stylu: "Polskie siły zbrojne może pokonać armia licząca 300-400 tys. żołnierzy. Takie siły może wystawić bez trudu Rosja, a po mobilizacji także Białoruś i Ukraina. Armia jaką dysponuje dziś Polska w razie wojny poniesie klęskę" tylko niepotrzebnie niepokoją społeczeństwo i dają informacje szpiegom.

- Godne reprezentowanie Polski na arenie międzynarodowej, propagowanie bigosu jako polskiej potrawy narodowej o walorach zarówno smakowych, politycznych, historycznych, jak i dyplomatycznych.

- Wprowadzenie języków niemieckiego i rosyjskiego jako języków obowiązkowych w szkolnictwie (całkowicie państwowym) i w urzędach - niech się ludzie kształcą, ale niech też młodzież się kształci, aby w przyszłości były z tego mądre plony!"


***
Więcej planów nie pamiętam. Serdecznie za nie żałuję i proszę o dopisywanie kolejnych w komentarzach.

I jakkolwiek wolałbym, żeby to były po prostu wymyślone przeze mnie żarty, to obawiam się, ze spora część tych planów zostanie zrealizowana. Mogę się mylić, ale mogę też strzelić, że podatek VAT w wysokości 25% będzie w Polsce funkcjonował. Bardziej pewne jest zwiększenie liczby urzędników państwowych (których liczba wzrosła 10-krotnie od czasów Sejmu I Kadencji), bo 60 000 nowych przeszło bez większego sprzeciwu społeczeństwa. Bez wątpienia przesadziłem z ministerstwami: Prawdy i Informacji, ale jakie inne porównanie nadać upolitycznionej Krajowej Radzie Radiofonii i Telewizji, upolitycznienie stacji telewizyjnych? Począwszy od TVN (Tusk VisioN) poprzez TVP(O) a kończąc na maleńkiej Superstacji przejętej niedawno przez p. Solorza… Tylko Internet jest obecnie jako-tako niezależny, bo można na bieżąco komentować doniesienia i nie jest to „gadanie do telewizora”, bo jednak ktoś nas przeczyta – i my kogoś. Niestety, coraz częściej spotykamy się z odgórną cenzurą Internetu, której to cenzury i ja częściowo padłem ofiarą (tak to jest z „darmowymi” państwowymi dostępami do Internetu). Ostatnio głośno było o rezygnacji z realizacji budowy połowy zaplanowanych dróg (na Euro 2012 się zatem nie wyrobimy) – ważność planów wygasa za 3 lata, więc trzeba będzie wydawać masy naszych pieniędzy na sporządzanie nowych. A to wszystko w duchu nepotyzmu, kolesiostwa, powrotu do „komuny”, oraz grabienia z pieniędzy i honoru zarówno państwa jak i jego obywateli.