19 stycznia 2011

Mój komentarz do spotkania z P. Tymochowiczem.

Mam trochę oddechu od sesji (i od obowiązków vice-MSZ w pewnym internetowym państwie) i dopiero teraz mogę cokolwiek tutaj napisać. W międzyczasie wydarzyło się naprawdę wiele rzeczy godnych uwagi i komentarza, ale nie chcę nikogo zanudzać nieaktualnymi dywagacjami. Obiecałem, że skomentuję ostatnie spotkanie z Piotrem Tymochowiczem, które to miałem przyjemność współorganizować. Tak więc zaczynajmy.

Na wstępie, aby nikt mi tu nie zarzucał, że manipuluję ;) wstawiam relację TV Siedlce i tradycyjnie jak to bywa przy spotkaniach - zdjęcie:

Powiększ zdjęcie
Źródło zdjęcia


Zapoznanie z gościem uznałem za dość miłe przeżycie. Jeszcze milszym widokiem była liczba przybyłych słuchaczy, znacznie przewyższających swą liczebnością liczbę wolnych miejsc - z dumą nosiłem dodatkowe krzesła, sam podczas wykładu obsługując zadających pytania służąc mikrofonem. Wykład był rzeczywiście bardzo ciekawy, poruszał wiele zagadnień z dziedziny psychologii i marketingu politycznego. Był również poparty wieloma przykładami z życia zarówno zakulisowego, jak i publicznego. Kilka spośród ok. 50 mechanizmów manipulacji zostało nam przybliżonych, opisanych przystępnie i z humorem. W tej materii jestem niezwykle zadowolony z tego spotkania, m.in. z powodu zdradzenia nam sposobu, jak zaliczyć egzamin ustny, na który nie umiemy kompletnie nic. Ale - idąc śladem Tygodnika Siedleckiego - pozwolę sobie nie przybliżać tej metody ze względów etycznych. Kto był, ten wie ;)

W trakcie całego wydarzenia poczułem jednak coś dziwnego. Gość na każdym kroku przestrzegał nas przed manipulantami, przedstawił kilka ich metod, omówił, w co uderzają i co stawiają sobie za cel, zaprezentował jak skutecznie się przed nimi bronić... Ale... Raz po raz pojawiały się delikatne wstawki o Kościele, o Jacku Kuroniu, o katastrofie smoleńskiej - było to zjawisko nawracające, a najczęściej pojawiała się kwestia Kościoła Katolickiego. Za każdym kolejnym razem było coraz ostrzej.

O ile można to zrozumieć, bo w końcu dzień wcześniej gość nasz wstąpił do ruchu Palikota (czym zadziwił również nas, uświadomionych nagle, że będzie niezły "kocioł"). Jednak na każdym kroku zarówno my, jak i wykładowca-opiekun spotkania podkreślaliśmy, że wykład nie ma nic wspólnego z aktualnymi wydarzeniami politycznymi. Sam Tymochowicz zaznaczył jednak, że to sprawa nieistotna i odpowie na wszystkie pytania. Okazało się też, że i w samym wykładzie pojawiły się stwierdzenia ściśle powiązane z polityką, które jako-tako zapamiętałem i wymienię teraz w kolejności pojawiania się, pogrubiłem mocniej akcentowane i podkreślane intonacyjnie kawałki (a w nawiasach mój skrótowy, super-syntetyczny komentarz):


- Kościół Katolicki indoktrynuje dzieci od małego, póki nie mają jeszcze ukształtowanych poglądów (przypominam, że to rodzice decydują o tym, czego uczy się ich dziecko, a i tak mało które okazuje się w przyszłości takim wierzącym, jaki pasowałby instytucji Kościoła; jednak w tym jest trochę racji i to szkodzi, a nie pomaga Kościołowi i jest to błąd głównie rodziców i katechetów, którzy narzucają dzieciom swoją interpretację i przedstawiają ją w formie "bajeczki").

- Jan Paweł II używał czterech technik komunikatu otwartego (jakich konkretnie - nie podał) i to właśnie dlatego był tak kochany i miał tylu zwolenników także poza chrześcijanami; natomiast Józef Ratzinger nie stosuje absolutnie żadnej z tych technik.

- Katastrofa smoleńska... to jasne, że powinna być dobra organizacja, nie powinno się pić na pokładzie samolotu itd. (no, to już przegięcie - nie dość, że sugerowanie tezy zaprzeczonej przez dowody, to jeszcze jawna obraza pod przykrywką haseł obiektywnych typu "nie powinno się...").

- I taki na przykład Janusz Palikot jest jedyną postacią na polskiej scenie politycznej chcącą wdrożyć zasady wolnościowe i zasady wolnego rynku (aż chciałem przerwać - bo Janusz Korwin-Mikke, Jarosław Gowin i wielu innych znaczących polityków w tych kwestiach deklasuje populistycznego Palikota... kurde, nawet Waldemar Pawlak).

- Kościół Katolicki od małego wmawia ludziom poczucie winy i grzechu, a nasza edukacja wpaja jeszcze umartwianie się nad historią i winienie siebie za wszystko. Najlepiej wmówić winę i kierować ludźmi tak, jak chcemy, żeby już nie czuli się winnymi (kłamstwo, bo KK owszem uznaje grzech, ale podstawą wiary jest nadzieja i naturalne dążenie do szczęścia; poczucie winy za grzech jest potrzebne do naprawy tego, co zepsuliśmy u innych i u samych siebie, a także pomaga pamiętać, że zło jest grzechem i żadne okoliczności nie mogą ze zła zrobić dobro; okoliczności mogą tylko złagodzić lub wymazać winę w sądzie lub też u Boga, ale grzech i tak jest - np. kradzież jabłka kiedy jesteśmy biedni i głodni jest usprawiedliwiona, ale nadal jest kradzieżą; to tak po krótce, bo cały esej można napisać o tej manipulacji Tymochowicza i wielu internautów).

- (z nienacka) I tak, nie boję się tego powiedzieć - głosujcie państwo na Janusza Palikota. Głosujcie na niego, bo... (tutaj jako jedyny na sali zacząłem się po prostu śmiać... nie wiedziałem, jak zareagować na takie coś i chyba trochę naszemu gościowi popsułem przesłanie)

- I może można się czepiać mnie za ciągłe przywoływanie tego nieszczęsnego Kościoła, ale nie ma lepszego modelu do wykazywania manipulacji niż organizacja, która bez przerwy manipuluje od ponad 2000 lat!

(Pamiętam wyraźnie słowo "ponad", dlatego się przyczepię, że KK ma mniej niż 2000 lat; widać ewidentnie, że historii Kościoła nasz gość nawet nie liznął, a zapoznał się pewnie wyłącznie z naciąganą propagandą środowisk lewicowych, gdzie Kościół przedstawia się w kontekście "dokonań" ówczesnych władców samodzielnych królestw; może ja, jako student teologii, wyłapałem takie rzeczy, jak kłamstwo w stylu indoktrynacji od małego [google: katechumenat, patrologia] i innych przekłamań odnośnie historii Kościoła, ale przeciętny słuchacz po prostu chłonął to bezkrytycznie - i to mnie boli)


Więcej kwiatków nie pamiętam. Minęło sporo czasu, a te widocznie były najbardziej wyraziste, skoro tak głęboko mną wstrząsnęły. Bardzo ważna jest kolejność i stopniowanie każdej tezy, aż do kulminacyjnego punktu, czyli agitacji na rzecz Palikota, a następnie usprawiedliwienie (marne) ataków na Kościół. Jeden ze słuchaczy zadał dość trafne pytanie: "Co ma na celu ten wykład?". No właśnie - na pewno wiele nas nauczył, ale główne przesłanie było zgoła inne i - co może się wydać groteskowe - osiągnięte dzięki wykorzystaniu manipulacji.

Po całym spotkaniu udzieliłem wywiadu dla portalu http://www.spin.siedlce.pl/ i wyraziłem m.in. zdanie, że Piotr Tymochowicz w wielu kwestiach mówił prawdę i nawet jako zagorzały katolik, student teologii i w ogóle, z niektórymi spostrzeżeniami zgadzam się. Jednak te "prawdy" były mówione celowo w taki sposób, żeby z treścią każdy się zgodził, ale aby sam wydźwięk prowokował słuchacza do pójścia o krok dalej. A ten krok dalej stoi Janusz Palikot i jego agresywne, absurdalne i niemoralne postulaty.


Ale wróćmy jeszcze do drugiej części wykładu, która nastąpiła po przerwie "na papieroska".

Przyszedł czas na pytania. Pewien wykładowca nieźle zaprezentował swoją gestykulację, ale za cholerę nikt nie wiedział, o czym konkretnie mówi. Sytuacja przeciągała się wręcz w nieskończoność i sala zaczęła raz po raz wybuchać śmiechem, kiedy okazywało się, że to jeszcze nie koniec. W końcu sam gość musiał przerwać i zapewniam, że absolutnie nikt nie pamiętał, co było na początku pytania... Jakoś z tego wybrnęliśmy i były zadawane kolejne, bardzo trafne pytania na temat, pomijające politykę (a co za tym idzie - nie zaprzeczające i nie dyskutujące z podanymi tezami politycznymi...). Prawie w każdym celowo wykorzystywane były nowo nabyte metody komunikacji, jedna osoba nawet zapytała na koniec, czy dobrze jej poszło. Komunikat otwarty - ogólnie chodzi o "lizanie" na początku wypowiedzi i kiedy wazelina jeszcze świeża, zaatakowanie pytaniem właściwym. Oczywiście to tylko jedna z możliwych dróg komunikatu otwartego.

W głowie siedziało mi wiele pytań, ale zdecydowałem się na wariant łagodny: Na początku przeprosiłem za wejście wykładowcy w słowo (ach, mam te szczęście... tym razem na szczęście nie był to dyrektor instytutu) i nakłoniony przez Tymochowicza przeprosiłem jeszcze za to, że żyję, że się urodziłem i usprawiedliwiłem się tym, że nie miałem na to wpływu. Zaznaczyłem, że będzie bez "lizania" i rzekłem mniej więcej tak: "Wspominał Pan o społeczeństwie, w którym 99% to tzw. slaves [niewolnicy wizerunku] a 1% to tzw. masters [mistrzowie, manipulujący resztą]. Czy demokracja jest ustrojem, który pasuje do takiego społeczeństwa?". W odpowiedzi znowu usłyszałem coś, z czym się zgodziłem - w Polsce mamy demokrację oligarchiczną. Jednak zamiast oceny tego ustroju albo też propozycji innych ustrojów, usłyszałem, jak to jest w Brazylii (której społeczeństwo jednak bardzo odstaje mentalnie od polskiego), choć tam też nie jest kolorowo. To się dowiedziałem...

Jako, że mikrofon miałem ciągle w ręku i niezwykle kusiło mnie do zadania kolejnego pytania, wahałem się, czy nie spytać o jego wiedzę (a raczej jej brak) o Kościele, o katechumenacie w dawnych czasach (na wikipedii można znaleźć) czy o bierzmowaniu w czasach dzisiejszych, które ostatecznie decyduje czy chcemy być chrześcijanami, czy nie. Bardziej jednak chciałem poruszyć kwestię skuteczności, która jest dla Tymochowicza podstawą. To właśnie od skuteczności zależy stan jego konta i na nią stawia, na nic innego, na żadne inne wartości (teraz nagle zaczął deklarować, że chce uwolnić politykę od PR-u... fajnie, chętnie bym mu w tym pomógł, ale w jego wykonaniu to tak, jakby sam chciał się pozbawić pracy) . Niestety, nie zadałem mu go, bo czas się skończył. Jednak na szczęście mogę napisać tutaj, co miałem wtedy w głowie. Otóż, był to taki dialog:

"- W związku z naszym spotkaniem bliżej przyjrzałem się Pana osobie i widzę, że ma Pan niebywałe osiągnięcia. Tak wiele sukcesów osiągnął Pan dzięki specjalnemu nastawieniu - nastawieniu na skuteczność. Gdyby nie to, wiele rzeczy mogłoby się nie udać i pewnie bez nich nie byłoby tego spotkania. I chciałbym zapytać właśnie o tę skuteczność - czy według Pana to, co skuteczne, jest dobre?
- (bla bla bla) tak, jest dobre (no co, tego się po nim spodziewałem i spodziewam nadal, bo sam to otwarcie przyznaje)
- Ale proszę Pana... skuteczne jest wyliczenie, ile potrzeba lekarstwa, aby kogoś wyleczyć, ale skuteczne jest też wyliczenie, ile potrzeba trucizny, żeby kogoś zabić. Skuteczne jest zarabianie na prostytucji, skuteczna jest kiełbasa wyborcza... Tak więc ja kategorycznie stwierdzam, że nie wszystko, co skuteczne jest dobre - i tutaj bardzo się różnimy".

No i byłby "Epic Win".

Byłby. Naturalnie, byłem też przygotowany na próby przerwania mi, ale od razu miałem tekst "uprzejmie proszę pozwolić mi dokończyć" i zacząć od nowa frazę, a w skrajnym przypadku tak ubóstwiane przez postacie z telewizji "ja Panu nie przerywałem". Niestety, nie miałem dość zapału, żeby wyskoczyć z czymś tak mocnym (wg mnie, nie wiem, jak mocne to mogło być wg Was).

Ale cóż, często jest tak, że chcieliśmy to zrobić, ale było to zbyt ciężkie, okoliczności tego nie ułatwiały, przeszliśmy obok i głupio tak się wracać, albo po prostu się zamyśliliśmy i okazja przeszła obok nosa. Potem tego żałujemy. To jest dla mnie właśnie jedna z takich sytuacji.


Mam nadzieję, że ten wpis podobał się Wam w sposób szczególny, bo i ja mam takie nieskromne wrażenie ;) Może to dlatego, że dawno nie pisałem... Będę wdzięczny za jakieś komentarze w związku z poruszanymi powyżej tematami.

8 komentarzy:

  1. Niestety nie miałem możliwości być na spotkaniu, natomiast relacja bardzo wnikliwa.

    Czy są jakieś nagrania?

    P.S.

    OdpowiedzUsuń
  2. Reporterka ze Spinu nagrała cały wykład, wywiad ze mną i z p. Tymochowiczem. Myślę, że Spin posiada obszerne fragmenty nagrane.

    A jeśli chodzi o nagranie wizualne, to tylko te, które podałem na samym początku wpisu - z TV Siedlce.

    OdpowiedzUsuń
  3. Ja się zastanawiam skąd się wzięła tak nagle ta cała nienawiść do Kościoła. Wiem, że za komuny KK miał przewalone, ale w latach 90 kiedy chodziłem do podstawówki, tego antyklerykalizmu nie było tak bardzo widać i miał swoje granice. Teraz antyklerykalizm nie ma żadnych granic. Można powiedzieć wszystko, skłamać, powtarzać mity i najgłupsze slogany, a ludzie to dalej kupują i popierają chórem. Czy to już nasz koniec? Bo odnoszę wrażenie, że jesteśmy w mniejszości przez ostatnie kilka lat.

    hofi

    OdpowiedzUsuń
  4. Myślę, że dopiero bycie w mniejszości oczyści trochę Kościół z ludzi, którzy z religii robią sobie rytuał "bo co sąsiadka spod piątki powie", dają 50 zł na kolędę, a prywatnie zachowują się żałośnie, niedojrzale i niegodnie na nazywanie się chrześcijaninem.

    Jakość, a nie ilość. Siła leży w jakości, a słaba ilość może poważnie zaszkodzić. Takie jest moje zdanie na ten temat. Oczywiście, nie można pozwolić na kłamstwa, ale z drugiej strony - samemu też wziąć się do roboty i nie spoczywać na laurach.

    OdpowiedzUsuń
  5. Szkoda, że nie zabrałeś głosu na debacie a dopiero na blogu. Mogło być ciekawie...

    OdpowiedzUsuń
  6. Aha, czyli faktycznie wstąpił do ruchu pana Palikota. Ciekaw tylko jestem, jak taki krok wpłynie na jego hmm...dyspozycyjność zawodową? Jestem sobie w stanie wyobrazić siebie, jako niezależnego eksperta, udzielającego porad za pieniądze, obojętnie komu, byle tylko płacił. Natomiast przystępując oficjalnie do jakiejś partii politycznej, nie mógłbym pomagać (zwłaszcza płatnie..) ludziom z innych, konkurencyjnych opcji. Jednocześnie przyznam, że nie wiem jak wyglądała w szczegółach działalność pana Tymochowicza do tej pory...
    A co do pytania o falę antyklerykalizmu. W latach dziewięćdziesiątych również istniał sprzeciw co do publicznej działalności Kościoła Rzymskokatolickiego na niwie społecznej. Ale jego rozmiar nijak się miał do tego, czego świadkami jesteśmy dzisiaj. Przyczyny? Ja myślę, że już wtedy (lata '90)międzynarodowe środowiska antyklerykalne doskonale wiedziały, jak będą działać w Polsce w przyszłości. Ale sytuacja była jeszcze "za świeża". Komunizm upadł bardzo niedawno. Kościół był zwycięzcą czterdziestoletniej walki z czerwonymi. Nie byliśmy w UE, która wydatnie sprzyja dążeniom wojujących ateistów - prawnie i moralnie. Po prostu było za wcześnie na jakieś śmielsze działania antykościelne. Trzeba było troszkę poczekać, aż społeczeństwo podupadnie moralnie i stworzy odpowiedni grunt dla inżynierów dusz.
    Zgadzam się z Pawłem co do jakości materiału ludzkiego. To jakość decyduje.

    OdpowiedzUsuń
  7. "Szkoda, że nie zabrałeś głosu na debacie a dopiero na blogu. Mogło być ciekawie..."

    Chcę mieć 5 z psychologii, więc się powstrzymałem :D Poza tym, jak już napisałem, wymiękłem i zabrakło mi jaj, żeby poruszyć wątek. Mea culpa, przynajmniej na blogu się wyprodukowałem.


    @Tomasz1811: Palikot mówił, że wybrał Tymochowicza na współpracownika, bo tylko on potrafi zniszczyć tytanów PR-owych: Tuska i Kaczyńskiego. Cytuję niedokładnie: "Osoba, która nawet Andrzeja Leppera potrafiła tak wypromować, tylko taka osoba, która zbudowała ten system PR-u, jest teraz w stanie go zniszczyć". Sam Tymochowicz mówił: "czas pokazać, że król jest nagi". Zobaczymy, co z tego będzie.

    OdpowiedzUsuń
  8. Nie sądzę, żeby Tusk czy Kaczyński byli tytanami w dziedzinie public relations ;-) Chociaż sporej dozy wyczucia, w tej materii, nie można im odmówić. Z pewnością pracują dla nich specjaliści od wizerunku. Tak więc walka rozegra się (jeżeli w ogóle..) raczej pomiędzy panem T. a tymi innymi, nieznajomymi macherami od ogłupiania mas ;-) To taka moja mała uwaga.

    OdpowiedzUsuń

W komentarzach na moim blogu panuje wolność słowa. Nie moderuję ich, chyba, że zawierają spam. Każdy może napisać szczerze to, co myśli.
Proszę przy tym o poszanowanie netykiety.