23 czerwca 2011

Spotkanie z Januszem Palikotem - cz. 1

10 czerwca w piątek, o godz. 17:00 miało odbyć się w Siedlcach spotkanie z Januszem Palikotem. Odbyło się o 18:20, ale obietnica rozdania książek gościa z autografem dla każdego, kto wytrzyma do końca spotkania, zatrzymała wszystkich 67 widzów w tej 200-osobowej sali, której wynajem kosztuje (bazując na moich wcześniejszych rozmowach z, warto zaznaczyć, uprzejmą i sympatyczną kierowniczką) bagatela 2000 złotych. Problemy techniczne, niekompetencja organizatorów z RPP (którzy niczym nie zajęli oczekujących, bezskutecznie namawiając do wypełniania deklaracji członkowskich) świadczy o tym, że ta grupa może sobie pozwolić na olbrzymie wydatki i nic sobie z nich nie robi. Masa kasy z centrali zasila coś skrajnie nieefektywnego, wręcz szkodliwego dla RPP. Ale to nie mój problem - gorzej było z czekaniem. Jednak cały dyskomfort prysnął w niepamięć w chwili pojawienia się gościa na sali. Przechodząc, zatrzymał się, żeby głośno wyrazić żal z powodu posiadania najgorszej drogi (Warszawa-Siedlce) w Polsce. Myślał, że najgorsza jest droga z Lublina do Warszawy, ale teraz zmienił zdanie. Od razu zaczęło się opowiadanie i wyliczanie tego, co jest złe i jak to niedobrze się teraz dzieje. Oczywiście nie sposób było nie przytakiwać, ale wydaje mi się, że technika oczywistości nie osiągnęła swojego celu - pozyskania wsparcia słuchaczy, w stylu "hmm, dobrze mówi" i popłynięcia dalej na tej fali.

JP nie zapomniał pochwalić się, że tylko on uczestniczy w tak wielu spotkaniach. Jednak natychmiastowo został "zgaszony" przez jednego z widzów twierdzącego, iż to Janusz Korwin-Mikke, mimo podeszłego wieku, uczestniczy w takich spotkaniach najczęściej. Palikot niechętnie, ale przyznał mu rację. Szybko jednak zepchnął to na dalszy plan, dodając niezwłocznie, że na tym właśnie przykładzie widać, kto musi się poświęcać (partie spoza parlamentu), a kto z nadania ma wsparcie w mediach.

Co do przerywania, kiedy mówił o połączeniu ZUS-u i KRUS-u, z sali równie gwałtownie padła propozycja, że lepiej po prostu zlikwidować ZUS i KRUS, te niewolące podatników instytucje, niż szukać połowicznych rozwiązań i oszczędności - bo skoro ZUS jest taki dobry, to dlaczego jest obowiązkowy? Niestety, dla Pana P. takie rozwiązanie jest niemożliwe - "bo tak". "Nie no, tego zrobić się nie da". Tutaj muszę wtrącić się i ja z taką myślą: gdybym miał raka, to wyciąłbym go od razu, całego. Jeśli wyciąłbym tylko połowę, to on zaraz urośnie jeszcze większy. Myślę, że z połączenia ZUS-u i KRUS-u poziom biurokracji i wydatków spadłby tylko na pewien krótki czas. Później wszystko wróciłoby do "normy", a może i jeszcze gorzej. I wcale nie dlatego, "bo tak" - po prostu jedna instytucja z czasem będzie mogła pozwolić sobie na więcej, gdyż nie będzie już argumentu, że rolnicy mają lżej.

Janusz Palikot przedstawił, jak system polityczny stwarza warunki, gdzie szefowie partii mogą wyrzucać ludzi z partii praktycznie bez podania powodu. Przykłady można mnożyć: Marek Jurek (po chęci zadania pytania na zebraniu partyjnym), Ryszard Kalisz (po wystąpieniu na Kongresie Palikota w roli prelegenta), Elżbieta Jakubiak i Joanna Kluzik-Rostkowska (po krytyce języka użytego w kampanii J. Kaczyńskiego), aż w końcu walka chcącego utrzymać się na stołku Tuska, przeciwko Grzegorzowi Schetynie. Skarżył się na sytuację, w której przez 3 lata nie mógł wprowadzić w PO żadnego z projektów Komisji Nadzwyczajnej "Przyjazne państwo". Omówił też propozycję przekazania 1% podatku do wyboru: na organizacje pożytku publicznego, Kościół, armię i kulturę - trzeba byłoby więc decydować, co jest "ważniejsze". Stwierdził także, iż armia nie obroniła Polski - a kultura owszem... To już oczywiście bzdura i przegięcie, bo tylko silna armia jest w stanie odeprzeć atak, kultura natomiast tylko pomaga przetrwać okupację.

Przyszedł w końcu czas na pytania, gdyż przemowa była skrócona z racji opóźnienia. Ale o tym w następnym wpisie :)


* * *
Długa, ale interesująca Ciekawostka:


"Jeszcze w 1960 roku na wyspach u wybrzeży peruwiańskich żyło ponad 32 miliony pelikanów. Żywiły się ulubionymi sardelami, których ławice upodobały sobie tamtejsze płycizny Pacyfiku. Ekskrementy ptaków tworzyły na wyspach grube pokłady, wykorzystywane jako cenny nawóz ze znaczną zawartością związków azotowych. Do Europy trafił w połowie ubiegłego stulecia, ale na wybrzeżach Pacyfiku używali go już Inkowie do nawożenia swoich pól.

Peruwiańskie "huano" stanowiło przez wiele dziesięcioleci źródło sporych dochodów dewizowych państwowego monopolu eksploatującego złoża na wyspach. Wreszcie ktoś zorientował się, że to wcale nie pelikanom, lecz właśnie sardelom zawdzięczać należy ów cenny nawóz.






Zamiast archaicznego i mało ekonomicznego zbierania nawozu na wyspach przestawiono się na przetwarzanie sardeli bez pośrednictwa pelikanów. Obliczono, że z 20 ton tej ryby skonsumowanej przez ptaki uzyskiwano zaledwie 1 tonę nawozu. Fabryki produkujące nawóz z samych sardeli osiągają tę samą ilość już z niespełna 6 ton ryby.


Miejscowi rybacy zaczęli wreszcie zarabiać, znalazła się również praca w fabrykach, a monopol państwowy wzmocnił znacznie pozycję waluty peruwiańskiej na rynkach światowych. Utraciły tylko pelikany. Przemysłowo rozwinięte rybołówstwo nie pozostawiło dla nich wiele sardeli. Ptaki zdychały tysiącami. Ich ilość oblicza się obecnie na ledwie 3 miliony. Co roku głodujące ptaki atakują targi rybne w Limie."




I cóż rzec... mamy chyba kolejną sytuację (obok słynnych wróbli za czasów Mao Zedonga), w której państwowe zarządzanie zrobiło "kuku" naturze. Nie mówiąc już o prawdopodobnym marnotrawstwie środków, nepotyzmie na stanowiskach kierowniczych itd. - ale w to nie wnikam, bo nie o tym mowa w ciekawostce.

A wracając do tematu, nie można łykać wszystkiego jak młode pelikany - dlatego właśnie warto uczestniczyć w takich spotkaniach, a nawet je organizować. Można dowiedzieć się wielu nowych, mniej oficjalnych rzeczy, zadać kłopotliwe pytanie, przy odrobinie pracy wręcz merytorycznie zaorać gościa (o czym w następnym wpisie) - no i walnąć sobie fajną fotkę na fejsa! :)

6 komentarzy:

  1. "Stwierdził także, iż armia nie obroniła Polski - a kultura owszem... To już oczywiście bzdura i przegięcie, bo tylko silna armia jest w stanie odeprzeć atak, kultura natomiast tylko pomaga przetrwać okupację."
    Gdyby nie kultura i historia nawet największa armia nie miałaby po co walczyć.
    Kultura nie rozwija się tylko podczas okupacji, ale przez cały czas istnienia Narodu. Naród tworzy kraj, to on jest armią tym silniejszą im większa tożsamość i przynależność do społeczeństwa.

    Pozdrawiam
    Jan Lewandowski

    OdpowiedzUsuń
  2. @Jan Lewandowski: no dobrze, ale przecież nikt nie kwestionuje tego, że kultura pomaga przetrwać narodowi w trudnych chwilach okupacji i nie tylko. Nie oznacza to jednak że silna armia jest zbędna, "bo sama kultura nas obroni". I jedno, i drugie jest potrzebne, problem w tym że wspieranie przez państwo kultury wcale nie jest takim wspaniałym rozwiązaniem - w dłuższym czy krótszym okresie zawsze prowadzi m.in. do jej upolitycznienia. Poza tym jeśli Palikotowi rzeczywiście zależałoby na wspieraniu kultury, po co walczy z Kościołem - przecież przyczynia się on właśnie do jej rozwoju (tak, wiem, powtarzam się z tym argumentem :P)? Pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń
  3. Upolitycznienie kultury najwyraźniej widać w Siedlcach. Ba, widocznie jest także upolitycznienie lokalnego Kościoła, choć oficjalnie oczywiście nie ma żadnych powiązań :) Palikot robi w Siedlcach akcję przeciwko odsprzedaży biskupowi budynku IV LO im. Stanisława Hetmana Żółkiewskiego za 1% wartości. Oczywiście trzeba się temu sprzeciwić, szkoda tylko, że robi to Palikot w wiadomym celu - w ramach walki z Kościołem, a nie walki o wolną Wiarę i wolny rynek.

    Kulturą można podbijać, jak to robiło ZSRR, czego spuścizna jest odczuwalna także dziś (vide koszulki z Che Guevarą, sierpem i młotem itd. ale również wciskanie nam "multi-kulti" i "kultury" tzw. równości). Kultura to potężna broń, ale broń ofensywna, najczęściej destabilizująca. Najlepszą defensywą są realna polityka zagraniczna, armia, jednostki specjalne i kontrwywiad.

    OdpowiedzUsuń
  4. Hmmm, chyba po części wyszło, że bronie Palikota. Kultura jest tak samo ważna jak armia oraz polityka. Upolitycznienia jej nigdy nie da się uniknąć. Kultura była zawsze bronią w rękach polityków. Bardzo dobrze to widać w okresie przedwojennym aż do dziś. Jak kultura masowa kreuje wizerunek całych krajów takich jak USA, Rosję czy Kraje Bliskiego Wschodu widzimy na codzień.
    Jednak zauważcie, że dziś gdy Europa pławi się w pokoju należy zwrócić uwagę na wiedzę w celu szybkiego rozwoju. Najlepszym rozwiązaniem dla nas może stać się inwestycja w ludzi oraz ich kształcenie, którzy pozwolą nam z nadzieją spojrzeć w przyszłość.
    Jaka będzie w tym rola kultury? wyjaśniać za bardzo chyba nie muszę. Rozwój kulturalny jest powiązany z rozwojem intelektualnym.

    Pozdrawiam
    Jan Lewandowski

    OdpowiedzUsuń
  5. Kultura musi mieć też jednak jakieś realne, fizyczne zabezpieczenie, bo inaczej inteligencja znowu znajdzie się w dołach wykopanych w odległych lasach, a materialne dobra kultury zostaną po prostu przejęte na korzyść kultury najeźdźcy (dobrze to widać na przykładzie grabienia Warszawy i Paryża w celu zbudowania i podniesienia prestiżu centrum świata - Germanii). Tak więc kultura jest równie ważna jak armia i polityka, ale bez nich nie będzie miała długiego żywota.

    OdpowiedzUsuń
  6. Dokonała puenta lubię takie porównania. Mam nadzieję, że z tego całego "Palikanowego" planktonu pozostanie tylko guano.

    OdpowiedzUsuń

W komentarzach na moim blogu panuje wolność słowa. Nie moderuję ich, chyba, że zawierają spam. Każdy może napisać szczerze to, co myśli.
Proszę przy tym o poszanowanie netykiety.