29 czerwca 2011

Spotkanie z Januszem Palikotem - cz. 2

Właśnie przed chwilą w państwowej telewizji wystąpił na żywo Krzysztof Rybiński. Traf chciał, że gestykulując rozlał wodę. W tej sytuacji obawiam się, że widzowie zapamiętają raczej ten wypadek, niż to, co gość powiedział. A mówi bardzo sensownie, można sprawdzić tutaj: http://www.rybinski.eu/?lang=all


A teraz wracamy do spotkania z Panem P. Otóż, jak już napisałem w poprzednim wpisie, nadszedł czas na pytania. Pierwszy wyrwał się znany siedlecki narkoman, co prawda sympatyczny, luzacki, ale trochę zagubiony człowiek. Reagował żywo, klaskał najgłośniej, o wybuchach gromkiego śmiechu w odpowiednich momentach nie wspominając. Było barwnie, co mi się podobało. Jego towarzyszka uspokajała go, nawet krytykowała - ale Janusz Palikot przyćmiewał jej autorytet w zupełności. Przyszedł czas na zadanie pytania. Po dwóch minutach opierania się o kolumnę i dość zawiłego sposobu mówienia padło w końcu stwierdzenie: "bo ja jestem... Panie Januszu... pana... kibicem...". No i w tym momencie nie byłbym sobą, gdybym nie krzyknął: "Widać!". W jednej chwili mikrofon został odebrany pierwszemu pytającemu, ale książkę i tak dostał, gdyż była ona obiecana każdemu, kto zada pytanie. Abstrahując od środków i celów tego zabiegu, jest to bardzo fajne działanie - bo posiadając pamiątkę po spotkaniu pamięta się o gościu, nie "wylatuje" on z głowy - a nawet pytanie mu zadaliśmy! I odpowiedział! A książkę być może ktoś jeszcze przeczyta, a jak przeczyta to może polubi (w końcu od tego są książki polityków - mają pozyskiwać oddanych, zaangażowanych sympatyków [bo dzisiaj przeczytanie książki to już niezłe zaangażowanie] i w taki też sposób są pisane).

Z pytań, które warto przytoczyć, pojawiła się kwestia osławionego pistoletu i wibratora (zdjęcie chyba każdy zna i oszczędzę sobie trud zamieszczania go). Z samego zdjęcia wyraźnie widać, że coś tu jest nie tak i osoba na zdjęciu jest, lekko mówiąc, ekstrawagancka. Palikot tłumaczy to tym, że w pewnej miejscowości (niestety nie pamiętam jakiej, memoria mea fragile non est, ale to taki szczegół, którego się zwyczajnie nie pamięta) policjanci pod pistoletem zmusili kilka młodych dziewczyn do seksu oralnego. Sprawa paskudna, ale media się tym nie interesowały, funkcjonariusze byli kryci. Podobno dopiero po tym zdjęciu zajęto się istotą sprawy, kosztem wizerunku biednego Palikota - Winkelrieda Młodych Dziewic. Dlaczego teraz kpię? Owszem, jeśli to prawda, co powiedział, to jest człowiekiem zacnym i szlachetnym, godnym pochwały. Jednak osobiście myślę, że akcja po prostu mu nie wyszła - wystarczyło oficjalnie i głośno poruszyć tę sprawę z poziomu autorytetu Posła RP, a nie pajacować - a nawet jeśli pajacować, to dodać do tego zdjęcia planszę z wielkim napisem typu "Stop policyjnym gwałcicielom!" - i sukces murowany! Jakkolwiek sytuacja dyskusyjna, to w ostatecznym rozrachunku widać, że mediom zależy na czymś innym niż na rzetelności, i że są one zależne w stopniu niezwykle wysokim.

Pytania padały różne (np. o elektrownię atomową, książkę Grossa), widać było przy tym wyraźną przewagę przeciwników gościa, ale było kulturalnie. Kilku widzów miało nawet transparent "Zaorać lewactwo!", ale nawet go nie rozwijali, było cicho i spokojnie. Nie chcieli dobijać oblężonego Palikota, gdyż wystarczały same odpowiedzi i reakcje publiczności np. na stwierdzenie, że "Nie da się zlikwidować ZUS, bo to niewykonalne", "Bo tak jest" itd. Z drugiej strony, retoryka i gestykulacja Pana P. budziła respekt - widać wpływ Piotra Tymochowicza (którego kiedyś zaprosiliśmy do Siedlec jako SKNP, opisałem te spotkanie TUTAJ). Palikot zgubił też sporo kilogramów i zadbał o fryzurę. Nie nosi też już wielkiego, czerwonego zegarka - takiego jaki noszą dziewczynki w przedszkolu (widać go ładnie na plakatach RPP) :) Widać, że wielką wagę przykłada do wyglądu i do osiągania sukcesów, powinien jednak popracować nad aspektem merytorycznym. Już opowiadam, dlaczego.

Po spotkaniu, wszyscy, którzy dotrwali do końca, otrzymali książkę z dedykacją (a należało się, bo zaczynała mnie już boleć głowa). Korzystając z okazji, choć z trudnościami, spytałem:

Ja: Panie Januszu, Pan deklaruje się jako polityk wolnorynkowy, ale jak widzę punkty Pana programu: stworzenie urzędu do walki z biurokracją (sic!), rozdawanie prezerwatyw, darmowy dostęp do Internetu, finansowanie in vitro z budżetu państwa... To nasuwają mi się pytania: co z producentami i dystrybutorami prezerwatyw, co z dostawcami Internetu, co z prywatnymi klinikami i co z wolnością człowieka jeszcze nienarodzonego? Czy to ma być wolny rynek, liberalizm? Jak dla mnie to jest Pan socjalistą czerwonym, a nie liberałem!


Oczywiście nie wyglądało to tak pięknie i składnie, bo nieźle mi przerywano, ale oczywiście odpowiedź usłyszałem:

Palikot: Ale proszę mi pokazać, w którym kraju zbudowano taki pełny liberalizm.
Ja: Dobrym przykładem są pierwsze dziesięciolecia istnienia Stanów Zjednoczonych.
Palikot: Ale to nie tak, to trzeba by było poświęcić osobną dyskusję na to, bo tak nie było.
Ja: No jak nie było (mamrotanie)


Jak widać, zostałem zbity z tropu siłą argumentów, ale (cytując) "mimo różnic" otrzymałem książkę z dedykacją, uścisnęliśmy sobie dłonie i zrobiliśmy słodką fotkę w sam raz na facebooka :)

Dzisiaj bez ciekawostki, bo jest ciemno, a po ciemku nie przepiszę żadnej z mojej książeczki ;-) Będę teraz pisał już częściej i krócej - zgodnie z życzeniami Czytelników. Postaram się niebawem krótko opowiedzieć, jak było na spotkaniu z Januszem Korwin-Mikke.

5 komentarzy:

  1. Co do tej rozlanej wody, to masz rację. Niedawno widziałem program pani Olejnik, której gościem był były minister Kołodko. Otóż pan Kołodko również wylał wodę na biurko i znajdujące się tam papiery. Dzisiaj, gdy już minęło od tego czasu kilka dni, nie pamiętam w szczegółach o czym rozmawiali (tak ogólnie to min. o kryzysie w UE, o Grecji), ale tę przewróconą szklankę zapamiętałem ;-D
    A powiedz mi, czy oprócz tego, że pan Palikot sprawiał bardzo dobre wrażenie swoim wyglądem i dobrze mu szło "machanie rękami", to wygłosił jakąś opinię, z którą nie sposób ci się było nie zgodzić a której byś się nie spodziewał w jego ustach. Chodzi mi o to, w jakiej mierze ten człowiek, przy bliższym nieco poznaniu, odbiega od obrazu Palikota telewizyjnego?

    Ten pelikan jest bombowy. Dam go sobie na tapetę ;-P

    OdpowiedzUsuń
  2. Kurczę, może oni w TV specjalnie tak te szklanki ustawiają, żeby robić lepsze show? :D

    Koncepcją Palikota interesowałem się już wcześniej, z kilkoma sprawami się zgadzam, ale nie zaskoczyły mnie one. Najgorsze jest to, że wszędzie chce stosować rozwiązania połowiczne, nie zmieniające filozofii rządzenia państwem, a funkcjonujące w obecnych ryzach państwowego ucisku i kontroli nad wszystkim, co tylko przyjdzie urzędnikom do głowy. A wiemy jak się nazywa ustrój, który dąży do kontroli jak największej ilości aspektów życia jednostki czy organizacji... Oczywiście nie wymienię tej nazwy, bo nie chcę być zaatakowany tak jak Rydzyk przez MSZ :D

    OdpowiedzUsuń
  3. Ta miejscowość co to policjanci ... to Lublin

    OdpowiedzUsuń
  4. Możliwe, ze Lublin? No bo z Lublina pochodzi (tudzież z miejscem tym jest mocno związany) bohater naszych dociekań i rozważań? ;-)
    A nasz bloger, Paweł, ma rację pisząc, że to szczegół. Wszak fragile non est ;-)

    OdpowiedzUsuń
  5. Szczegół, bo teraz sprawa już na szczęście jest rozwiązana i nie trzeba jej nagłaśniać (chyba, że w celach prewencyjnych). A po sesji wiele rzeczy się zapomina nawet mimo względnie dobrej pamięci - dzięki Andrzeju za uzupełnienie.

    OdpowiedzUsuń

W komentarzach na moim blogu panuje wolność słowa. Nie moderuję ich, chyba, że zawierają spam. Każdy może napisać szczerze to, co myśli.
Proszę przy tym o poszanowanie netykiety.