8 października 2011

Skandal. Milcząca zgoda wyborcza.

Po pierwsze, jest cisza wyborcza, dlatego Ja Kulturalnie Milczę.

A teraz do rzeczy. Jak wiemy, niektóre partie finansowane są z budżetu państwa. Materiały, które wykorzystują do promowania swoich kandydatów, w dużej mierze są więc pokrywane z naszych pieniędzy (tak, także z Twoich ciężko zarobionych pieniędzy). Mniejsze komitety – oprócz przymusowego pośredniego zasilania partii uprzywilejowanych – mogą polegać wyłącznie na sobie i swoich sympatykach. Dlatego też nie bombardują nas „wyborczymi śmieciami” na każdym kroku, po prostu liczą każdy grosz na każdy plakat. Cudze pieniądze wydaje się z rozmachem, swoje natomiast ostrożnie. To okropne uczucie, kiedy głosujesz na kogoś innego, a finansujesz całą resztę, z którą się nie zgadzasz. Pół biedy kiedy Ciebie też finansują - jak jesteś poza "korytem", to denerwuje jeszcze bardziej.

Jedynymi miejscami w Siedlcach, za które nie trzeba płacić są tablice i słupy ogłoszeniowe. Jest to jedyna szansa zaprezentowania się komitetów, które nie otrzymują dofinansowań. Tymczasem w ramach „sprzątania miasta” zerwano wszystkie plakaty, zaklejając tablice i słupy szarym papierem. Jest to zniszczenie mienia, na dodatek w trakcie ciszy wyborczej. Grozi za to kara nawet do 500 000 zł. Być może miasto – a raczej tutejszy establishment nie boi się tego ryzyka- w końcu to nasze pieniądze.

Jednak prawo jest prawem a najbardziej pokrzywdzone komitety muszą liczyć się z tym ze płatne banery i dykty wiszą nadal. Oprócz naszych - ktoś je pozrywał, odzyskałem ledwie jedną, ze śmietnika.

Ale wracając do tematu: to mamy tę ciszę wyborczą, czy nie? Czy obowiązuje ona tylko na słupach i tablicach? Dlaczego chroniony jest ten, kto zapłacił, a niszczony ten, kto nie bierze dotacji z budżetu i chce te dotacje zlikwidować?


Dlatego nie tylko mówię, że cisza wyborcza jest zupełnie zbędna (bo teraz nie mogę powiesić nawet tej swojej zerwanej dykty!), bo w USA i wielu innych krajach jakoś sobie radzą bez niej. Nie dość, że jest to zamach na wolność wypowiedzi, to jeszcze tworzy masę patologii. Ale nie tylko cisza wyborcza jest idiotyczna - jeszcze gorsza jest sama demokracja, a szczególnie demokracja parlamentarna - gdzie to większość decyduje, co jest słuszne, a co nie, oraz co powinno stać się prawem. Krytyka demokracji jest bardzo rozbudowana, dlatego ograniczę się tylko do prostego hasła: Chcę Republiki z prawdziwego zdarzenia!

A co to naprawdę jest republika, można b. łatwo sprawdzić w tym filmiku:

6 komentarzy:

  1. Wielkie dzięki za film; "OdDymarkow" zresztą abonuję na YT. Rozjaśnia mi to kwestię zagadnienia republiki, która jest przez obfitość źródeł wielce zagmatwaną.

    W pozostałych kwestiach - na razie również Ja Karnie Milczę ;-)))

    OdpowiedzUsuń
  2. W takim razie kto wybiera rząd w republice?

    OdpowiedzUsuń
  3. Rząd w republice wybiera parlament :)

    A kto wybiera parlament? Podam na przykładzie USA: ludzie, którzy zamieszkują dany stan przynajmniej 2 lata, zdali egzamin z Konstytucji, oraz wpłacili 100 dolarów na prawo wyborcze - tak jak u nas jest prawo jazdy.

    W ten sposób głosują tylko ci, którzy mają podstawowe pojęcie o polityce, oraz którym zależy - inaczej nie zapłaciliby 100 dolarów. Tak właśnie było w tej pięknej republice, która wywiodła USA do roli światowego hegemona (aż nie przyszła czerwona hołota wykorzystując kryzys do wprowadzenia swoich koncepcji).

    OdpowiedzUsuń
  4. Czekaj, Pawle, bo chyba niezbyt dobrze załapałem do końca co masz na myśli ;-)
    Ty mówisz o tym, co było niegdyś?
    Bo... Jak rozumiem, aby mieć, obecnie, aktywne prawo wyborcze w USA(bierne teraz pomijam), trzeba nadal mieszkać ileś tam lat w danym stanie i zdać egzamin ze znajomości konstytucji USA?
    Natomiast odpadł cenzus majątkowy, czyli te, jak to podałeś, 100 dolarów? To miałeś na myśli?
    Z tym, i chyba to trzeba dodać, bo może nie każdy wie, ze wybory w USA są przeprowadzane różnie.
    Wybory do Kongresu (Senat i Izba Reprezentantów), poprzedzone prawyborami, są wyborami bezpośrednimi. To znaczy głosuje się na dajną osobę a osoby głosujące muszą wcześniej określić swoją przynależność partyjną - przynajmniej w większości stanów.
    Natomiast wybory prezydenckie są wyborami pośrednimi i głosuje się na tzw. elektorów a nie na konkretnego kandydata. O wyborze prezydenta, decydują tzw. głosy elektorskie. Każdy ze stanów, ma inną liczbę elektorów. Różnice w liczbie elektorów bywają znaczne. Na przykład Kalifornia ma 55 elektorów a taki Dystrykt Kolumbia tylko 3.

    A odnośnie cenzusów...
    W USA istniały nie tylko cenzusy majątkowe, ale także rasowe i cenzusy płci ;-)
    Nie pamiętam już kiedy został zniesiony zakaz głosowania dla kobiet (czynne prawo wyborcze). Tym bardziej, że w różnych stanach, różnie to wyglądało. W każdym bądź razie chodzi o czwarte ćwierćwiecze XIX wieku. Natomiast wiem, ze Murzyni otrzymali je nieco wcześniej ;-D

    Ale zgadzam sie z toba, ze powinny istnieć przynajmniej te dwa cenzusy: znajomośc konstytucji, prawa danego państwa (cholera, ta nasza "zasadnicza" jest za długa...) i, przede wszystkim, cenzus majątkowy w jakiejś dowolnej, ale sensownej formie.

    OdpowiedzUsuń
  5. Dokładnie, tak było niegdyś :)

    Jeżeli chodzi natomiast o ordynację wyborczą, to bardziej podoba mi się system panujący w Republice Federalnej Niemiec - ordynacja mieszana.

    OdpowiedzUsuń

W komentarzach na moim blogu panuje wolność słowa. Nie moderuję ich, chyba, że zawierają spam. Każdy może napisać szczerze to, co myśli.
Proszę przy tym o poszanowanie netykiety.