29 grudnia 2011

Leszek Szymowski - Przestroga

Wpis ten jest przeznaczony dla wszelkiej maści kół studenckich, koordynatorów i ludzi, którzy zajmują się organizowaniem spotkań z dziennikarzami czy też innymi znanymi osobami.

2 grudnia w piątek odbyło się spotkanie z Leszkiem Szymowskim. Siedlecki pub "Pracownia Rannych Pantofli" zgromadził około 60 młodych osób. Tematem spotkania była "Anatomia marnotrawstwa" - nazwa wydarzenia nawiązywała do książki jakże zacnego gościa, który napisał również dzieło pt. "Zamach w Smoleńsku", o którym wypowiedział się nawet sam Antoni Macierewicz.

Nie mogliśmy doczekać się przyjazdu naszego gościa. W końcu włożyliśmy w organizację spotkania sporo pracy: podrukowaliśmy i rozkleiliśmy plakaty, zapraszaliśmy ludzi, ustalaliśmy wszystko zarówno z gościem jak i z kierownikiem pubu. W końcu nadszedł ten dzień i po telefonicznym pokierowaniu po siedleckiej metropolii trafił do nas w końcu upragniony gość. Spotkaliśmy się przed pubem. Nie poznałem go - znacznie przybrał na wadze w porównaniu z tym, co było widać na plakacie. Swoją drogą, projekt plakatu, który otrzymałem mailem, był bardzo innowacyjny - zawierał nowoczesną ortografię, uwzględniał także dwie strefy czasowe: KLIK. Na szczęście użyłem swoich zdolności w programie o wdzięcznej nazwie Paint i ujednoliciłem godzinę przy okazji powracając do archaicznej, staroświeckiej ortografii.

Szymowski spytał, ile osób jest w środku. Do mych uszu ledwie przebiło się pytanie, czy warto brać książki. Zasugerowałem, że książki lepiej by było wyłożyć pod koniec spotkania. Jednocześnie zadał mi dość znaczące pytanie: "a jacy ludzie przyszli - młodzi czy starsi?". Bez namysłu odpowiedziałem, że praktycznie sama młodzież, głównie studenci. Dopiero później zacząłem analizować tę osobliwą konwersację - ale o tym potem. Nie było czasu.

Weszliśmy do środka. Jeden chłopak od razu poprosił szanownego gościa o dedykację w książce, którą już jakiś czas temu zakupiła jego mama - chodzi właśnie o "Zamach w Smoleńsku".

Wszystko stało przygotowane. Właściciel lokalu dopytywał się, kiedy wyłączyć muzykę z tła i włączyć nagłośnienie przez mikrofon. Byliśmy niecierpliwi, było już 5 minut po godzinie 19. Szymowski poprosił jeszcze o gorącą herbatę i stwierdził, że rozpocznie spotkanie po jej skonsumowaniu. Udałem się więc pod podest, by tam w gotowości oczekiwać na rozpoczęcie spotkania i przedstawienie gościa. Czekałem tam 10 minut - gościa nie było, herbata stygła... Wyszedłem na zewnątrz - samochód gościa wyparował.

Zaczęliśmy wydzwaniać, a to do Szymowskiego, a to do p. Kornasia, który koordynował i chyba nadal koordynuje wizyty Szymowskiego w kolejnych miastach. Kontakt był tylko z p. Kornasiem, który wyraził zaszokowanie sytuacją - podobno takie coś zdarzyło się po raz pierwszy. I co teraz? W napięciu czekaliśmy niemal godzinę. Podszedł do mnie pan, który przyjechał na te spotkanie aż z Łosic. Pamiętam go, był też na JKM-ie, pomagał nam zebrać podpisy... Tym razem był jednak zdenerwowany. Wsiadł do samochodu i odjechał pospiesznie. Cóż, trzeba ogłosić, że gość się nie pojawi!

I w ten oto sposób Leszek Szymowski nas skompromitował. Jednak nie tylko nas - przede wszystkim skompromitował siebie i tezy, które wysuwa w swoich książkach. Teraz jest już oczywiste, dlaczego zaczął pisać o Smoleńsku, dlaczego w tym udawanym duchu wolnorynkowym krytykował rząd - chciał sobie nabić kabzę - i tyle!

Zwracam się więc z apelem do wszelkich ludzi, którzy cokolwiek organizują - takich ludzi trzeba powstrzymywać w zarodku, zanim się napasą, a potem narobią wielu szkód. Szkoda bowiem później tracić czasu, nerwów i potencjalnych zwolenników, których mogłoby przybyć po takim spotkaniu. Jak ktoś jest ideowcem, to świetnie. Ale co z tego, że mamy 20 ideowców, jak jeden karierowicz zniweczy ich pracę? Trzeba takich odcinać od razu od jakiejkolwiek współpracy, bez względu na ich skruchę czy przeprosiny - bo cóż jest w stanie zmienić naturę człowieka?




Co śmieszniejsze, facet zaczął bezczelnie kłamać, że na spotkanie przyszło... 7 osób :) Potem zmienił wersję na 20 osób, ale wraz była to liczba zaniżona trzykrotnie. Nie usłyszeliśmy nawet słowa przepraszam. Skończyło się na jednostronnym sms-ie ode mnie, o treści "Przesyłam pozdrowienia od 60 osób, które przyszły na spotkanie z Panem. Zachował się Pan jak gówniarz". Aha, i żeby nie było, mam pełno świadków, na czele z działaczami (których liczba przerasta 7) i znajomymi (których liczba obecnych przerastała 20) oraz takimi osobami jak barman czy kelnerki, które na pewno są w tej sprawie bezstronne - przecież im też zależało na tym, żeby przyszło jak najwięcej osób i w ich interesie leży wskazanie prawdziwego winnego: czy to my nie zorganizowaliśmy słuchaczy, czy to p. Leszek nie zorganizował choćby pozorów honoru. A nóż-widelec, sprzedałby jakieś książki?

5 komentarzy:

  1. To nieistotne ile osób przyszło. Mogłaby przyjść tylko jedna. I co z tego? Człowiek ów (Leszek Sz.), jeśli już się umówił, to powinien oczywiście przyjechać i wypić filiżankę herbaty właśnie z tym swoim jedynym gościem. Wtedy można by było o nim powiedzieć, że jest człowiekiem z klasą. A tak, to odstawił "angielskie wyjście" i spowodował, ze ja jego książek kupował nie będę. Dziękuję ci Pawle za ostrzeżenie ;-)

    OdpowiedzUsuń
  2. Ba, żeby chociaż się pożegnał... Dzięki za komentarz :)

    OdpowiedzUsuń
  3. Omówienie książki Szymowskiego o Smoleńsku na blogu http://freeyourmind.salon24.pl/304267,zamach-tak-ale-czy-na-siewiernym
    Polecam "Czerwoną stronę Księżyca" efekt ponad dwuletniej pracy blogerów
    Do pobrania tutaj
    http://publikacje.ijuz.pl/Free_Your_Mind-Czerwona-strona-Ksiezyca.pdf

    OdpowiedzUsuń
  4. Nie działa tylko u mnie czy w ogóle?
    http://publikacje.ijuz.pl/Free_Your_Mind-Czerwona-strona-Ksiezyca.pdf

    OdpowiedzUsuń
  5. To nie jest kwestia kasy, a kultury i honoru. Kasę można zarabiać. nic w tym złego, ale takie numery to robią ludzie mali...

    OdpowiedzUsuń

W komentarzach na moim blogu panuje wolność słowa. Nie moderuję ich, chyba, że zawierają spam. Każdy może napisać szczerze to, co myśli.
Proszę przy tym o poszanowanie netykiety.