9 stycznia 2012

Jurek, ogórek, rachunek i sznurek.

Co się stało, że tak szybko piszę kolejną notkę? Żeby było jasne: to nie jest tak, że poprzednich się wstydzę i chcę je jak najszybciej zepchnąć na dół. Z każdego wpisu się cieszę i jestem dumny. Ten jest 88-my.

Nie wiemy jeszcze, ile WOŚP zebrał pieniędzy, więc ciężko wyliczyć szacunkowe wydatki. Mogę się za to podzielić pewnymi spostrzeżeniami wyniesionymi z dyskusji ze zwolennikami WOŚPu, a spostrzeżenia te są tak dramatyczne, że postanowiłem je opublikować.

Pierwszą rzeczą, która mnie zażenowała, były miejsca, w których zbierano pieniądze. Idąc przez miasto spotkałem jedną grupę wolontariuszy, którzy szybko się przemieszczali i nie zbierali pieniędzy od ludzi. Czyżby zbiórka się już skończyła? Było dopiero południe. W końcu doszedłem w rejon siedleckiej katedry. Nie umiem opisać dziwnego uczucia, jakie uderzyło mnie, kiedy zobaczyłem 7-8 grupek po 3-4 osoby, zbierające bezpośrednio pod tym wielkim kościołem. Szybko rozpoznała mnie znajoma i rozpoczęliśmy dialog. Słowa trudno przechodziły mi przez gardło, przez co musiałem się wydawać zamknięty w sobie. Dziwne uczucie jednak minęło dość szybko, kiedy dowiedziałem się, że teraz nie jest tak "źle" - gdyby była lepsza pogoda, grupek pod kościołem byłoby 10 i więcej. W końcu pod kościołem "więcej wrzucą"!

"Nie ma to jak na kanwie świąt i pod kościołem zbierać na Woodstock" - rzekłem, po czym spotkałem się z natychmiastową reakcją innej dziewczyny, że ją WOŚP uratował, że gdyby nie Owsiak to byśmy dzisiaj tu nie rozmawiali... Ja odparłem, że gdyby nie NFZ, byłoby nas tutaj dwa razy więcej, tymczasem ze zbiórki Owsiaka na sprzęt idzie ok. 25% zebranej kasy. Usłyszałem, że nawet jak połowa tych pieniędzy przepadnie, to liczy się każde uratowane dziecko. Ale czy na prawdę uratowane dzieci usprawiedliwiają w takiej skali marnotrawstwo, połączone przecież z oszukiwaniem, gdyż deklaruje się, że kasa idzie na sprzęt medyczny. Tymczasem z każdej złotówki na deklarowany cel idzie 25 groszy, coś tu jest nie halo. Po moim stwierdzeniu, że jak mają tu stać od 8:00 do kilku minut przed 16:00, to na sprzęt pójdzie tylko 2 godziny ich stania, 6 pójdzie na inne rzeczy, w tym m.in. na całą tę szopkę, trąbolenie i na Woodstock. Dziewczyny po krótkiej chwili zdecydowały się pójść na pizzę. Jednak było to powodem głodu i chłodu, a nie w wyniku mojej perswazji - jeszcze miałbym małe dzieci na sumieniu! Niestety, do jednej z wolontariuszek nie dotarło to, że zebrane pieniądze można wydać lepiej i uratować więcej ludzi, a usprawiedliwianie marnotrawstwa przez to, że prawdopodobnie uratowano właśnie ją, jest przejawem egoizmu. Nie twierdzę, że egoizm jest zły, jednak lepiej byłoby naprawić przyczynę problemu i uratować masę ludzi, niż stosować doraźne zbiórki i ratować nielicznych. A jej się podoba tak, jak jest teraz. Nie można w takiej sytuacji mówić o zdrowym egoizmie, gdyż skazuje on na brak postępu w liczbie ratowanych dzieci.

Po drodze spotkaliśmy prezydenta naszego miasta. Oczywiście, kupił serduszko za 2 złote, bo jak to tak bez serduszka... Dziewczyny marudziły potem, że taki wielki prezydent (bierze od nas 9000zł miesięcznie...) dał tylko 2 złote! Ale ja go rozgrzeszam - on też wie, że z tych 2 złotych na sprzęt medyczny pójdzie tylko 50 groszy...


Całe te zbiórki WOŚPu to tak jakby ratować ludzi z pożaru wynosząc ich na własnych rękach, podczas, gdy można po prostu ugasić pożar. Nie można w tym przypadku mówić o jakimś postępie, bo jak postuluje się ugaszenie "przyczyny", to zaraz podnosi się larum, że nie mam w sobie człowieczeństwa - no bo przecież bohater uratował JEDNEGO CZŁOWIEKA! Hurra! Co z tego, że dom się pali, a reszta płonie. Zamiast skupić się na przyczynie, zadowalają się doraźną pomocą na pokaz. Nie patrzą na to, ile dzieci musi zginąć, bo WOŚP przekazał zbyt małą część zebranej przez siebie kwoty na pomoc medyczną, a wolał je przeznaczyć na światełko do nieba czy inny brudstok. Ludzie nie chcą się wziąć do pracy i brudzić sobie rąk "gaszeniem pożaru" - naprawianiem przyczyny problemów. Wolą raz do roku dać złotówkę i czuć się "lepsi", usprawiedliwieni ze swojej ignorancji.


A Juruś grzybek nasz kochany księguje wycieczki na Sri Lankę jako szkolenia :) A swoją willę i jej utrzymanie jako siedzibę fundacji. Płaćcie barany :)


Ktoś powie, że nawet jeśli marnowane, to nadal są to "datki z miłości" - ale miłość musi być roztropna, a nie naiwna i krótkowzroczna.

Wielcy wygodniccy, nie chcący postępu, obrońcy WOŚP czasami bawią się nawet w znawców filozofii chrześcijańskiej i chcą pokonać tych okropnych katolików ich własną "bronią". Usprawiedliwiając libertyńskie hasło "róbta co chceta" powołują się wtedy na stwierdzenie Św Augustyna: "Kochaj i rób co chcesz". Nie zauważają jednak prostego faktu, że do "robienia co się chce" stawiał on warunek zasadniczy: KOCHAJ. Złodziejstwo jest natomiast czymś odwrotnym do miłości.

 

A jak jest "miłość" po łacinie? "Caritas"...




Ale już uzupełniam, bo się podniesie płacz, że WOŚP zbiera przez jeden dzień (co jest bzdurą bo przyjmuje kasę cały rok, ale tylko w jeden dzień wychodzi z inicjatywą) a Caritas przez cały rok. Ale nietrudno o świetny przykład o wiele lepiej rozdysponowanych dóbr zebranych przez akcję przeprowadzaną tylko raz do roku: Szlachetna Paczka

7 komentarzy:

  1. Ogólnie cały tekst można podsumować jednym zdaniem...
    " Nie dajesz na WOŚP bo można pomagać lepiej, lepszy jest Caritas"

    Wszystko można zrobić lepiej... dla mnie podawanie przykładu Caritasu jako organizacji która bardzo dobrze wydaje pieniądze to jak uznanie polityki gospodarczej Zimbabwe za wzór w walce z inflacją...

    Panie Pawle, w taki sposób można napisać o wszystkich firmach, organizacjach, państwach. Że można coś szybciej, lepiej, fajniej, taniej.

    Ja pieniądze które rzucam do puszek WOŚP'u uważam za najlepiej wydane pieniądze w roku, nawet jeśli tylko 20% idzie bezpośrednio na zakup sprzętu medycznego.

    Twoje artykuły byłyby o wiele ciekawsze gdybyś przestał naginać fakty do wcześniej postawionej tezy. teza: "Wośp jest złe" a potem szukamy argumentów... tak się artykułów nie pisze...
    Alex Maly

    OdpowiedzUsuń
  2. Alex, Twoją reakcję przewidziałem i opisałem ją w notce. Na tym właśnie polega coś takiego jak "konkurencja", że aby wynikły jej dobrodziejstwa w postaci ulepszania efektywności (a nie efektowności), potrzeba stawiać cele, pokazywać lepsze rozwiązania, krytykować i motywować - przede wszystkim z poziomu "konsumenckiego".

    To jest mój prywatny blog i przedstawiam na nim swoje myśli. To, że WOŚP jest nieefektywne, wiedziałem już od dawna. Sam też kiedyś zbierałem, potem zacząłem dostrzegać owe fakty. Później była konkluzja, że jest to nieefektywne. Ale to nie koniec, bo potrzeba jeszcze rozwiązania. Rozwiązaniem byłoby lepsze wydawanie tych pieniędzy - a jak widać na licznych przykładach, da się.

    Byłoby mi wstyd, gdybym nie reagował. Kto wie, może dzięki setkom takich wpisów jak mój, WOŚP weźmie się w końcu w garść i uratuje więcej dzieci? M.in. dzięki takim dyskusjom i "czepianiu się".


    Wiesz co, Alex, daj mi stówę. Wydam ją efektywniej niż WOŚP.

    OdpowiedzUsuń
  3. Szlachetna paczka źle mi się kojarzy - akcja niewątpliwie jest dobra, szkoda, że w mojej szkole robiona była przymusowo. Nikt się przyczepić nie mógł, bo dobroczynne i nie tak kontrowersyjne jak WOŚP, ale... :/
    Wolontariusze szkolni (a w dużej części tacy stoją) gdyby nie perspektywa niskiej oceny z zachowania/religii/etyki, by nie spędzali tego dnia na mrozie.

    Działania dobroczynne, ale przymusowe/dla własnej korzyści nie są charytatywne.

    OdpowiedzUsuń
  4. Jeśli udział w akcji był gdziekolwiek przymusowy, to jest to karygodne. Domyślam się, że ze strony dyrekcji szkoły, która chciała nieźle wypaść w statystykach :/

    "Wolontariusze szkolni (a w dużej części tacy stoją) gdyby nie perspektywa niskiej oceny z zachowania/religii/etyki, by nie spędzali tego dnia na mrozie."
    Dokładnie. I czując się wykorzystywanymi, mogą usprawiedliwiać to, że podbierają część pieniędzy z puszek. No bo komu zależy na nagrodzie za największą ilość zebranej kasy, którą to nagrodą jest wyjazd do studia WOŚPu w Warszawie?

    OdpowiedzUsuń
  5. "Czyżby zbiórka się już skończyła? Było dopiero południe." A nie pomyślał Autor, że być może wolontariusze szli wymienić puszki, bo te mieli już zapełnione? "Nie ma to jak na kanwie świąt i pod kościołem zbierać na Woodstock" to akurat nie do końca prawda, bowiem Woodstock w 30% jest finansowany z odsetek z pieniędzy z finału (a więc nie sama kasa z puszek, lecz jej odsetki). 70% dorzucają sponsorzy, właściciele punktów gastronomicznych na festiwalu i miasto Kostrzyn (tak, tak, im na prawdę się to opłaca). No ale tak to jest, jak się pisze notatki nie mając pojęcia jak jest finansowana cała WOŚP i Woodstock :) Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
  6. Dałoby się też napisać komentarz bez imputowania mi niewiedzy ;) Gdyby WOŚP nie zebrał określonej kasy, nie byłoby Woodstocku, taka prawda. Datki spod kościołów umożliwiają więc zorganizowanie Woodstocku.

    Oczywiście cała reszta to po prostu inwestycja. No i żeby nie było - jak ktoś chce się tak bawić, to bardzo dobrze, lepiej się bawić niż płakać. Ale akcja ze zbieraniem na to pod kościołami ocieka nie tyle hipokryzją, co bezczelnością :D

    OdpowiedzUsuń
  7. Pozwolę sobie wkleić odsyłacz do ciekawej wypowiedzi

    http://niepoprawni.pl/blog/3357/sylogizm-fajnosci

    która szalenie trafnie opisuje "problem" pana Owsiaka.

    OdpowiedzUsuń

W komentarzach na moim blogu panuje wolność słowa. Nie moderuję ich, chyba, że zawierają spam. Każdy może napisać szczerze to, co myśli.
Proszę przy tym o poszanowanie netykiety.