18 stycznia 2012

Partia ultrakatolicka w Polsce zagrożeniem dla Kościoła

W "Rzeczpospolitej" przeczytałem dzisiaj, że ma powstać stowarzyszenie złożone z konserwatystów katolickich, o nazwie "Błękitna Polska" (LINK). Stowarzyszenie ma zacząć swoje funkcjonowanie od lokalnych oddziałów po to, aby w przyszłości przekształcić się w partię polityczną i wystartować w wyborach samorządowych w 2014r.

Sama partia o charakterze wyłącznie katolickim może stać się wewnętrznie niespójna pod względem programowym, co nie wróży jej sukcesu w polityce. Jednak najgorsze zagrożenie leży w powoływaniu się na wiarę katolicką przy agitacji wyborczej. Jest to, co prawda pierwszy, ale znaczący krok w kierunku utworzenia sekty, której cechą jest prozelityzm (nastawienie się na ilość, a nie na jakość - pozyskiwanie jak największej ilości zwolenników za wszelką cenę). Nie dość, że to mocno naruszy autorytet Kościoła (który i tak jest wątły), to jeszcze podzieli go wewnętrznie i nada mu charakter polityczny, przez co łatwo będzie medialnie zaszufladkować katolików (powołując się np. na mizerne poparcie dla partii katolickiej), a następnie sukcesywnie nas niszczyć (co i tak dzieje się już teraz).



I wcale nie polepszy to naszego życia religijnego. Co więcej, może je pogorszyć, bo przeciętny, rytualistyczny katolik, będzie czuł spełnienie obowiązku wypływającego z wiary w członkostwie w takiej partii, zamiast w nabożnym i mężnym jej wyznawaniu i stosowaniu. Zamiast stać się lepszym, stanie się gorszym i to na dodatek z przekonaniem, że stał się lepszym. Nie ma gorszego rozwiązania w sytuacji, w której większość ludzi do kościoła chodzi po to, żeby patrzeć na sąsiadów, a nie na ołtarz. 

Największym błędem polskiej polityki jest skupienie się na sprawach światopoglądowych, a nie ekonomicznych, z których to wszystko inne wyrasta, gdyż stosunki ekonomiczne mają podłoże w światopoglądzie. Wiadomo, że cywilizacja chrześcijańska to państwo minimum, wolność zawierania umów, wolny rynek, duża inicjatywa oddolna, duża odpowiedzialność. Dlatego przeciwnicy cywilizacji chrześcijańskiej chcą zawłaszczyć sobie katolicyzm i pod tą przykrywką przemycić szkodliwe dla narodu modele ekonomiczne, na których sami chcą wzbogacić siebie i swoich znajomych, których obsadzą na hipotetycznych urzędach.



Dlatego wzywam wszystkich katolików, żeby przede wszystkim sami zagłębili się w zasady swojej wiary i cywilizacji - i dopiero z takiego punktu oceniali podobne inicjatywy. Ja bazując na swojej wiedzy mam poważne obawy, że w ramach tej "odpowiedzi na Palikota" dojdzie do kolejnego rozdrobnienia szeroko pojętej "prawicy", na dodatek powołującej się na tematy najgłębsze, gdyż dotyczące wiary, jednocześnie będąc socjalistycznym wilkiem w owczej skórze, jakim jest np. Prawo i Sprawiedliwość.


A jak wiadomo teologom, socjalizm to ustrój bazujący na logice Szatana, gdyż bazuje na modelu kozła ofiarnego. Chrześcijaństwo to sprzeciw wobec socjalizmu. O tym zdążę jeszcze napisać odrębną notkę, gdyż jakbym teraz zaczął uzasadniać tę tezę, spis dowodów okazałby się za długi nawet dla wyrafinowanego czytelnika.


W interesie wiary katolickiej jest wolność wyznania. To dzięki niej mamy ciągłą motywację do stawania się coraz lepszymi ludźmi, do poznawania własnej wiary, badania, dlaczego jest słuszna i prawdziwa na zasadzie porównywania z innymi. Dzięki wolności religijnej możemy uczyć się na błędach innych, możemy też odróżnić dobre rozwiązania od tych mających na celu oszukanie i wyzyskanie ludzi. To tworzy co prawda presję również na Kościele Katolickim, ale cóż innego nie utrzymuje wysokiej jakości i wiarygodności, jeśli nie presja wiernych?


Bardzo obawiam się sytuacji, w której ruch uzurpujący sobie przedstawicielstwo wszystkich katolików, używa ich do celów niezwiązanych z wiarą i misją apostolską. Nie wiem, czy będzie się też odwoływał dla katolików ad extra, czy będzie szanował katolików, którzy nie aprobują postanowień Soboru Watykańskiego II. W końcu nie wiem, czy nie będzie sobie "wycierał mordy" Bogiem, Wiarą i Krzyżem.


Religia jest narzędziem, którego można użyć w dobrym lub złym celu. Dlatego wiem, że podstawą polityki powinny być zagadnienia ekonomiczne, natomiast państwo nie powinno się wtrącać w sprawy Kościoła. Kościół sam w sobie ma wystarczające kompetencje, podczas gdy państwo katolickie wywołałoby tylko pustki w naszych kieszeniach i jednocześnie nie wypełniłoby swojego zadania, zaszkodziłoby Kościołowi i wiernym.


Media na pewno podchwycą temat i zrobią z tego temat zastępczy. Taki w sam raz, żeby zagłuszyć głosy oburzenia spowodowane nowymi podatkami. A Episkopat, jak to ma swoim zwyczaju, będzie milczał, jak to miało miejsce w przypadku sporu o krzyż lub wypłynięcia na wierzch J. Palikota. Mam tylko nadzieję, że nie tylko mi nie jest obojętna jakość polskiego katolicyzmu, który sam również aktywnie współtworzę.

10 komentarzy:

  1. religia =/= polityka i niech tak pozostanie na wieki

    OdpowiedzUsuń
  2. Teraz ekonomia jest bardzo ważna w polityce, bowiem koniecznym jest likwidacja etatyzmu. Natomiast gdy już pokonamy Lewiatana, polityka własnie winna zaprzestać "zajmowania się" ekonomią. Niech państwo zostawi to wolnym ludziom - stojąc, oczywiście, na straży prawa.

    OdpowiedzUsuń
  3. Bez wątpienia tak musi być. Państwo docelowo musi być stróżem prawa i wolności, nie może się także stać narzędziem grupy cwaniaków do uciskania innych i życia na ich koszt (tak jak to jest obecnie).

    OdpowiedzUsuń
  4. Wyciąganie odpowiednich wniosków z otaczającej rzeczywistości to cecha ludzi inteligentnych. Problemem głównym jest brak wnioskowania, oczekiwanie na prostą wskazówkę (np. wypowiedź episkopatu) przez prosty lud wierzący. Kościół katolicki niejednokrotnie podkreśla udział wolnej woli w zbawieniu, więc niezrozumiałe wydaje się popieranie (nierzadkie zresztą) ustroju socjalistycznego.

    Kościół katolicki w Polsce niby ma się dobrze, niby nie chyli się ku upadkowi, a wciąż zezwala na podziały i kontrowersje, jednocześnie bojąc się stanąć jasno przeciwko jawnemu wystąpieniu przeciw sobie samemu.

    Bardzo dobry wpis. Księża to jedno, kościół katolicki to drugie i jako taki od polityki powinien trzymać się na tyle daleko żeby nie tracić "twarzy" przez sianie populistycznych haseł w celu pozyskania stołków. I mówię to jako katoliczka.

    OdpowiedzUsuń
  5. "Największym błędem polskiej polityki jest skupienie się na sprawach światopoglądowych, a nie ekonomicznych, z których to wszystko inne wyrasta, gdyż stosunki ekonomiczne mają podłoże w światopoglądzie."
    Hy, hy, nie ma to jak "prawicowy marksizm". Polecam książki Patricka Buchanana - opisał on jak to republikanie w USA skupili się w pewnym momencie na walce o niskie podatki, wolny rynek etc. ignorując chronienie tradycyjnego porządku politycznego. Efekty tej strategii odczuwamy do dziś.
    "Wiadomo, że cywilizacja chrześcijańska to państwo minimum, wolność zawierania umów, wolny rynek, duża inicjatywa oddolna, duża odpowiedzialność."
    - na jakiej podstawie wysnułeś taki wniosek? Katolicyzm to na pewno nie "dziki kapitalizm" proponowany przez JKM-a ani absolutyzacja własności.
    "W interesie wiary katolickiej jest wolność wyznania."
    Tyle że idea "wolności religijnej" została potępiona przez m.in. Ojców Świętych Piusa VI, Piusa VII, Grzegorza XVI (encyklika Mirari vos), Piusa IX (encyklika Quanta Cura i Syllabus Błędów), Leona XIII (encyklika Immortale Dei) o czym zapewne jako student teologii doskonale wiesz. Takie stanowisko jest po prostu nie do pogodzenia z katolicyzmem. Indyferentyzm państwa powoduje, że fałsz i prawda są stawiane na równi, że katolicyzm jest zrównywany z błędami. Takie pomysły są po prostu bluźniercze.
    "Religia jest narzędziem, którego można użyć w dobrym lub złym celu. Dlatego wiem, że podstawą polityki powinny być zagadnienia ekonomiczne, natomiast państwo nie powinno się wtrącać w sprawy Kościoła. Kościół sam w sobie ma wystarczające kompetencje, podczas gdy państwo katolickie wywołałoby tylko pustki w naszych kieszeniach i jednocześnie nie wypełniłoby swojego zadania, zaszkodziłoby Kościołowi i wiernym."
    Państwo też powinno pełnić rolę wychowawczą (obok Kościoła i rodziny). Mógłbyś sprecyzować w jaki sposób państwo katolickie miałoby zaszkodzić katolikom? Jak na razie to "dzięki" tolerancji religijnej i fałszywie pojętemu ekumenizmowi dekatolicyzacja społeczeństwa postępuje.
    "Media na pewno podchwycą temat i zrobią z tego temat zastępczy. Taki w sam raz, żeby zagłuszyć głosy oburzenia spowodowane nowymi podatkami. A Episkopat, jak to ma swoim zwyczaju, będzie milczał, jak to miało miejsce w przypadku sporu o krzyż lub wypłynięcia na wierzch J. Palikota. Mam tylko nadzieję, że nie tylko mi nie jest obojętna jakość polskiego katolicyzmu, który sam również aktywnie współtworzę."
    No tak, znów tylko ekonomia i ekonomia. Pozostaje mi tylko polecić ten tekst: http://www.legitymizm.org/marksistowscy-prawicowcy

    Pozdrawiam, Wittman105

    OdpowiedzUsuń
  6. Ależ nie jestem za odrzuceniem wiary w działaniu politycznym. Jestem za skupieniem się na ekonomii, a nie ograniczaniem dyskursu do sporów światopoglądowych, co jak widać zniszczyło nadzieje na polityczne zmiany na lepsze (pokazuje to nie tylko wynik wyborów, ale także postępująca bieda i zniewolenie). Skupienie się na ekonomii nie oznacza i nie może oznaczać odrzucenie innych aspektów polityki, gdyż jak już wspomniałem jedno z drugim ściśle się wiąże.

    Państwo nie powinno wyręczać ani Kościoła ani rodziny w roli wychowawczej, gdyż to jest po pierwsze niebezpieczne (państwo ustala programy nauczania, bo "wie lepiej" niż rodzice czego ma się uczyć ich dziecko), a po drugie nieefektywne (vide państwowa edukacja jako całokształt).

    Co do ekumenizmu, to się zgodzę - doprowadza to tylko do synkretyzmu i relatywizacji religii, katolicy przestają uważać, że ich religia jest słuszna (mimo, że jako jedyna opiera się na konkretnych faktach). Ekumenizm ułatwia też powstawanie sekt, co subtelnie zostało ujęte w tym tekście:
    http://dominikanie.pl/polecamy_x/abc_wiary/news_id,3172,ekumenizm__synkretyzm__prozelityzm.html

    Ale to nie oznacza, że prawdę od kłamstw może oddzielić tylko państwo (zresztą dzieje się raczej odwrotnie). Z żadną encykliką nie popadam tutaj w sprzeczność nawet mimo omylności papieskiej w sprawach innych niż wiara i obyczaje. Nie pojmuję wolności religijnej tak, jak była pojmowana w ich czasach. Obecnie przecież mamy wolność religijną! I jakby ta obecna wolność religijna była zła, to episkopat może chociaż tutaj by zareagował! Natomiast państwo katolickie takiej wolności nie zakłada, co gorsza tworzy urzędowy monopol na religię.

    OdpowiedzUsuń
  7. Idea utworzenia partii ultrakatolickiej nie jest wcale abstrakcją. Bez wątpienia wniosłoby to dużo ożywienia na naszej, zapyziałej scenie politycznej. Zgadzam się z autorem, iż ugrupowanie o takim charakterze ideowym mogłoby zaszkodzić interesom Kościoła w Polsce, a konsekwencji samemu katolicyzmowi. Nie daleko można by szukać przykładów takich działań. Słynna awantura o "krzyż smoleński" przerodziła się z niewinnej farsy prowadzonej przez grupkę katolickich zapaleńców w istną wojną ideologiczną. Pobudziła również do działania te grupy społeczne, które zazwyczaj były nastawione sceptycznie do katolicyzmu, czy nawet wrogo. Manifestacja Dominika Tarasa zgromadziła kilka tysięcy zwolenników nie tyle państwa laickiego, co usunięcia chrześcijaństwa w mury kościołów. Przypomina to nienawistną postawę sankiulotów francuskich w czasie rewolucji francuskiej. Podły motłoch wychodził na ulicę podburzany przez Dantona i Marata, by rozprawić się z przeciwnikami rewolucji. Trudno dokładnie powiedzieć, jaka ideologia byłaby bliższa takiemu ugrupowaniu. Czy byliby to postępowcy katoliccy spod znaku Gazety Wyborczej i ks. Bonieckiego, czy też judeochrześcijanie z Frondy, bądź w ostateczności tradycyjni katolicy związani z bractwem św. Piusa X. Wszystkie te ruchy, jakie występują w obrębie Kościoła Katolickiego, mogłyby wywołać niepotrzebne rozruchy w społeczeństwie, które z pewnością przyniosłyby kolejne rozłamy w konserwatywnej części społeczeństwa polskiego. Kolejnym problemem wydaje się być kwestia lojalności członków takiego ugrupowania. Czy zaufali by Stolicy Apostolskiej i działali wyłącznie w jej interesie.? Jak uczy historia, takie postępowanie bywało sprzeczne z polską racją stanu, a przede wszystkim interesem narodowym. Poruszyłeś interesującą kwestię, która powinna skłonić nas wszystkich do zajęcia określonego stanowiska.

    Piotr ONR

    OdpowiedzUsuń
  8. A ja bym tam się wcale nie zdziwił, gdyby się okazało, że powstaniem zarówno Ruchu Palikota jak i owej "Błękitnej Polski" stali ci sami zleceniodawcy ;-) Słowo "moher" straciło już nieco na swoim oddziaływaniu, no to trzeba być energicznym i ulepić kolejnego wroga "postępu", którego będzie można pokazać w telewizorni i unaocznić, co wieczór, szerokiej gawiedzi, jakie to zakute łby z tych katoli. Dodatkowo, mam przeczucie, ze działacze takiej ultrakatolickiej partii, dziwnym trafem, dość często byliby zapraszani do programów tzw. "publicystycznych", rozmaitych panów Lisów, pań Olejnik etc. ;-D

    A jeśli nawet się mylę i jest to faktycznie oddolny ruch, powstały na fali sprzeciwu wobec ofensywy ateizmu w kraju, to partia taka, o ile faktycznie będzie prezentowała światopogląd ultrakatolicki, nie ma szans na uzyskanie zadowalającego wyniku w wyborach. Natomiast niedźwiedzią przysługę Kościołowi Rzymskiemu zrobi z pewnością.
    No niestety, tak to, moim zdaniem wygląda. Tak wiec podpisuję się pod wypowiedzią pana Piotra z ONR.
    Natomiast, nawiązując do wpisu pani Magdaleny... Tak, to prawda. Kościół Rzymski w Polsce sprawia wrażenie rozbitego, przepraszam za wrażenie, "motającego się". Nie wiem, co jest tego stanu rzeczy przyczyną. Czy faktycznie został on do tego stopnia zinfiltrowany przez różnego rodzaju służby byłej PRL, iż powstały takie pęknięcia, w samym jego twardym jądrze decyzyjnym, że nie potrafi on teraz zająć stanowczego stanowiska w sprawie sytuacji w kraju? A może chodzi tu po prostu o kryzys przywództwa? Lub, tez mi to przemknęło przez myśl, tak też wygląda jakaś długofalowa strategia postępowania Kościoła na najbliższe lata czy dekady. Chociaż nie bardzo wiem, do czego by ona miała zmierzać; zachowania samego istnienia Kościoła Chrystusowego w Polsce, w oczekiwaniu na "lepsze" czasy? No nie wiem...

    OdpowiedzUsuń
  9. W latach prlu Kościół Katolicki był jednolity jako organizacja nawet po śmierci Kardynała Wyszyńskiego pora aby wrócił do korzeni jedności z lat prlu.A wracając do partii Katolickiej to nie wiem czy pamiętacie ale taka partia kiedyś była w latach 1989-2001 a nazywała się zchn czyli Zjednoczenie Chrześcijańsko-Narodowe nawet Liga Polskich Rodzin w jakimś stopniu wzorowała się na zchnie.Zresztą znaczna część Lpru(teraz lpr to margines większy niż Nowa Prawica Janusza Korwina Mikkego ale lpr)to mniej czy bardziej ale to dawny zchn.A dziś zchnowcy są poza polityką lub są w po lub w pisie ale wracając do działań zchnu to niestety dobrze nie przyczyniła się jako partia katolicka w Polsce przykre ale prawdziwe.Idąc dalej uważam,że zchn bardziej zaszkodziła Kościołowi Katolickiemu niż np sld a występy niesiołowskiego wtedy członka zchnu a także posła I kadencji z lat 1991-1993 i niektóre pomysły tej partii z tamtego czasu powodowały,że ludzie odsuwali się od Kościoła w jakimś stopniu.Wiadomo transformacja mniej czy bardziej ale odcisnęła piętno na tym,że ludzie przestali uczęszczać na Msze Święte a ktoś kiedyś powiedział,że rolą zchnu było doprowadzanie do takiego stanu aby Kościół miał coraz bardziej negatywną opinie wśród ludzi.I aby społeczeństwo odsuwało się od Kościoła i niestety ale dawało to efekty niektórzy widząc co wyprawia zchn plus ogólnie partie wywodzące się z Solidarności jeżeli chodzi o rządzenie państwem polskim powodowało to coraz mniejszą ilość ludzi w Kościołach.

    OdpowiedzUsuń

W komentarzach na moim blogu panuje wolność słowa. Nie moderuję ich, chyba, że zawierają spam. Każdy może napisać szczerze to, co myśli.
Proszę przy tym o poszanowanie netykiety.