9 kwietnia 2012

Nowy Ateizm pokonany

W tym szczególnym czasie aktywność kinder-ateistów jest wzmożona. Takie osobniki, posługując się niewymagającym, indoktrynującym pismem obrazkowym, muszą ze zdwojoną siłą usprawiedliwiać swoją głupotę i ignorancję (oczywiście kosztem obrażania innych).

Natknąłem się więc na takiego osobnika i straciłem nieco czasu wdając się w bezsensowną dyskusję. Bezsensowną, bo mimo, że został w niej całkowicie pokonany, ani trochę go to nie zmieniło. Dyskusja dotyczyła zależności między kreacjonizmem a teorią ewolucji i wykazanej przy tym "logiki" autora.

Poniżej zamieszczam linki do obrazków z dyskusji:
Obrazek nr 1 - początek
Obrazek nr 2 - ciekawy smaczek :)
Obrazek nr 3 - wkraczam
Obrazek nr 4
Obrazek nr 5
Obrazek nr 6
Obrazek nr 7

Obrazek nr 8
Obrazek nr 9 - Co się stało??? Brak argumentów, więc kasujemy komentarze! :)
Obrazek nr 10 - Tego jak na razie nie skasował, ale pewnie z przyczyn niezależnych od siebie.

źródło: https://www.facebook.com/photo.php?fbid=242822135795320&set=a.226725610738306.53685.223454077732126&type=1&ref=notif&notif_t=photo_reply&theater

Można sobie sprawdzić, ale nie ręczę, że komentarze nie zostaną skasowane wzorem moich kilku ostatnich wypowiedzi. Wniosek jest jeden: skończyły się czasy, w których ludzie wierzą w agresywne brednie pretendujące do miana "naukowych". Jak widać, zostały już tylko dzieci.

Kto wie, może jednak coś w tym człowieku zmieniłem? Może trochę modlitwy przyczyni się do tego, że przestanie obrażać innych, przy okazji kompromitując samego siebie? Każdy z czasem dorasta i mam nadzieję, że ten człowiek douczy się i nawet jeśli nadal będzie niewierzący, będzie przynajmniej umiał przegrać z godnością :) Dobrze, że chłopak nie podpisuje się imieniem i nazwiskiem, straciłby wiarygodność, bo nikt nie wierzy samozwańczym cenzorom.


PS. Do ateistów nic nie mam - można z nimi podyskutować. Mam za to wiele do kinder-ateistów (którzy przy okazji robią straszny syf PR-owy normalnym ateistom).

6 komentarzy:

  1. Po części to wina amerykańskich "kreacjonistów- fundamentalistów". To oni z uporem maniaka twierdzą: albo Biblia albo ewolucjonizm. To oni podtrzymują -fałszywą -antynomię: ewolucjonizm- kreacjonizm. Dla nich przejście na pozycje ewolucjonizmu jest tożsame z odrzuceniem wiary. Wiemy jednak, że ewolucjonizm byłby sprzeczny z kreacjonizmem gdyby twierdził: NIC NIGDY NIE zostało STWORZONE przez BOGA! Jednak z samej istoty nauki wynika, że takie twierdzenie jest niemożliwe, albowiem nauka NIE zajmuje się działaniami Boga. Kreacjonizm byłby sprzeczny z ewolucjonizmem tylko gdyby twierdził, że wszystko powstało w 7 dni i się nie zmieniało. Taką wizję kreacjonizmu mają tylko prymitywni fundamentaliści. Istotą kreacjonizmu jest twierdzenie o stworzeniu świata przez Boga- czy to było w sekundę, 7 dni czy miliony lat, czy był to akt jednorazowy ustanawiający niezmienny model świata czy tez świat stworzony zawiera w sobie dany przez Boga program zmian -to NIE jest istotą kreacjonizmu. Te zagadnienia swobodnie może i winna badać NAUKA( nie zajmując się wprost Bogiem). Z drugiej strony cokolwiek nauka nie stwierdzi nie jest w stanie zaprzeczyć istnieniu Boga i stworzeniu świata! ) Prymitywni scjentyśći Boga umieszczają w świecie poznawalnym naukowo, ale jeszcze przez "ciemniaków" niepoznanym. Oni "oświeceni" już wiedzą, że na początku był "Big Bang", a nie kreacja, że niebie są galaktyki, a nie Bóg itd. Bóg jednak z e swej istoty jest ponad światem poznawalnym naukowo. Śmieszne są te "intelektualne" spory na poziomie amerykańskiej High school i sekciarskiej szkółki niedzielnej. Szkoda tylko, że wraz z upowszechnieniem angielszczyzny dotarły one do naszego kraju. Tego właśnie nie rozumie pana adwersarz- on nie myśli- to papuga.

    OdpowiedzUsuń
  2. Oj, chyba mi wywaliło komentarz? Sprawdzisz to, Pawle?

    OdpowiedzUsuń
  3. Na temat istnienia czy też nieistnienia Boga, spierało się w przeszłości wiele światłych umysłów. Biorąc tę okoliczność pod uwagę, zaoszczędzę czytelnikom tego forum mojej opinii, bo, w gruncie rzeczy, byłoby to jedynie powtórzeniem czegoś, co ktoś już tam niegdyś powiedział. Po prostu nie aspiruję do miana myśliciela klasy światowej, prekursora nowych kierunków w teologii ;-)
    Argument ad personam, jako niewątpliwie jeden z chwytów erystycznych - aczkolwiek najpośledniejszy, również nie zasługuje na to, aby poświecać mu cenny czas. Po prostu nie powinno się go stosować i tyle.

    O czym chciałem mówić?
    Nasz gospodarz, w swoim wpisie, poruszył problem "kinder-ateistów", których, między innymi dzięki dobrodziejstwu internetu, przybywa. Jest dla mnie zrozumiałe, że w każdej z rozmów czy dyskusji, które toczymy w swoim życiu, na dowolne zresztą tematy, siłą rzeczy, powołujemy się na czyjeś opinie, wyniki badań, relacje etc. Jest to oczywiste, bo sami nie możemy być autorytetami, znającymi się na wszystkim. To nas powinno uczyć dystansu do siebie i dyskutowanego tematu. No bo jeśli nawet będę niekwestionowanym guru w jakiejś dziedzinie, to w miarę upływu czasu i postępu badań naukowych, których zresztą sam byłbym uczestnikiem, musiałbym poważnie zrewidować swoje opinie wobec danego zagadnienia lub wręcz pożegnać się z zajmowanym do tej pory stanowiskiem.
    To krótkie wprowadzenie było konieczne, abym mógł przejść do sedna mojej wypowiedzi i zadać jedno, zasadnicze pytanie. Otóż, jeśli "kinder-ateista", dla poparcia swoich poglądów, ba!, dla ich usilnego szerzenia, korzysta bezkrytycznie z opinii innych wojujących ateistów, których uznaje za bezdyskusyjne autorytety, a w dodatku czyni to dodatkowo w sposób urągający dobremu wychowaniu, to ja jestem w stanie takie zachowanie zrozumieć. Ostatecznie nie ma w tym nic nieludzkiego - exitus acta probat. Zapytam jednak w ten sposób. Próby udowodnienia ISTNIENIA Stwórcy są zrozumiałe, co do tego nie ma wątpliwości. Natomiast dlaczego ów człowiek, stara się ze wszystkich sił udowodnić dyskutantowi fakt NIEISTNIENIE Boga? Jaki jest jego cel? Satysfakcja? No dobrze, ale przecie spór nie dotyczy tego, która marka samochodu jest lepsza albo czy koleżanka Joasia ma większe piersi niż koleżanka Basia, ale sprawy fundamentalnej, absolutnie najistotniejszej, zdawałoby się, dla każdego człowieka na ziemi.
    Nie sądzicie Państwo (a i ty Pawle, jako student teologii ;-) ), że to daje do myślenia?

    OdpowiedzUsuń
  4. ohh koleś, jestes taki zabawny. przed chwla widziałem cie w tv i musiałem cie wygooglować, ale to co znalazłem na tym blogu to juz przesada. nie moge uwierzyć że gość w moim wieku wkleja na bloga screenshoty z dyskusji w internecie i niezdrowo się tym fascynuje ("wkraczam" - co to ma byc??). dorośnij stary.

    OdpowiedzUsuń
  5. To nie jest fascynacja, tylko metodyczne, wręcz podręcznikowe zaoranie elementu, który przedwcześnie uznałem za wymarły. Nie rozumiem, co niedojrzałego jest we wklejeniu dyskusji - miałbym ją przekopiować? Co by to zmieniło? Czy krytyka samego stylu pisania jest na poziomie naszego wieku?

    OdpowiedzUsuń
  6. No patrz, raz mi się wyjątkowo Twój post podobał :D

    OdpowiedzUsuń

W komentarzach na moim blogu panuje wolność słowa. Nie moderuję ich, chyba, że zawierają spam. Każdy może napisać szczerze to, co myśli.
Proszę przy tym o poszanowanie netykiety.