21 czerwca 2012

Gdzie te chłopy?

Na stronie Tygodnika Siedleckiego została opisana historia o złodzieju w drogerii i tym, że w czasie oczekiwania na przyjazd ochrony przechodzący obok "mężczyźni" nie pomogli proszącej o to pracownicy sklepu, rzucając tylko krótkie "sory, sory", tuląc uszy przyspieszając kroku z podkulonym ogonem.
Link do artykułu


Otóż, przede wszystkim to nie są mężczyźni, tylko współczesne produkty chłopcopodobne. Dzisiaj mężczyzny ze świecą szukać, bo chłopcy, podobnie jak i całe społeczeństwo, żyją w przekonaniu, że mamusia/tatuś/państwo zrobią wszystko za niego. Zero odpowiedzialności - trzeba im pupkę podcierać, a i tak cwaniakują. I jaką motywację ma w takim przypadku mężczyzna starający się być kimś na poziomie? Widzę po sobie, że niewielką.

Zareagowała dopiero kobieta z wózkiem, bo ona - moje domniemanie - dzięki dziecku nauczyła się odpowiedzialności za drugiego człowieka. Takie "zbydlęcenie" czy tez "robotyzacja", szara masa, bezimienny tłum - to produkt spotykany dzisiaj niemal wszędzie: w szkole, w pracy, na ulicy, a nawet wśród wiernych w kościele (mało dzisiaj prawdziwych katolików, większość to rytualiści). Weszliśmy w czasy, w których za zwykłe spełnienie ludzkiej powinności zdobywa się wielkie uznanie. A tymczasem kobiety, które od wieków były chronione przez mężczyzn, czują potrzebę upodobnienia się do mężczyzny, żeby móc sobie wynagrodzić te nieodpowiedzialne produkty chłopcopodobne. Dla normalnych facetów to lepiej, bo mają mniejszą konkurencję ;) ale jeśli spojrzymy na to z perspektywy społeczeństwa, to żal serce ściska i człowiek chce jak najszybszego powrotu do normalności, kiedy to mężczyźni byli w większości (nie wszyscy, bo i po co - ale w większości) męscy a kobiety (ta sama uwaga co w poprzednim nawiasie) kobiece.


Oczywiście, nie wolno zmuszać do dobrej postawy, bo to się mija ze zdrowym rozsądkiem. Życie samo zmotywuje i nagrodzi pożyteczne zachowania - trzeba jedynie pozwolić na istnienie wolności.

3 komentarze:

  1. Też bym nic nie zrobił, bo to by było bez sensu. Dlatego jestem za wolnym dostępem do broni - co ja mam zrobić, jak ktokolwiek mnie zaatakuje? Zbyt daleko mi do bycia siłaczem.

    lukasznaw

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Kobieta z wózkiem sobie poradziła, to dwóch facetów by nie dało rady jednemu objuczonemu towarem złodziejaszkowi? Nie trzeba być wcale takim wielkim siłaczem, szczególnie we dwójkę (choć broń oczywiście pomaga i złodziej nie połakomiłby się na kradzież w sklepie, gdzie obsługa ma broń).

      Usuń
  2. Ludzie ("chłopy") nie interweniują w takich sytuacjach, ponieważ:

    1. Mają to "gdzieś",

    2. Boją się:

    a. narazić na szwank swoje zdrowie
    b. bo wiedzą, że gdy sprawa się skomplikuje i trafi do sądu, to istnieje prawdopodobieństwo, że oni sami mogą mieć nieprzyjemności, które nie ograniczą się do niedogodności w postaci jednorazowego wystąpienia jako świadkowie zajścia, ale będą dotyczyły np. "nieuzasadnionego" użycia nadmiaru siły wobec sprawcy napadu. I nie daj Boże, że będą jeszcze musieli płacić temu zbójowi jakieś odszkodowania. Cóż, nigdy nie wiadomo jaką decyzję podejmie niezawisły sąd, prawda?

    OdpowiedzUsuń

W komentarzach na moim blogu panuje wolność słowa. Nie moderuję ich, chyba, że zawierają spam. Każdy może napisać szczerze to, co myśli.
Proszę przy tym o poszanowanie netykiety.