29 lipca 2012

Teraz obgadamy mojego prezesa.

Napisałem o KNP z punktu widzenia jej aktywnego działacza, chciałbym teraz przejść do osoby prezesa tej partii, którego przedstawiać chyba nie trzeba. Jako, że zostałem zapytany o moją ocenę działania Janusza Korwin-Mikkego dla KNP, postaram się udzielić w miarę zadowalającej odpowiedzi.

JKM po pierwsze ma najlepszego i najpopularniejszego bloga politycznego. Ale ważniejsze jest to, że zarówno w kampanii wyborczej jak i dziś jest najciężej pracującym członkiem KNP. To procentuje - żaden inny polski polityk nie spotyka się z taką popularnością wśród aktywnej politycznie części społeczeństwa. Nigdy nie zapomnę, jak na JKMa w Siedlcach przyszło ponad 300 osób do małego pubu (a był wtedy już 3ci raz w moim mieście) i nie było gdzie szpilki wcisnąć. Ilość spotkań, które prowadzi, zapiera dech w piersiach. On potrafił w kampanii zrobić tournee po miejscowościach na 6 1-2godzinnych spotkań dziennie plus dojazdy, bez czasu na sprzedawanie książek (czyli nie miał możliwości zarobku czy choćby zwrotu za paliwo) od rana do późnej nocy, do skrajnego wręcz wyczerpania, czego sam byłem niestety świadkiem. Niestety - bo obok dumy i podziwu stwierdzam, że ten wysiłek poszedł na marne z powodu, który podam niżej.

Popełnia jednak JKM trochę błędów nietypowych dla mistrza Polski w brydżu i świetnego szachisty. Wewnętrzna organizacja partii to jego słaba strona - niemile zaskakuje przede wszystkim złym doborem ludzi, których dopuszcza do swojego otoczenia i do kwestii decyzyjnych, co w konsekwencji skutkuje także stanowiskami partyjnymi. Tymi formalnymi i mniej formalnymi, np. niepisane stanowisko "realizatora filmowego", który jedyne, co potrafi, to obrażanie innych działaczy, czym doprowadził do rezygnacji kilku z nich. Tak, mówię o tym pieniaczu, Krzysztofie Pawlaku. Zasada "primum non nocere" jest więc łamana, a co gorsza nie ma żadnego dobrego działania ze strony najwyższych władz partii, które równoważyłoby niesmak. Wystarczy podać przykład "zbiórki" podpisów w wykonaniu Warszawy, podczas gdy "szaraczki" z okręgu Konina zebrali 8000, a my w siedlecko-ostrołęckim ponad 6000. Dostali stanowisko i siedzą na laurach, oraz wygryzają "konkurencję", czyli ludzi, którzy pokazują, że da się coś robić - tak jak to było ostatnio przy okazji afery z NP TV. Inni pokiwają głową działaczom, że mają rację, poklepią po ramieniu - i nadal nic się nie dzieje. Nie chcę mówić, że powinienem być na jakimś stanowisku wyższego szczebla w partii - od tych, co są teraz, na pewno byłbym lepszy, ale oprócz mnie poza zarządem są osoby naprawdę znający się na rzeczy, posiadający wiedzę, doświadczenie, czas i pieniądze potrzebne do należytego rozkręcenia tej partii. A rozkręcić ją trzeba - tu i teraz, gdyż z każdym dniem po prostu się wypala. JKM mimo podeszłego wieku wytęża siły, ale sam nie ruszy tej machiny, tym bardziej, jeśli jego wysiłki są marnotrawione przez jego współpracowników (a czasem także przez niefortunną wypowiedź w TV, gdzie nie ma miejsca na długie, dokładnie argumentowane wypowiedzi). Ba, JKM sam przyznał, że popełnił błąd samemu nie kontrolując kampanii wyborczej i poświęcając się wyłącznie spotkaniom.

Wspomniałem o niefortunnych wypowiedziach. Tutaj dochodzimy do kolejnego przykrego błędu, który JKM popełnia. Otóż, nie zauważa on, że ludzie nie odróżniają tego, kiedy prezentuje program jako polityk, a kiedy jako publicysta mówi o czymś, na co nie chciałby mieć wpływu jako władza. Dzięki działalności publicystycznej utrzymywał się za komuny i utrzymuje się też dziś. Jego znakomite felietony uświetniają wiele tytułów prasowych, ostatnia również portale płacą za umieszczanie tekstów właśnie u nich. Jako, że JKM-polityk i JKM-publicysta to ta sama szczera do bólu osoba, nie tłumi publicystycznej natury podczas, gdy należałoby to zrobić. Zawsze łatwo było więc wyciągnąć fragment, który brzmiał kontrowersyjnie (oczywiście wycinając uzasadnienie). To wina tego, że JKM lubi rzucić kontrowersyjnym stwierdzeniem, a dopiero potem je pięknie uzasadnić. Udaje się to wyśmienicie na spotkaniach (nigdy nie zapomnę, jak zszokował mnie - ale potem rzeczowo przekonał - do stwierdzenia, że Polska nie powinna pomagać Polakom na Białorusi). W telewizji jest to samobójcze - nie ma bowiem bezpośredniego kontaktu ze słuchaczami, a ich rolę spełnia często stronniczy redaktor, który musi poza tym zmieścić się w czasie antenowym.

Wydawałoby się, że wobec tego stanu rzeczy działacze w większości będą chcieli pokazać również swoją jakość - ale jak już pisałem, wolą psioczyć na JKMa zamiast samemu postarać się przebić i "zrobić to lepiej". Niestety, takich działaczy jest garstka, co moją wizję KNP o wielu twarzach oddala w czasie. Spory wynikłe z dyskusji o JKM powodują, że prędzej może dojść do kolejnego bezsensownego podziału, niż do zwarcia szeregów przeciwko prawdziwemu wrogowi, czyli systemowi socjalistycznemu.

5 komentarzy:

  1. Dziękuję ci, Pawle, za odpowiedź. Od uzyskania pełnoletności głosuję na JKMa i KNP (wcześniej WiP) i zakochałam się w nim (jako polityku, oczywiście) i nie chciałabym nagle dowiedzieć się że jest taki jak ci z Bandy Czworga.
    Co do tezy że powinien uważać kiedy pisze jako polityk a kiedy jako publicysta ro chyba rozumiem czemu tego nie rozgranicza. Jako że nie dopuszczają go do telewizji to musi umieszczać odpowiednie tematy (no wiesz :), podatki, korupcja...) gdzie może [polityk]. Jednakże musi równocześnie zarabiać, dlatego pisze tak a nie inaczej [publicysta].
    I mam do ciebie jeszcze jedną sprawę. Pamiętasz może te sprawę i p. Osadowskim i Godlewskim?
    Prosiłabym cię o skomentowanie tej sprawy. Nie chodzi mi o NPTV lecz o info o tym że zarząd miałby zbytnio maczać palce w pieniądzach partii.
    Wiem, że JKM dał o tym dwa lub trzy wpisy na swojej stronie, a pod jednym z nich ktoś napisał że przyznali się oni że chcieli po prostu rozruszać KNP. Filmy z wypowiedziami obu panów, do których linki JKM podawał, zniknęły z sieci.
    Jakiś czas temu natknęłam się na wypowiedzi niejakiego pana EETAM, który komentował wypowiedzi p. Godlewskiego, oraz na dwie inne wypowiedzi p. Godlewskiego gdzie rozmawiał o sytuacji w KNP z byłym skarbnikiem Andrzejem Bakunem. Nie wiem czy ktokolwiek z KNP, zwłaszcza JKM widział je.
    Linki do wypowiedzi p.Godlewskiego i p.EETAM podaję poniżej:
    - http://www.youtube.com/watch?v=-ZEQ5xt9kyc&list=UUpEdIUeROKmmsl2qHCrxqAg&index=10&feature=plcp
    - http://www.youtube.com/watch?v=ZlaYJp4cdbE&list=UUpEdIUeROKmmsl2qHCrxqAg&index=9&feature=plcp
    - http://www.youtube.com/watch?v=MRV6SV2jKVM&list=UUpEdIUeROKmmsl2qHCrxqAg&index=8&feature=plcp
    - http://www.youtube.com/watch?v=HYMKpTaFAZI
    Proszę cię o w miarę szybkie rozjaśnienie mi tej sprawy.

    Pozdrawiam serdecznie

    OdpowiedzUsuń
  2. No, prawie całkowicie się zgadzam. A o co chodzi z aferą NP TV, bo nie mogę nic znaleźć i nie słyszałem o niej? Dodatkowo, gratuluję genialnego pomysłu z transparentem na Romneya - przykład, jak można się bardzo dobrze (i w normalny sposób) wypromować, mieć nawet kilkanaście sekund w głównych serwisach informacyjnych, zwróciliście uwagę też na mało znaną nazwę partii! Kto to wymyślił, jest geniuszem.

    lukasznaw

    OdpowiedzUsuń
  3. No właśnie - łatwo jest się dostać do mediów, nie trzeba sypać kontrowersyjnymi tezami. JKM ma taki a nie inny sposób, jak widać skuteczny, bo jest popularny. Ale popełnia zasadniczy błąd: nie obiecuje, tylko wytyka innym ich przywary. Ludzie jednak potrzebują marchewki na kijku, aby pójść za politykiem. JKM nie skupia się na obiecywaniu - dopiero w ostatniej kampanii jasno stwierdził "niczego Wam nie damy, ale też niczego nie zabierzemy!"

    Co do afery z NP TV to ma ona związek niestety z brakiem funduszy w partii na ten cel. Taka telewizja pochłania wiele zasobów danych, które trzeba przechowywać na serwerach. Transmisje LIVE również tego wymagają. Tymczasem niektórzy biorą zdecydowanie zbyt duże pieniądze za pracę, która nie jest tyle warta - ale cóż, skoro nie mają konkurencji, to takie dyktują warunki. Potrzebne są osoby, które wygryzą cwaniaczków i zaoferują lepsze warunki współpracy. Szczególnie jeśli chodzi o mobilność i nagrywanie wystąpień JKMa (czyli ktoś z Warszawy, posiadający czas i sprzęt).

    P. Godlewski z tego co się orientuję czeka na Sąd Partyjny. Kibicuję mu, gdyż mimo, że nie rozmawialiśmy, to jeśli ma rację, to potwierdził moje podejrzenia, że rzeczywiście w centrali w większości nie ma pracowitych osób.

    OdpowiedzUsuń
  4. Rozumiem. I rzeczywiście stanął przed tym sądem?

    OdpowiedzUsuń
  5. Poprzednie pytanie już nieaktualne.

    OdpowiedzUsuń

W komentarzach na moim blogu panuje wolność słowa. Nie moderuję ich, chyba, że zawierają spam. Każdy może napisać szczerze to, co myśli.
Proszę przy tym o poszanowanie netykiety.