8 sierpnia 2012

Fucking for virginity

W drugiej połowie ubiegłego wieku, z okazji wojny w Wietnamie, świat obiegło hasło "War for peace is like fucking for virginity" (w wolnym tłumaczeniu: Wojna w celu zapewnienia pokoju jest jak pie*** się w celu zapewnienia cnoty).

Można dyskutować ze słusznością tego hasła, jednak występujący w nim pewien logiczny ciąg można śmiało dopasować do wielu działań dzisiejszych. Dla przykładu: słynne "janosikowe". Jest to polityka mająca docelowo zapewnić większą "równość" ekonomiczną wśród polskich województw. Tutaj człowiek inteligentny musi natknąć się na płynący z życia i historii wniosek: Jeśli przedkładamy równość nad wolność, mamy do czynienia z regresem - równaniem w dół. Tak jest w przypadku zarówno w przypadku osób fizycznych jak i prawnych, takich jak województwa. Wyklucza to szybki rozwój, a wręcz do niego zniechęca, gdyż ci, którzy radzą sobie lepiej, są karani - a ci, którzy radzą sobie gorzej, dostają pieniądze za status biedaka. Jest to mechanizm anty-motywacyjny, zachęcający do dalszego pobierania pieniędzy za nic nie robienie. Na dodatek zniechęca do współpracy między województwami i zamiast obopólnych korzyści mamy stwierdzenie "i tak już dostaliście od nas janosikowe". Co na to druga strona? Cóż, dokładnie nic, gdyż samorząd na janosikowym jest jak menel na zasiłku - cieszy się z tego, że tak czy siak pieniążki wpłyną i wysilać się nie trzeba (jest to wręcz niewskazane, gdyż wtedy darmowe świadczenia się skończą).

Swoją drogą, dlaczego w ogóle mamy wyrównywać poziomy między Polską "A", Polską "B" i (powstałą zapewne po części w wyniku tego "wyrównywania") Polską "C"? Dlaczego by nie przestać przeszkadzać zachodniej lokomotywie w rozwoju własnym i pociągnięciu za sobą reszty regionów nie tylko na zasadzie dawania motywacyjnego kopa, ale również dzięki rozrastającym się inwestycjom?

Wolę mieć w kraju tereny mocno zaawansowane, które przyciągną poważnych inwestorów, niż cały kraj uśrednić. To właśnie różnorodność jest piękna i atrakcyjna, to ona przyciąga ludzi i pieniądze. Ważne są zarówno wysoce zurbanizowane i rozwinięte ośrodki, jak i tereny dziewiczej natury czy też po prostu wiejskie i sielskie. A czego chcą nasi politycy? Jednej, szarej papki brudnych blokowisk - stanu pośredniego między jednym, a drugim. Jak widać, nawet to im nie wychodzi, bo ze skomplikowanego obiegu pieniądze znikają nader łatwo.

Jak wiemy, w Belgii współistnieją bogata Flandria i biedna Walonia. Zależności między nimi są powodem konfliktu, który mocno zdestabilizował tamtejszą politykę i gospodarkę: Flandria całkiem słusznie nie chce dopłacać do biednej Walonii. Pomyślmy, o ile lepiej byłoby, gdyby uwolniona z obciążeń Flandria rozwijałaby się w takim tempie, że i Walonia (a więc Belgia jako całość) skorzystałaby "rykoszetem". A tak, dwóch się bije i nikt nie korzysta - ot świetne miejsce na stolicę Unii Europejskiej.

8 komentarzy:

  1. "Janosikowe" jest oczywiście złe, bo niektóre samorządy płacą za większe wpływy i przez to tam nie można wprowadzić żadnych inwestycji, co powoduje zacofanie tych rejonów - a na drugim końcu Polski wiedzą, że pieniądze za darmo, takie się wydaje mniej sensownie przecież.

    Natomiast może wyjaśnię, o co chodziło z tą opłatą za stolicę. Dziś każdy ślepy zauważy, że miasta wojewódzkie dostają naprawdę dużo pieniędzy kosztem całej reszty województwa. Pieniądze są rozdzielane zdecydowanie niesprawiedliwie, powiem tylko, że mój region mając 15% ludności dostał 7% dofinansowań. I choć województwa po prostu bym zlikwidował, a miasta powiatowe nie mają aż takich przywilejów, to stolicy się nie da. W państwie znacznie zmniejszonym przeniesienie stolicy nie powinno stanowić problemu. A wiadomo, że pieniądze ciągną do stolicy nie dlatego, że jest bogata czy ma wykształconych ludzi, ale dlatego, że dostała sztuczne uprzywilejowanie i prestiż (Berlin). Oczywiście przetarg powinien być na jakąś ogromną liczbę lat (sto?), ale opłata by się mogła zwrócić przez napływ inwestycji. A co z tym, że stolica musi zwiększyć podatki? Powiaty (jedyne, co bym zostawił z obecnego systemu samorządowego, reszta niech będzie wynikiem dobrowolnej współpracy i podziału) by konkurowały ze sobą. Jedna by była lepsza dla inwestorów, bo jest stolicą, inna - bo ma niższe opłaty i podatki. Jeśli przesadzi z zadeklarowaną opłatą, to straci. Konkurencja podatkowa spowoduje znalezienie najlepszego rozwiązania :)

    http://www.youtube.com/watch?v=OSXSCaRixYI

    lukasznaw

    OdpowiedzUsuń
  2. Niby się zgadzam, ale weź pod uwagę, że janosikowe w jednym przypadku jest całkowicie uzasadnione: w przypadku Warszawy. Dlaczego? Ponieważ w Warszawie są rozlokowane:
    a) wszystkie urzędy ogólnokrajowe (chyba tylko poza Urzędem Morskim), które SAME zatrudniają ponad 100 tysięcy ludzi i "generują" (zabierają reszcie Polski, żeby być szczerym) miejsca pracy dla kolejnych 200 tysięcy. Razem 300 tysięcy miejsc pracy, których w Warszawie nigdy by nie było i które są opłacane przez polskiego podatnika z poPGR-owskiej wsi, miasteczka z 20+% bezrobociem czy Łodzi.
    b) siedziby prawie wszystkich największych firm (poza KGHM, Orlenem i Lotosem), które odprowadzają do kasy miasta pewną część CIT z działalności, która odbywa się gdzie indziej (co w sumie da się przeboleć)
    c) cegły, które zabrali z tzw. Ziem Odzyskanych: Jedna trzecia kraju nie ma zabytków -albo ma je w szczątkowej formie- bo "Cały naród buduje Warszawę" "zdobycznymi cegłami" (przykład z życia wzięty - urodziłem się w jednym mieście, wychowałem w drugim - każda pojedyncza cegła z większości zabytków w obu miastach jest w Warszawie). Rozumiem, że Stolica Najjaśniejszej chce mieć zabytki, ale jak tak, to niech zapłaci za cegły, które zabrała!

    Z Flandrią i Walonią to jest festiwal hipokryzji Flamandów a nie argument - przez 70 lat Walonia była przymuszana do dawania kasy Flamandom i dawała ją, aż Walonowie pozamykali kopalnie węgla i teraz to Walonia potrzebowała pieniędzy. I co? I nagle Flamandowie ze zwolenników redystrybucji stali się jej przeciwnikami. Ot, taka sztuczka.
    Poza tym, gdyby kasa włożona w Flandrię nie była po prostu przekazana Flamandom, tylko im pożyczona, Flandria byłaby Grecją Północy z zadłużeniem sięgającym 200+%PKB. Walonowie odzyskują więc jedynie SWOJE pieniądze, do czego powinni mieć prawo tak, jak np. Polska ma prawo do "redystrybucji" obrazów, które były jej ukradzione przez Trzecią Rzeszę.

    OdpowiedzUsuń
  3. @Lukasznaw: Zamysł ciekawy, ale wg mnie tragiczny w swoich skutkach. Nie wiem, który inwestor zainwestuje w wysoko opodatkowanej stolicy tylko dlatego, że jest stolicą (szczególnie, że naokoło są niskie podatki). Celem konkurencji nie może być uzyskanie statusu stolicy, tylko rozwój. Rozwój nie jest bowiem grą o sumie zerowej i nikt na tej rywalizacji nie traci. Wręcz przeciwnie, każdy zyskuje i jest zmotywowany. Co natomiast mają zrobić samorządy, które mimo starań nie uzyskały statusu stolicy? Wątpię, żeby tak nagle obniżyły podatki - zbyt mocno wierzysz w ludzi u władzy :D

    Filmik na na YT obejrzę później.


    @Tomasz: Nie można usprawiedliwić janosikowego komuną, zarówno tą obecną jak i przeszłą. Chcesz naprawiać system, tymczasem system trzeba zmienić. Dlaczego Warszawa ma płacić janosikowe dlatego, że jest bogatsza? Lepiej zrobić tak, by inne miasta (niezależnie od tego czy blisko czy daleko, czy bogate czy nie) nie musiały utrzymywać Warszawy. Musi być większa autonomia i wolność wewnętrzna, bez nadwyrężania jedności kraju.

    Moje miasto bardzo cierpi na tym, że jest w tym samym województwie co Warszawa - od szczebla dotacji z UE po regulacje rządowe takie jak np. janosikowe.

    Z Flandrią i Walonią rozumiem. Tak ma każdy - dopóki mu się daje to jest dobrze i nie dostrzega problemów w systemie. Ale jak przyjdzie gorszy czas i dla niego, to wtedy nagle interesuje się polityką. To dotyczy ludzi w ogólności i chyba nigdy nie przestanie mnie dziwić poziom ignorancji jeśli chodzi o wielopłaszczyznowe myślenie o przyszłości. Ludzie patrzą tylko na czubek nosa, a potem płaczą, że źle.

    Natomiast Walonowie "swoich" pieniędzy nie otrzymują. Rząd zabrał im pieniądze i dał Flandrom. Pieniądze zmieniły właściciela. Walonowie mogą się teraz tylko domagać zwrotu pieniędzy, które NIEGDYŚ należały do nich i zostały bezprawnie odebrane. To niby w efekcie nic nie zmienia, ale jako prawicowiec muszę się kurczowo trzymać dokładnego znaczenia pojęć. Bo już kilka z nich zostało ukradzionych i zmanipulowanych, częściowo przez niedopowiedzenia i pomyłki, a częściowo przez celowe działania. Trzeba walczyć o to, co zostało, a zostało niewiele.

    OdpowiedzUsuń
  4. Bo to trochę inaczej będzie. W dzisiejszym stanie to oczywiście nie ma sensu, bo nikt nie będzie przenosił setek tysięcy urzędników, zyski ze stolicy są miliardowe, do tego budowanie tych wszystkich urzędów... Nie ma sensu. W państwie z mniejszą ilością funkcji, uproszczonym prawem itd. Sejm mógłby zmieścić się w jednym hotelu, kilka ministerstw w starych budynkach administracji itp. Koszty przystosowania powinny być małe, szczególnie, że to by się robiło raz na sto lat (chyba, że by powiat zbankrutował przez błędną inwestycję w stolicę). Zyski ze stołecznych urzędników byłyby również odpowiednio mniejsze, tak samo jak z prestiżowości miasta, a opłata za stolicę niższa. A nawet podatki, jeśli cena zaoferowana przez powiat wyglądałaby realnie, nie musiałyby zostać podwyższone - koszty zwracają się napływem ludzi i firm.

    Zakładam przy tym rozwiniętą skrajną demokrację w powiatach, może nawet coś w stylu szwajcarskich Landsgemeinden, tylko że internetowych?

    lukasznaw

    OdpowiedzUsuń
  5. O, i tutaj leży różnica między nami. Ty jesteś demokratą, a ja republikaninem. W USA byśmy się nienawidzili. W Polsce mamy wspólnego wroga.

    Jeśli ktoś nie zna się na polityce, nie powinien głosować. Co więcej: nie powinien MÓC głosować, a zapewniałby to egzamin na prawo wyborcze taki sam jak np. na prawo jazdy. Jadąc samochodem możemy zagrozić czyjemuś życiu, a głosując możemy zagrozić byt całego kraju. Plus jakaś jednorazowa opłata, np. 100zł, co zapobiegłoby sytuacji, gdzie człowiek głosuje beztrosko. Trzeba wymóc obywatelską postawę odpowiedzialności za swoje decyzje - zarówno po stronie polityków, jak i po stronie społeczeństwa.

    Co do filmiku, to jest b. dobry, jednak nadal jestem sceptykiem wobec tej konkurencji o stolicę. Celem konkurencji powinien być rozwój, nie trzeba już większej zachęty. Autonomia samorządów powinna być większa, choć i teraz mogą one niejako stosować atrakcyjniejszą politykę podatkową niż konkurenci (vide Stalowa Wola). Nie trzeba dodatkowo stymulować do konkurencji - wystarczy nie przeszkadzać :)

    OdpowiedzUsuń
  6. Dawniejsi Republikanie zwykle wspierali mały rząd federalny i duże prawa stanów :) Partie amerykańskie, w przeciwieństwie do europejskich, pozostawiają dużą swobodę poglądów wewnątrz partii. Tam bym mógł być zarówno w LP, jak i w GOP, a tutaj już KNP jest tylko mniejszym złem :(

    Obecnie jesteśmy świadkami początku końca historii demokracji przedstawicielskiej, jaką znamy. I tylko trzeba się zdecydować, jaką drogą pójść. Rząd państwowy powinien być ograniczony Konstytucją, która zostawia mu niewiele kompetencji (do dyskusji jest sposób powoływania, ale przy dobrej ustawie zasadniczej to jest mało ważne), a to, na co nie pozwala Konstytucja rządowi, mogą zrobić poszczególne, kierowane przez ludzi (internet tutaj pozwala na dużo) powiaty (gminy? w każdym razie tylko jeden państwowo dekretowany stopień). Z powodu konkurencji i tak muszą być one bardzo ograniczone, ale konstytucyjne regulacje też mogą być (imo niekonieczne). Ja wiem, że obecnie "demokracja" samorządowa jest jeszcze bardziej tragiczna niż rząd warszawski, ale to z powodu istnienia tylko słabych mediów lokalnych, no i oczywiście przedstawicielstwa.

    lukasznaw

    OdpowiedzUsuń
  7. Dokładnie. Niemniej nie ufałbym Internetowi aż tak mocno. Zbyt mocno utkwiła mi w pamięci sytuacja, gdy ambasador w Kanadzie miał dostęp do systemu wyborczego długo przed wyborami, gdy tymczasem żadna rządowa jednostka nie powinna do niego mieć dostępu w ogóle.

    OdpowiedzUsuń
  8. Takie znalezione: "Podatki są niższe w jednostkach terytorialnych o rozwiniętej demokracji bezpośredniej" - linki z dowodami są podane w artykule z wiki http://pl.wikipedia.org/wiki/Demokracja_bezpośrednia

    lukasznaw

    OdpowiedzUsuń

W komentarzach na moim blogu panuje wolność słowa. Nie moderuję ich, chyba, że zawierają spam. Każdy może napisać szczerze to, co myśli.
Proszę przy tym o poszanowanie netykiety.