22 kwietnia 2014

Kawa na ławę, czyli refleksja poświąteczna

Obserwując różne środowiska i rodziny w przeżywaniu wszelkich świąt coraz bardziej uświadamiam sobie, że najważniejsze święta katolickie są przez Polaków traktowane jak tradycyjny obrzęd, a nie jak wydarzenie oparte na wierze. Żarcie, wódka, telewizor, a w telewizorze oczywiście politycy - przy świątecznym stole. Mowa o programie "Kawa na ławę" nadawanym w ostatnią niedzielę. Był to skompresowany obraz efektu odejścia od religijnego priorytetu świąt, w których dominację wziął świecki rytuał nad religią, nawet jeśli chodzi o wizytę w kościele. Polityczni goście byli mili wobec siebie w sposób sztuczny, niemal wszystko robili na pokaz, nic nie zjedli, wybrali sobie po jajeczku (oczywiście wybierali tak, by odpowiadały kolorom partyjnym) i gadali od rzeczy.

Prowadzący ustalił z gośćmi zasadę, by nie wymieniać nazw partii politycznych. Oczywiście, już pierwszy "mówca" złamał tę zasadę. Spodziewałem się tego po osobie, której bardzo zależy na prezentowaniu nazwy swojej partii jak najczęściej i zawsze w pełnej formie. Jednak nie spodziewałem się tego, że przy suto zastawionym lecz nienaruszonym, świątecznym stole, pojawią się pp. Biedroń z Millerem. Hipokryzja wrogów Kościoła sięga tak głęboko, że nawet radni mojego miasta, którzy na co dzień plują na katolicyzm, zamieścili świąteczne życzenia w lokalnej prasie. Jeszcze mocniej boli hipokryzja wilków w owczych skórach, którzy wiary używają tylko do zbijania poparcia politycznego, a nie do naprawiania siebie i świata wokół. Tych, którzy wiarę traktują jako instrument dla własnych celów, a nie chcą być instrumentem wiary.

Politycy opowiadali o tym, jak spędzają czas w święta: że rodzinnie, że bez polityki, że w luźnej atmosferze. Tymczasem w Niedzielę Wielkanocną siedzieli właśnie z dala od rodziny, uprawiając politykę w gęstej, sztucznej atmosferze. Szczerze, już bym wolał "prostaka", który powiedziałby co myśli, zarazem trzymając się apolitycznej konwencji programu, wytykając jej łamanie, nie traktując łamania jej jak przyzwolenia na złamanie jej również przez siebie. A przede wszystkim obrałby i zjadł jajeczko i nie trzymałby tego sztucznego uśmieszku "bo co ludzie powiedzą".

Wracając do tematu, święta traktowane jak wydarzenie kulturowe a nie religijne, są też okazją do licznych zabiegów marketingowych - aby to, co się pozytywnie kojarzy, kojarzyło się też z daną marką czy produktem. A czasem również z politycznym kandydatem w wyborach. Świadomych ludzi to jednak - mam nadzieję - zraża. Często odnoszę wrażenie, że święta są spędzane nieco zbyt na pokaz. Życzenia dostajemy nawet od firmy wywożącej śmieci, tak jakby ciągle musiała zapewniać, że chce naszego dobra, mimo ceny i jakości świadczonych usług.

Naprawdę dobrze by było, gdybyśmy o świętach myśleli przede wszystkim tak, jak jest to pisane w SMSach z życzeniami, a reszta byłaby tylko otoczką, a nie priorytetem. Jest jakaś blokada i jakiś wstyd u ludzi przed przeżywaniem tego na sposób religijny czy to publicznie czy to w domu rodzinnym. Ciężko ludziom być szczerym na zewnątrz, nawet jak rzeczywiście przeżywają coś głęboko. Gombrowiczowska reguła się sprawdza, ale niech przynajmniej święta i inne szczególne okazje będą wyjątkiem ją potwierdzającym.

Podsumowując: Czy Chrystus umarł za to, żebyście mieli kiedy się wódki napić i pooglądać TV? Chyba nie. Lepiej dzisiaj się napijcie, bo są urodziny Tuska i Lenina.

10 kwietnia 2014

Nowa Prawica zarejestrowana w całym kraju tydzień przed terminem - to dopiero początek!

Witam po dość długiej przerwie spowodowanej wytężoną pracą koordynatorską, społeczną, ale też naukową. Bezinteresowne działanie dziesiątek tysięcy ludzi nieobojętnych na los Polski i Europy poskutkowało tym, że Nowa Prawica zarejestrowała się we wszystkich okręgach tydzień przed terminem, już w pierwszym dniu, w którym była możliwość rejestracji. Liczba złożonych podpisów zwala z nóg, gdyż podczas gdy trzeba było złożyć 10.000 podpisów na każdy okręg, Katowice złożyły ponad 24500, a Kraków ponad 18.000. Okręg mazowiecki, do którego zaliczają się Siedlce, złożył ok. 13.000 podpisów.

Jeszcze tylko krótki taniec radości w wykonaniu naszego vice-prezesa Artura Dziambora i idziemy po zwycięstwo.

Teraz najważniejsze jest obsadzenie jak największej liczby komisji wyborczych. Dlaczego? Niestety dlatego, że fałszerstwa dokonywane przez stałe ekipy, które "wiedzą, kto ma wygrać" są na porządku dziennym. Szczególnie w naszym województwie, gdzie w niektórych gminach stwierdzano nawet 40% głosów "nieważnych". Często bywa tak, że całe komisje są obsadzane jedną (w naszym przypadku najczęściej PSL-owską) kliką, gdyż jak czytamy na stronach Państwowej Komisji Wyborczej: "Jeżeli natomiast liczba zgłoszonych kandydatów jest mniejsza od dopuszczalnego minimalnego składu liczbowego komisji, uzupełnienia jej składu dokonuje wójt (burmistrz, prezydent miasta) spośród osób ujętych w stałym rejestrze wyborców tej gminy."

Dwie przykładowe mapy przygotowane przez prof. Przemysława Śleszyńskiego, ukazujące proceder:

Odsetek głosów nieważnych w wyborach samorządowych 2010 do sejmików wojewódzkich
(kolor bordowy 30-41%)


Odsetek głosów nieważnych w wyborach samorządowych 2010 do sejmików wojewódzkich wskutek postawienia więcej niż jednego znaku "X" (kolor bordowy 10-27%)


Jest to rzecz zatrważająca i wymaga pełnowymiarowej reakcji ze strony ludzi niezależnych, których często nawet sama obecność zniechęca przynajmniej do tych najbardziej perfidnych fałszerstw. Członkiem komisji może zostać każdy, kto ma prawo wyborcze i jest zarejestrowanym wyborcą na terenie danej gminy. Pracownikowi komisji wypłacana jest dieta w wysokości 160-200zł oraz zwrot kosztów dojazdu do komisji wyborczej. Warto sprawić, by w mieście lub gminie, w której mieszkamy, wybory przebiegały uczciwie - dlatego wszystkich chętnych zapraszam do kontaktu: paulusw91@gmail.com lub na Facebooku.