W związku z żywą dyskusją, jaka została wywołana moim poprzednim wpisem, muszę pogłębić temat kary śmierci. Wyszedł mi dość długi tekst, ale chyba warto przeczytać.
Kiedyś rzeczywiście uważałem, że zamiast kary śmierci powinno się stosować roboty przymusowe o zróżnicowanej długości - w przypadku tych szczególnie okrutnych, praca aż do śmierci. W ten sposób nie dość, że taki więzień utrzyma się "sam", to jeszcze nadwyżkę będzie się przeznaczało na wypłatę dodatkowych odszkodowań na rzecz rodzin osoby zamordowanej. Nikt mi takiego rozwiązania nie przedstawiał wcześniej, byłem z niego dumny. Jednak w miarę upływu czasu pojawiły się dodatkowe przemyślenia - i to właśnie w ich efekcie zmieniłem swój (nadal ambiwalentny!) stosunek do kary śmierci. Z jednej strony kara śmierci dla morderców jest dla mnie czymś skrajnie ostatecznym, ale koniecznym. Nie da się przecież wykalkulować ceny czy wartości życia ludzkiego. Ale, skoro decydujemy się na więzienie przestępcy w celi, to czy da się wykalkulować jego wolność, zdrowie, czas?
Pilnowanie więźnia niebezpiecznego stwarza nie tylko ogromne koszty, ale również niebywale wielkie zagrożenie dla samych pilnujących. Taki więzień nie ma przecież nic do stracenia - woli zostać zabity podczas próby ucieczki czy napaści na funkcjonariusza, niż tkwić w więzieniu i całe życie harować. Może być odbity przez swoich kolegów. Koledzy mogą porwać niewinnych zakładników żądając zwolnienia swojego ziomka. Między innymi dlatego Osama bin Laden (przynajmniej oficjalnie) został zabity i wrzucony do wody w nieokreślonym miejscu - żeby nikt nie chciał go wykupić życiem innych ludzi, żeby nie było takiego miejsca dla Al-Kaidy, jakim jest grób Rudolfa Hessa dla nazistów. W końcu, więzień może zachorować i w szpitalu wyrządzić krzywdę lekarzowi. Konwój i obstawa to wielki koszt i przede wszystkim dalsze i większe ryzyko dla niewinnych ludzi - pół biedy, jeśli chodzi o wycieczkę do gabinetu dentystycznego, ale co dopiero jeśli chodzi o wielomiesięczne leczenie w szpitalu.
A skoro taki więzień ma harować całe życie, to co jeśli nie będzie już zdolny do pracy? Państwo - czyli my - mamy go utrzymywać? Czy rodziny ofiar mają go utrzymywać razem z nami? Co gorsza - co jeśli po prostu nie zechce pracować? Zmusimy go do nieefektywnej i pełnej aktów sabotażu pracy? Kiedyś myśląc o tej opcji pomyślałem - po prostu nie damy mu jeść, albo damy tylko chleb i wodę oraz ciemną celę 2x2 metry. Ale czy to nie jest bardziej "okrutne i zezwierzęcone" od kary śmierci?
* * *
Zastanawia mnie zapalczywość, z jaką niektórzy "konserwatyści", którzy całkiem słusznie uważają, że tylko Bóg jest panem życia i śmierci, z jednej strony stanowczo bronią prawa do życia (słusznego!) osób jeszcze nienarodzonych, ostro sprzeciwiają się karze śmierci, a z drugiej strony popierają powszechny pobór do wojska. Pobór jest przecież formą podatku - i to skrajnie dokuczliwego, gdyż jest niewolnictwem i jednocześnie loterią między życiem a śmiercią. Większość amerykańskich ofiar rzezi w Wietnamie pochodziło z poboru, a przy tym większość z nich nie oddała ani jednego strzału. Jest to więc nie tylko pogwałcenie wolności osobistej człowieka, ale również marnotrawienie środków i energii pozostałych ludzi utrzymujących wyszkolenie i wysłanie takiego "żołnierza", oraz np. psychologów, którzy skłaniają takiego "żołnierza" do zabijania innych ludzi. Mamy więc grupkę rządzących, która wypowiada wojnę za innych ludzi i wysyła tychże ludzi, żeby za nich walczyli. Zazwyczaj wbrew ich woli, zazwyczaj na wojny potrzebne i opłacalne wyłącznie z punktu widzenia bankowców i konsorcjów zbrojeniowych. Czy oni także "bawią się w bogów"? Bez wątpienia tak, przez co popełniają zbrodnię nie tylko na wolności, własności i sprawiedliwości, ale także na życiu, zdrowiu i psychice ludzi, którzy w metryczkę mają wpisany niefortunny rok urodzenia.
Czy można więc powiedzieć, że taka Platforma Obywatelska bardzo słusznie zniosła przymusowy pobór do wojska? Cóż, ja myślę (może trochę złośliwie), że na pewno chcieli zaoszczędzić na osłabieniu naszego kraju (choć przez pomyłkę ;) zamiast osłabić - wzmocnili Polskę). Jednak jakość i powszechność sprzętu wojskowego, oraz żołd, stoją na niskim poziomie. Myślę, że tak samo jest z planami obronnymi, skoro nie potrafiono ułożyć sensownych planów anty-powodziowych. Naszym głównym mankamentem jest poleganie na NATO, które de facto nie zakłada, że pomoże nam w przypadku ataku (piąty artykuł waszyngtoński). W połączeniu ze stanem, w którym uczciwy obywatel ma utrudniony dostęp do broni - nasza obronność jest w stanie opłakanym. Żołnierze wolą służyć w Bundeswehrze, gdzie lepiej płacą, my sami natomiast nie jesteśmy w stanie zapewnić militarnej ochrony naszym miastom - a jeszcze wysyłamy żołnierzy do akcji okupacyjnych.
Wyższość służby ochotniczej nad poborem to materiał na książkę, dlatego pozostanę przy kwestii "bawienia się w bogów". Bez wątpienia można powiedzieć, że samobójcy usiłują przejąć władzę nad swoim życiem z rąk Boga do rąk własnych - i je zniszczyć. Ale co mamy powiedzieć o mordercach? Oni nie dość, że "bawią się w bogów", to jeszcze niszczą nie swoje, ale czyjeś - często niewinne - życie! Kto tutaj bawi się w Boga - zwolennicy kary śmierci, czy mordercy?
Jak brzmi piąte przykazanie? "Nie zabijaj" czy "Nie morduj"? Szukając odpowiedzi na te pytanie, warto postudiować teologię i porozmawiać z dowolnym księdzem, który miał styczność z kwestiami historii Kościoła. Razi mnie fakt, jak wielu katolików dało sobie sztucznie przebudować niektóre pojęcia (w mediach "radykalizm, fundamentalizm"... brak rozróżnienia między zabójstwem a morderstwem itd.) albo też dali sobie wpoić poczucie winy np. za Inkwizycję czy kolonizację - tymczasem powinniśmy być za to chwaleni, wystarczy przebadać te sprawy i zauważyć jasne, choć nie nagłaśniane fakty.
* * *
Nie mogę się również zgodzić z określeniem, że skoro popieram karę śmierci, nie mogę nazywać się katolikiem i niech sobie założę własną religię, skoro bawię się w Boga, bo dla każdego, nawet najgorszego przestępcy, jest szansa na nawrócenie. Tymczasem kara śmierci w katolicyzmie ma charakter egzekutywy, a nie kary na przyszłość. Ale jest też skutecznym "straszakiem", który ochroni życie innych osób, które mogłyby stać się ofiarami mordercy. Ich życie też jest ważne. Morderca ma owszem godność swojej Persony, ale taką samą godność mają też potencjalne ofiary tegoż mordercy. Co prawda, jeden nawrócony jest cenniejszy niż 99 sprawiedliwych, ale jeśli porównamy, ilu jest nawróconych, a ilu pomordowanych, to mamy tutaj już zupełnie inny kontekst, gdyż nie jest powiedziane, że jeden nawrócony jest cenniejszy niż utrata 99 sprawiedliwych.
Mogę przygotować oficjalne oświadczenie, że jestem gorącym zwolennikiem wprowadzenia w Polsce kary śmierci dla morderców i przedstawić je dyrektorowi Instytutu Teologicznego w Siedlcach. Jak myślicie, wyrzucą mnie? :) Wielu księży gorąco popiera karę śmierci - oni też nie są katolikami?
A co do "możliwości nawrócenia" - co się robi ze zdrajcą w wojsku? Stawia przed sądem wojennym i rozstrzeliwuje, czy przebacza i liczy się na jego nawrócenie, przy okazji grzebiąc kolejnych zabitych w wyniku zdrady własnych żołnierzy?
Owszem, katolik powinien przebaczać, ale odpowiada tylko za SIEBIE, nie za INNYCH. Dlatego nie mogę przebaczyć mordercy w czyimś imieniu!
W ten mój wywód niejako wpisuje się jakże niekatolicki Wojciech Cejrowski, który przedstawia sposób niemal maksymalnie sprawiedliwy (choć zapomniał dodać, że zwolennicy kary śmierci powinni także sami utrzymywać tych wszystkich biurokratów, którzy odpowiadają za tę rubryczkę w dowodzie osobistym; zapomniał też o sytuacji, gdzie osoba nie ma dowodu; ojciec dziecka jest za, a matka przeciwko karze śmierci; albo kiedy dziecko nie ma rodziców).
Kara śmierci (inaczej: kara główna) jest rozwiązaniem, które stosuje się w ostateczności i w przypadku, w którym nie ma najmniejszej wątpliwości, że popełniono morderstwo (rozróżniane od zabójstwa). Ja i inni zwolennicy kary śmierci z chęcią uniknęliby konieczności jej stosowania, tak samo jak chcielibyśmy uniknąć konieczności zabijania żołnierzy atakujących nasz kraj - stąd też różne pomysły, np. ten, o którym pisałem na końcu poprzedniej notki. Jednak dopóki kara śmierci będzie najlepszym środkiem do zagwarantowania, że ilość ocalonych dzięki jej funkcjonowaniu wielokrotnie będzie przewyższać ilość skazanych na nią, dopóty będę jej zwolennikiem.
Będę więc też zbierał podpisy pod propozycją ustawy o przywróceniu kary śmierci dla morderców, jeśli pojawi się taka inicjatywa. Czekam na nią niecierpliwie, mimo, że wprowadzenia kary śmierci zabrania nam nasza "stolica" - Bruksela - spełniającą dziś dla nas taką samą rolę, jaką niegdyś pełniła dla nas Moskwa.
27 listopada 2011
Kara śmierci - c.d.; Pobór do wojska + filmik
Tagi:
Człowiek,
Filozofia,
Gospodarka,
Inicjatywa społeczna,
Media,
Polityka,
Polska,
Religia,
Świat,
UE,
Wojsko,
Wolność,
Zdrowie
25 listopada 2011
Kara śmierci
Jako, że pan Kaczyński chwytając sypiący się między palcami elektorat postanowił uderzyć w tony wymiaru sprawiedliwości, dziś pojawiła się koncepcja przywrócenia kary śmierci. Ta kara jako taka jest bardzo dobra i pożądana, w końcu nie bez powodu jest to jeden z postulatów Korwina. Ale podstawową różnicą między karą śmierci w wydaniu Kaczyńskiego i w wydaniu Korwina jest to, że JKM postuluje to od prawie 30 lat, a Kaczyński od dzisiaj. Cieszę się, że ta koncepcja zyskuje wśród polityków coraz większe poparcie, ale niepokoi mnie jeden fakt. Już sama osoba Kaczyńskiego stawia w świetle ryzyka postulat o karze śmierci. Kompromituje ją swoją reputacją "zacofanego" człowieka, dlatego wielu wyborców może kojarzyć ten postulat właśnie z Kaczyńskim...
To nie służy dobrze potencjalnym ofiarom morderstw. Kara śmierci jest wszak skutecznym straszakiem na bandytów - wiedzą, że mordując kogoś, sami podpisują na siebie wyrok. Jest oczywiście duża szansa, że śmierci unikną, gdyż jest ona orzekana wyłącznie w sytuacjach, co do których nie ma cienia wątpliwości. Ale zaostrzenie kar za ciężkie przestępstwa jest konieczne, bo dziwnym wydaje się, że tzw. "dożywocie" dożywociem nie jest, bo trwa 20 lat, a morderca siedzi 8 lat, podczas, gdy na podobny wyrok można trafić do ciupy za uchylanie się przed opresją aparatu państwowego.
Oczywiście nie brak też głosów sprzeciwu: bardziej wobec PiSu, niż wobec kary śmierci, ale jak już pisałem, kara śmierci przez Kaczyńskiego będzie się właśnie kojarzyła z tym znienawidzonym, skompromitowanym PiSem. W ramach walk politycznych zabrał głos twórca sukcesu Palikota, Piotr Tymochowicz, który dokonał rzeczy niezwykłej - zbeształ ideę kary śmierci, zrównał ją do zwolenników PiSu, przy tym wszystkim nie używając ani jednego argumentu ad rem.
Zabrałem więc głos w dyskusji, która krążyła wokół wymyślania coraz to barwniejszych konstrukcji pozbawionych argumentów. Postanowiłem się więc zachować niepoprawnie politycznie i rzuciłem kilkoma argumentami:
Zamieszczam linki do obrazków z Facebooka, gdzie toczyła się dyskusja:
Link nr 1
Link nr 2
Link nr 3
Dalej dyskusja zeszła na to, co to jest życie i dlaczego mrówka jest ważniejsza od ludzkiego płodu.
Reasumując: jestem ZA karą śmierci dla morderców, bo nie dość, że chronimy w ten sposób życie potencjalnych ofiar morderców, to jeszcze redukujemy koszta trzymania groźnego elementu w więzieniach i zapobiegamy stworzeniu zagrożenia przez nich w przyszłości. Na pierwszy rzut oka kara śmierci może się wydać czymś socjalistycznym - bo to zabijanie w majestacie prawa i aparatu państwowego. Jednak karze się ludzi również pozbawieniem wolności lub własności, a wielu ceni wolność czy bogactwo wyżej niż własne życie. Ale mam też argument ostateczny: przywracając karę śmierci będziemy zarówno bardziej bezpieczni, jak i bardziej wolni. Bezpieczni, bo zredukuje się liczba chętnych do popełnienia morderstwa. Wolni, bo zasada "Wolność mojej pięści kończy się tam, gdzie zaczyna się wolność Twojego nosa" będzie prawnie umocniona, a ten, kto przestrzega tej ważnej dla wolnościowców zasady, będzie przez prawo chroniony przed tymi, którzy mają tę zasadę gdzieś, albo wcale o niej nie słyszeli.
Więcej info o tym, dlaczego warto popierać karę śmierci (nie, nie PiS, tylko karę śmierci):
http://www.karasmierci.info.pl/
Mówi się, że Korwin, autor tekstu na tej stronie, jest chory na władzę - na pewno tak to wygląda z zewnątrz. Ale nieraz został sprostowany przez członków swojej partii, na przykład właśnie w sferze kary śmierci. Otóż, JKM wpadł pewnego razu na pomysł, żeby zwolnić z kary śmierci kobiety. W końcu jest to słabsza płeć i czymś bezdusznym byłoby karać je tak samo okrutnie jak mężczyzn, poza tym kobiety wykazują większą skłonność do działania pod wpływem emocji. Jednak praktycznie od razu z grona członków przyszła riposta: nie możemy zwolnić kobiet z kary śmierci, bo mafie będą zatrudniać same kobiety do "brudnej roboty"!
I tą ciekawostką chciałbym zakończyć dzisiejszy wpis.
To nie służy dobrze potencjalnym ofiarom morderstw. Kara śmierci jest wszak skutecznym straszakiem na bandytów - wiedzą, że mordując kogoś, sami podpisują na siebie wyrok. Jest oczywiście duża szansa, że śmierci unikną, gdyż jest ona orzekana wyłącznie w sytuacjach, co do których nie ma cienia wątpliwości. Ale zaostrzenie kar za ciężkie przestępstwa jest konieczne, bo dziwnym wydaje się, że tzw. "dożywocie" dożywociem nie jest, bo trwa 20 lat, a morderca siedzi 8 lat, podczas, gdy na podobny wyrok można trafić do ciupy za uchylanie się przed opresją aparatu państwowego.
Oczywiście nie brak też głosów sprzeciwu: bardziej wobec PiSu, niż wobec kary śmierci, ale jak już pisałem, kara śmierci przez Kaczyńskiego będzie się właśnie kojarzyła z tym znienawidzonym, skompromitowanym PiSem. W ramach walk politycznych zabrał głos twórca sukcesu Palikota, Piotr Tymochowicz, który dokonał rzeczy niezwykłej - zbeształ ideę kary śmierci, zrównał ją do zwolenników PiSu, przy tym wszystkim nie używając ani jednego argumentu ad rem.
Zabrałem więc głos w dyskusji, która krążyła wokół wymyślania coraz to barwniejszych konstrukcji pozbawionych argumentów. Postanowiłem się więc zachować niepoprawnie politycznie i rzuciłem kilkoma argumentami:
Zamieszczam linki do obrazków z Facebooka, gdzie toczyła się dyskusja:
Link nr 1
Link nr 2
Link nr 3
Dalej dyskusja zeszła na to, co to jest życie i dlaczego mrówka jest ważniejsza od ludzkiego płodu.
Reasumując: jestem ZA karą śmierci dla morderców, bo nie dość, że chronimy w ten sposób życie potencjalnych ofiar morderców, to jeszcze redukujemy koszta trzymania groźnego elementu w więzieniach i zapobiegamy stworzeniu zagrożenia przez nich w przyszłości. Na pierwszy rzut oka kara śmierci może się wydać czymś socjalistycznym - bo to zabijanie w majestacie prawa i aparatu państwowego. Jednak karze się ludzi również pozbawieniem wolności lub własności, a wielu ceni wolność czy bogactwo wyżej niż własne życie. Ale mam też argument ostateczny: przywracając karę śmierci będziemy zarówno bardziej bezpieczni, jak i bardziej wolni. Bezpieczni, bo zredukuje się liczba chętnych do popełnienia morderstwa. Wolni, bo zasada "Wolność mojej pięści kończy się tam, gdzie zaczyna się wolność Twojego nosa" będzie prawnie umocniona, a ten, kto przestrzega tej ważnej dla wolnościowców zasady, będzie przez prawo chroniony przed tymi, którzy mają tę zasadę gdzieś, albo wcale o niej nie słyszeli.
Więcej info o tym, dlaczego warto popierać karę śmierci (nie, nie PiS, tylko karę śmierci):
http://www.karasmierci.info.pl/
Mówi się, że Korwin, autor tekstu na tej stronie, jest chory na władzę - na pewno tak to wygląda z zewnątrz. Ale nieraz został sprostowany przez członków swojej partii, na przykład właśnie w sferze kary śmierci. Otóż, JKM wpadł pewnego razu na pomysł, żeby zwolnić z kary śmierci kobiety. W końcu jest to słabsza płeć i czymś bezdusznym byłoby karać je tak samo okrutnie jak mężczyzn, poza tym kobiety wykazują większą skłonność do działania pod wpływem emocji. Jednak praktycznie od razu z grona członków przyszła riposta: nie możemy zwolnić kobiet z kary śmierci, bo mafie będą zatrudniać same kobiety do "brudnej roboty"!
I tą ciekawostką chciałbym zakończyć dzisiejszy wpis.
27 września 2011
Debata w Siedlcach!
Odnośnie poprzedniego wpisu, kończył się on słowami "do zobaczenia na debacie... jeśli się nie boicie."
I debata będzie! W czwartek 29 września o godz. 18:00 na Placu gen. Sikorskiego.
Ale muszę poruszyć jeszcze jedną ważną sprawę. Otóż, kiedy pytaliśmy Jacka Kozaczyńskiego, dlaczego odszedł z UPR, odpowiedział, że wcale nie zmienił poglądów, tylko chce je reprezentować w liczniejszej partii. Proszę zatem sprawdzić poniższy link:
http://www.latarnik.info/?q=mp&q2=okreg&r=sejm&k=6&okr=18
Widać tutaj wyraźnie, iż pan Kozaczyński (PO) OSZUKAŁ NAS twierdząc, że od czasu bycia w UPR nie zmienił poglądów - zmienił je diametralnie, dosłownie w każdej poruszanej w głosowaniach materii!
Co więcej, pan Kozaczyński nie zjawi się na debacie - wysłał pana Czesława Mroczka, który również popisał się głosowaniem przeciwko naszym wartościom w 6 na 8 głosowań.
Nową Prawicę na debacie będzie reprezentował Paweł Michowiecki. W powyższym linku można zobaczyć, że jest on dumnym posiadaczem Certyfikatu Kandydata Przyjaznego Życiu i Rodzinie. Niełatwo go otrzymać, co widać po tym, że tylko 4 kandydatów z naszego okręgu ma taki certyfikat. Świadczy to również o dużej wartości certyfikatu. Dyskusja z PO będzie więc na pewno bardzo ciekawa. Ale obiecuję, że pozostałym socjalistom również dostanie się ostro.
A będą to także: p. Sawicki (PSL), p. Prządka (SLD), p. Tchórzewski (PiS).
Będzie to wspaniałe wydarzenie, dlatego serdecznie zapraszam wszystkich w czwartek 29 września o godz. 18:00 na Plac gen. Sikorskiego! Debata odbędzie się w tzw. otwartym studiu, więc ludzie będą stali na świeżym powietrzu.
Trzymamy kciuki za naszego reprezentanta!
I pamiętajcie - Lista nr 9! :)
I debata będzie! W czwartek 29 września o godz. 18:00 na Placu gen. Sikorskiego.
Ale muszę poruszyć jeszcze jedną ważną sprawę. Otóż, kiedy pytaliśmy Jacka Kozaczyńskiego, dlaczego odszedł z UPR, odpowiedział, że wcale nie zmienił poglądów, tylko chce je reprezentować w liczniejszej partii. Proszę zatem sprawdzić poniższy link:
http://www.latarnik.info/?q=mp&q2=okreg&r=sejm&k=6&okr=18
Widać tutaj wyraźnie, iż pan Kozaczyński (PO) OSZUKAŁ NAS twierdząc, że od czasu bycia w UPR nie zmienił poglądów - zmienił je diametralnie, dosłownie w każdej poruszanej w głosowaniach materii!
Co więcej, pan Kozaczyński nie zjawi się na debacie - wysłał pana Czesława Mroczka, który również popisał się głosowaniem przeciwko naszym wartościom w 6 na 8 głosowań.
Nową Prawicę na debacie będzie reprezentował Paweł Michowiecki. W powyższym linku można zobaczyć, że jest on dumnym posiadaczem Certyfikatu Kandydata Przyjaznego Życiu i Rodzinie. Niełatwo go otrzymać, co widać po tym, że tylko 4 kandydatów z naszego okręgu ma taki certyfikat. Świadczy to również o dużej wartości certyfikatu. Dyskusja z PO będzie więc na pewno bardzo ciekawa. Ale obiecuję, że pozostałym socjalistom również dostanie się ostro.
A będą to także: p. Sawicki (PSL), p. Prządka (SLD), p. Tchórzewski (PiS).
Będzie to wspaniałe wydarzenie, dlatego serdecznie zapraszam wszystkich w czwartek 29 września o godz. 18:00 na Plac gen. Sikorskiego! Debata odbędzie się w tzw. otwartym studiu, więc ludzie będą stali na świeżym powietrzu.
Trzymamy kciuki za naszego reprezentanta!
I pamiętajcie - Lista nr 9! :)
23 września 2011
Co to się dzisiaj w Siedlcach (nie) działo
Z wielką pompą w różnych mediach zapowiadano spotkanie z europoseł Hibner z PO, na Placu gen. Sikorskiego, które miało odbyć się dzisiaj. "Miało" - bo nie nazwałbym tego spotkaniem, a zwykłym rozdawaniem ulotek. Całe szczęście byliśmy tam grupą z Nowej Prawicy i pokazaliśmy, kto jest w Siedlcach silniejszy.
Od razu podszedł do nas pan Jacek Kozaczyński, oczywiście z obstawą panów-śmieszków :) Śmieli się z naszych koszulek, które wyglądały mniej więcej tak:
Od razu podszedł do nas pan Jacek Kozaczyński, oczywiście z obstawą panów-śmieszków :) Śmieli się z naszych koszulek, które wyglądały mniej więcej tak:
Związek Socjalistycznych Republik Europejskich
Cóż, fakt faktem, że żyjemy w eurokomunie, a rolę Moskwy zastąpiła Bruksela, starająca się nie popełnić błędów z XX wieku. Do tego mieliśmy polskie flagi - jakież to obciachowe! Sam Pan Tusk stwierdził, że polskość to nienormalność - więc trzeba wyśmiać. Jeden z nich stwierdził, że był na spotkaniu z Korwin-Mikkem w Siedlcach i dawno takich "durnot" nie słyszał.
Z tym, że na Korwina przybyło w Siedlcach (20 września) ponad 300 osób. A na panią Hibner... 10-ciu działaczy PO z ulotkami. No i nas 18 osób, ale to tak skrzykniętych z dnia na dzień i jako przeciwnicy.
No i co powiedział nam pan Jacek Kozaczyński, "dwójka" na liście PO? Odparł twierdząco na moje zdanie, że był w UPR i potem przeszedł do PO. Argumentował to tak, że warto przynajmniej zrealizować 3% swoich poglądów, niż wcale. No, jak na razie jest to 1%... podatku VAT w górę. Skoro byli UPR-owcy tak mają się realizować te wolnorynkowe idee w PO, to może lepiej niech się wcale nie realizują? Dobrze, że korytko ściąga łasych na władzę, szkoda tylko, że te korytko jest utrzymywane z naszych pieniędzy.
Po chwili przyjechały dwa samochody pewnej firmy ochroniarskiej. Trochę nas to zaniepokoiło, ale zanim pomyślałem, co zrobić, dwóch "naszych" rozdało im nasz biuletyn. Podobno dwóch ochroniarzy powiedziało, że nas popiera, i że byli na spotkaniu z JKM. To jest zbyt piękne, ale chłopakom uwierzyłem.
"Platformersi" po 40 minutach doszli do błyskotliwego wniosku, że są otoczeni i każda ich ulotka jest konfrontowana z naszym biuletynem. Ok. 17:40 zwinęli namiot, więc tym razem to my zaczepiliśmy ich.
Po chwili przyjechały dwa samochody pewnej firmy ochroniarskiej. Trochę nas to zaniepokoiło, ale zanim pomyślałem, co zrobić, dwóch "naszych" rozdało im nasz biuletyn. Podobno dwóch ochroniarzy powiedziało, że nas popiera, i że byli na spotkaniu z JKM. To jest zbyt piękne, ale chłopakom uwierzyłem.
"Platformersi" po 40 minutach doszli do błyskotliwego wniosku, że są otoczeni i każda ich ulotka jest konfrontowana z naszym biuletynem. Ok. 17:40 zwinęli namiot, więc tym razem to my zaczepiliśmy ich.
Rozmowy na argumenty nie było. Wstępnie umówiliśmy się na debatę Kozaczyński (PO) - Sommer (Nowa Prawica) i zobaczymy, czy rękawica zostanie podjęta. Jak do tej pory nie poczuliśmy się poważnie potraktowani - p. Jacek uciekł kiedy tylko kolejne osoby od nas zaczęły się schodzić z posterunków, by zobaczyć, co jest grane. Oddalił się czym prędzej jakimś dziwnym, chwiejnym krokiem i krzyknął jak do kolegów: "na razie!".
Pozostaje mi tylko odpowiedzieć: do zobaczenia na debacie... jeśli się nie boicie.
12 sierpnia 2011
Lepiej się nie wychylaj
Po śmierci Leppera ludzie gadają, że to był zamach. Oczywiście, logicznie rzecz ujmując do takiego podejrzenia można dojść w sposób całkowicie uzasadniony. Jednak ważna jest również przyczyna i co ludzie pomyślą - kto za tym tak naprawdę stoi. Samobójstwo jest bardzo mało prawdopodobne, szczególnie w sytuacji, w jakiej znajdował się zarówno sam śp. Andrzej Lepper i jego syn. Jeśli to służby, to zdają sobie sprawę, że przegięły i trzeba się z tego jakoś wykaraskać. A tymczasem ludzie nadal żyją w zastraszeniu znanym z PRL: "lepiej się nie wychylać". Jak się wychylisz to zaraz dostaniesz kijem po tyłku niczym te bydło, za które mają nas (i chcą, żebyśmy sami siebie za takie bydło uznawali) socjaliści. Chyba czas to zmienić?
A tymczasem polski resort MSZ dał ciała tak, że w mediach nijak nie dało się tego odkręcić. W ogóle po co oni się mieszają w wewnętrzne sprawy Białorusi? Kiedyś Polacy byli tam traktowani tak, jak u nas Amerykanie. Teraz są traktowani jak szpiedzy. Białoruś po raz kolejny strollowała polski rząd.
Zaskoczył mnie Jarosław Kaczyński. Jako socjalista zaczął obiecywać obniżkę akcyzy, pokazał też, że podatki to ponad połowa ceny benzyny (chociaż rzeczywistość jest taka, że gdyby obniżyć te podatki, to i koszt samej produkcji benzyny byłby mniejszy). Ale i tak nie przebije SLD, które też skarżyło się na akcyzę. Już nawet najgorszym socjalistom ten podatek przeszkadza - to dobry znak, bo wskazuje granicę absurdu, do której nie chcą dojść nawet czerwoni.
W ogóle wszystko staje na głowie. Wojewódzki "heiluje" w TV niczym faszysta, podobnie jak ci ludzie:
http://www.flickr.com/photos/rodwey2004/4761662627/lightbox/
Chociaż bardziej zaskoczył mnie fakt, że Nowa Prawica i JKM zostali pokazani przez kilkanaście sekund w "Wiadomościach". Co prawda to psi obowiązek telewizji przeznaczyć minimalną wymaganą przez prawo ilość czasu na każde ugrupowanie, ale materiał o Nowej Prawicy był nawet ciekawy i fajnie zrealizowany.
Ale i tak nie ma co się oglądać na media - one za nas podpisów nie zbiorą :) A to ciekawe zajęcie i miłych ludzi się spotyka, o dziwo umiejących dyskutować i nie wierzących tak ślepo telewizji jak jeszcze kilka lat temu. Problem w tym, że niektórzy na ulicę nie wychodzą, bo są przykuci do telewizora i zrobią tak, jak im pani ze szkiełka rozkaże. I pójdą na wybory mimo braku elementarnej wiedzy.
* * *
Ciekawostka: "Befsztyk Chateaubriand uzyskał swą nazwę i sławę od znanego pisarza i dyplomaty francuskiego z XVIII wieku.
Jego kucharz, nazwiskiem Montmireil, opracował własną metodę przygotowania steku. Umieszczał gruby płat mięsa z najdelikatniejszej polędwicy pomiędzy dwoma innymi płatami o tych samych rozmiarach. Taką "kanapkę" ze steków przypiekał na ruszcie, aż oba zewnętrzne płaty mięsa przypalały się na czarno, podczas gdy stek Chateaubriand znajdujący się w środku zachowywał w całej swej grubości równą różową barwę i ten sam stopień przypieczenia.
Danie było podobno wyśmienite, ale możemy powoływać się tylko na świadków współczesnych wicehrabiemu de Chateaubriand i jego kucharzowi Montmireilowi, ponieważ od ich czasów mało kto i mało gdzie może pozwolić sobie na przyrządzenie steków metodą tego francuskiego kucharza.
Podany wyżej przepis został odnaleziony we francuskiej książce kucharskiej z XIX stulecia i już wtedy opatrzono tę recepturę komentarzem stwierdzającym, iż metoda Montmireila jest zbyt kosztowna i marnotrawna."
A tymczasem polski resort MSZ dał ciała tak, że w mediach nijak nie dało się tego odkręcić. W ogóle po co oni się mieszają w wewnętrzne sprawy Białorusi? Kiedyś Polacy byli tam traktowani tak, jak u nas Amerykanie. Teraz są traktowani jak szpiedzy. Białoruś po raz kolejny strollowała polski rząd.
Zaskoczył mnie Jarosław Kaczyński. Jako socjalista zaczął obiecywać obniżkę akcyzy, pokazał też, że podatki to ponad połowa ceny benzyny (chociaż rzeczywistość jest taka, że gdyby obniżyć te podatki, to i koszt samej produkcji benzyny byłby mniejszy). Ale i tak nie przebije SLD, które też skarżyło się na akcyzę. Już nawet najgorszym socjalistom ten podatek przeszkadza - to dobry znak, bo wskazuje granicę absurdu, do której nie chcą dojść nawet czerwoni.
W ogóle wszystko staje na głowie. Wojewódzki "heiluje" w TV niczym faszysta, podobnie jak ci ludzie:
http://www.flickr.com/photos/rodwey2004/4761662627/lightbox/
Chociaż bardziej zaskoczył mnie fakt, że Nowa Prawica i JKM zostali pokazani przez kilkanaście sekund w "Wiadomościach". Co prawda to psi obowiązek telewizji przeznaczyć minimalną wymaganą przez prawo ilość czasu na każde ugrupowanie, ale materiał o Nowej Prawicy był nawet ciekawy i fajnie zrealizowany.
Ale i tak nie ma co się oglądać na media - one za nas podpisów nie zbiorą :) A to ciekawe zajęcie i miłych ludzi się spotyka, o dziwo umiejących dyskutować i nie wierzących tak ślepo telewizji jak jeszcze kilka lat temu. Problem w tym, że niektórzy na ulicę nie wychodzą, bo są przykuci do telewizora i zrobią tak, jak im pani ze szkiełka rozkaże. I pójdą na wybory mimo braku elementarnej wiedzy.
* * *
Ciekawostka: "Befsztyk Chateaubriand uzyskał swą nazwę i sławę od znanego pisarza i dyplomaty francuskiego z XVIII wieku.
Jego kucharz, nazwiskiem Montmireil, opracował własną metodę przygotowania steku. Umieszczał gruby płat mięsa z najdelikatniejszej polędwicy pomiędzy dwoma innymi płatami o tych samych rozmiarach. Taką "kanapkę" ze steków przypiekał na ruszcie, aż oba zewnętrzne płaty mięsa przypalały się na czarno, podczas gdy stek Chateaubriand znajdujący się w środku zachowywał w całej swej grubości równą różową barwę i ten sam stopień przypieczenia.
Danie było podobno wyśmienite, ale możemy powoływać się tylko na świadków współczesnych wicehrabiemu de Chateaubriand i jego kucharzowi Montmireilowi, ponieważ od ich czasów mało kto i mało gdzie może pozwolić sobie na przyrządzenie steków metodą tego francuskiego kucharza.
Podany wyżej przepis został odnaleziony we francuskiej książce kucharskiej z XIX stulecia i już wtedy opatrzono tę recepturę komentarzem stwierdzającym, iż metoda Montmireila jest zbyt kosztowna i marnotrawna."
Tagi:
Ciekawostki,
Człowiek,
Filozofia,
Inicjatywa społeczna,
Media,
Polityka,
Polska,
Służby specjalne,
Świat,
UE,
Wolność,
Wybory
5 sierpnia 2011
Zapłać i Umrzyj Szybko (ZUS)
Jak obiecałem, tak zrobiłem: byłem na III Manifestacji przedsiębiorców przeciw bezprawiu ZUS. Oczywiście nie jestem przedsiębiorcą. Nie mogę nim być w obecnym układzie, mimo, że chcę. Przypomina mi się fragment Kongresu Nowej Prawicy w Sali Kongresowej, gdzie prezes stowarzyszenia Wolni Przedsiębiorcy poprosił o podniesienie ręki tych, którzy mieli bądź mają firmę. Podniosło się kilkanaście rąk, spośród 2600 zebranych na sali osób. Potem poprosił o podniesienie ręki tych, którzy chcą mieć firmę. Muszę pisać, co się stało potem? :)
Organizatorzy manifestacji obliczyli, że chętnych może być nawet 3000 - piszę o tym, bo zamieściłem tę informację w niedawnej notce. Nie uwzględnili jednak pewnej rzeczy: aby przyjechać na manifestację, trzeba poświęcić cały dzień. Ja poświęciłem dwa dni, bo byłem do końca i miałem możliwość przenocowania w Warszawie - a przyjechałem pociągiem z Siedlec. Jednak ja mam trochę czasu wolnego, jestem studentem, nie mam stałej pracy. Natomiast najbardziej uciskana grupa - MiŚie (mali i średni przedsiębiorcy) muszą zrezygnować z 1-2 dniówek, muszą zostawić swój biznes, który i tak jest skutecznie tępiony. Na manifestacji byli więc obecni głównie bezrobotni, mieszkańcy Warszawy, patrioci, ale także zieloni lewacy protestujący (tym razem całkiem słusznie) przeciw GMO i monopolowi firmy Monsanto - natomiast przedsiębiorcy byli w mniejszości, o dziwo podobnie jak studenci. Warszawa ma już chyba dość tych wszystkich manifestacji, każdy już się w tym gubi i czuje przesyt. Obecna była również "Solidarność" z terenów Śląska, co mile mnie zaskoczyło, bo ci ludzie żądali też obniżenia akcyzy na paliwo. Jest jeszcze nadzieja dla "Solidarności" - muszą nią pokierować tylko dobrzy i odważni ludzie.
Bo główna przyczyna zła leży w bezczynności ludzi dobrych.
KRÓTKA RELACJA + WIDEO
Niestety, ale nie mamy co liczyć na państwowe emerytury - trzeba odkładać samemu, inwestować w kapitał, który nie straci na wartości, nie bać się rodzić i wychowywać dzieci nawet mimo trudności stwarzanych przez państwowy ucisk ekonomiczny. ZUS jest już tak zadłużony, że zapożycza się w prywatnych bankach i jest to sytuacja, która wiedzie tylko w jedną stronę - do upadku tego systemu. Chciałbym, żeby przymus ubezpieczeniowy został zniesiony - bo skoro ZUS jest taki dobry, to dlaczego jest obowiązkowy?
Ale najgorsze jest to, że po nieuchronnym rozpadzie tego systemu ludzie, którzy już wpłacili masę wypracowanych pieniędzy, nie otrzymają już z tego ani grosza - to po prostu przepadnie. Dlatego jak najszybciej trzeba wstrzymać ograbianie ludzi z wypracowanego dochodu i dopilnować, żeby wszyscy, którzy już wpłacili swe ciężko wypracowane pieniądze, otrzymali to, co im się należy z wpłaconej sumy. Państwo musi się wywiązać ze zobowiązań wobec własnych obywateli - pacta sunt servanda.
Prywatne ubezpieczenia nie różnią się od ZUSu niczym oprócz tego, że nie są przymusowe i tego, że są bardziej efektywne. Likwidując monopol ZUSu zwiększymy konkurencyjność między tymi "okropnymi prywaciarzami", którym zależy wyłącznie na zysku. Szkoda, że niektórzy zapominają, że zysk osiąga się dzięki dbałości o klienta.
Zapoznałem się dokładniej w tej kwestii z postulatami Kongresu Nowej Prawicy, z którym jak chyba widać sympatyzuję. Pieniądze na ZUS chcą oni pozyskać z prywatyzacji - więc zamiast topić kasę na wzór dotychczasowej "prywatyzacji" wg Balcerowicza, chcą z niej wywiązać się z dotychczasowych zobowiązań zaciągniętych przez państwo wobec swych obywateli. Niektórzy sympatycy Nowej Prawicy jeszcze wahają się, czy później likwidować państwowe ubezpieczenia czy nie. Zrobię wszystko co w mojej mocy, żeby wahających się przycisnąć do zdecydowania, czy chcą być w przysłowiowej ciąży, czy nie. A oni chcą być trochę w ciąży, po prostu kraść mniej. ZUS należy zburzyć, spalić i zaorać. A przynajmniej sprywatyzować - byłby dzięki temu bardziej efektywny, a większość miejsc pracy zostałaby zachowana i zwolnione masy urzędnicze nie musiałyby się nagle rozglądać za jakąś dla odmiany produktywną pracą.
Oczywiście nie mam nic do zwykłych urzędników - naszymi wrogami i największymi pijawkami są ci na samej górze, o których nie wiemy praktycznie nic, a którym fundujemy służbowe limuzyny i strach pomyśleć co jeszcze. I oni jeszcze śmią mówić nam, że wysokie podatki są konieczne. Hańba...
A co ze zwolnionymi z ZUSu ludźmi? Znajdą się w końcu na wolnym rynku: niektórzy założą własne firmy w wolnym gospodarczo państwie, inni po prostu przejdą (może nawet razem z budynkiem!) po prostu pod skrzydła prywatnego ubezpieczyciela, gdzie zarobią więcej i będą cieszyć się większym poważaniem w społeczeństwie. Dlatego nie boję się prezentować tych postulatów nawet urzędnikom, gdyż na wolnym rynku byłoby im po prostu lepiej. Niektórzy zapominają, że nawet urzędnicy są obecnie grabieni przez aparat państwowy.
* * *
Ciekawostka: Oto ciekawy tekst modlitwy bogacza, odkryty wśród papierów londyńskiego kupca, Johna Warda z Hackeney, żyjącego na przełomie XVII i XVIII stulecia:
"O Panie, wiesz że jestem właścicielem dziewięciu posiadłości w mieście Londynie i że ostatnio nabyłem jedną posiadłość w hrabstwie Essex; błagam Cię więc byś chronił te dwa hrabstwa Middlesex i Essex przed ogniem i trzęsieniem ziemi; a ponieważ mam także zastaw hipoteczny w Herfordshire, błagam Cię o litość i nad tym hrabstwem; natomiast z resztą hrabstw uczynić możesz, co zechcesz.
W roku 1727 angielska Izba Gmin usunęła tego jegomościa ze swego grona, co jest bardzo rzadkim i drastycznym rozwiązaniem. Nie do końca wiadomo, za co. Być może ten "pacierz" może nasunąć pewne przesłanki.
Organizatorzy manifestacji obliczyli, że chętnych może być nawet 3000 - piszę o tym, bo zamieściłem tę informację w niedawnej notce. Nie uwzględnili jednak pewnej rzeczy: aby przyjechać na manifestację, trzeba poświęcić cały dzień. Ja poświęciłem dwa dni, bo byłem do końca i miałem możliwość przenocowania w Warszawie - a przyjechałem pociągiem z Siedlec. Jednak ja mam trochę czasu wolnego, jestem studentem, nie mam stałej pracy. Natomiast najbardziej uciskana grupa - MiŚie (mali i średni przedsiębiorcy) muszą zrezygnować z 1-2 dniówek, muszą zostawić swój biznes, który i tak jest skutecznie tępiony. Na manifestacji byli więc obecni głównie bezrobotni, mieszkańcy Warszawy, patrioci, ale także zieloni lewacy protestujący (tym razem całkiem słusznie) przeciw GMO i monopolowi firmy Monsanto - natomiast przedsiębiorcy byli w mniejszości, o dziwo podobnie jak studenci. Warszawa ma już chyba dość tych wszystkich manifestacji, każdy już się w tym gubi i czuje przesyt. Obecna była również "Solidarność" z terenów Śląska, co mile mnie zaskoczyło, bo ci ludzie żądali też obniżenia akcyzy na paliwo. Jest jeszcze nadzieja dla "Solidarności" - muszą nią pokierować tylko dobrzy i odważni ludzie.
Bo główna przyczyna zła leży w bezczynności ludzi dobrych.
KRÓTKA RELACJA + WIDEO
Niestety, ale nie mamy co liczyć na państwowe emerytury - trzeba odkładać samemu, inwestować w kapitał, który nie straci na wartości, nie bać się rodzić i wychowywać dzieci nawet mimo trudności stwarzanych przez państwowy ucisk ekonomiczny. ZUS jest już tak zadłużony, że zapożycza się w prywatnych bankach i jest to sytuacja, która wiedzie tylko w jedną stronę - do upadku tego systemu. Chciałbym, żeby przymus ubezpieczeniowy został zniesiony - bo skoro ZUS jest taki dobry, to dlaczego jest obowiązkowy?
Ale najgorsze jest to, że po nieuchronnym rozpadzie tego systemu ludzie, którzy już wpłacili masę wypracowanych pieniędzy, nie otrzymają już z tego ani grosza - to po prostu przepadnie. Dlatego jak najszybciej trzeba wstrzymać ograbianie ludzi z wypracowanego dochodu i dopilnować, żeby wszyscy, którzy już wpłacili swe ciężko wypracowane pieniądze, otrzymali to, co im się należy z wpłaconej sumy. Państwo musi się wywiązać ze zobowiązań wobec własnych obywateli - pacta sunt servanda.
Prywatne ubezpieczenia nie różnią się od ZUSu niczym oprócz tego, że nie są przymusowe i tego, że są bardziej efektywne. Likwidując monopol ZUSu zwiększymy konkurencyjność między tymi "okropnymi prywaciarzami", którym zależy wyłącznie na zysku. Szkoda, że niektórzy zapominają, że zysk osiąga się dzięki dbałości o klienta.
Zapoznałem się dokładniej w tej kwestii z postulatami Kongresu Nowej Prawicy, z którym jak chyba widać sympatyzuję. Pieniądze na ZUS chcą oni pozyskać z prywatyzacji - więc zamiast topić kasę na wzór dotychczasowej "prywatyzacji" wg Balcerowicza, chcą z niej wywiązać się z dotychczasowych zobowiązań zaciągniętych przez państwo wobec swych obywateli. Niektórzy sympatycy Nowej Prawicy jeszcze wahają się, czy później likwidować państwowe ubezpieczenia czy nie. Zrobię wszystko co w mojej mocy, żeby wahających się przycisnąć do zdecydowania, czy chcą być w przysłowiowej ciąży, czy nie. A oni chcą być trochę w ciąży, po prostu kraść mniej. ZUS należy zburzyć, spalić i zaorać. A przynajmniej sprywatyzować - byłby dzięki temu bardziej efektywny, a większość miejsc pracy zostałaby zachowana i zwolnione masy urzędnicze nie musiałyby się nagle rozglądać za jakąś dla odmiany produktywną pracą.
Oczywiście nie mam nic do zwykłych urzędników - naszymi wrogami i największymi pijawkami są ci na samej górze, o których nie wiemy praktycznie nic, a którym fundujemy służbowe limuzyny i strach pomyśleć co jeszcze. I oni jeszcze śmią mówić nam, że wysokie podatki są konieczne. Hańba...
A co ze zwolnionymi z ZUSu ludźmi? Znajdą się w końcu na wolnym rynku: niektórzy założą własne firmy w wolnym gospodarczo państwie, inni po prostu przejdą (może nawet razem z budynkiem!) po prostu pod skrzydła prywatnego ubezpieczyciela, gdzie zarobią więcej i będą cieszyć się większym poważaniem w społeczeństwie. Dlatego nie boję się prezentować tych postulatów nawet urzędnikom, gdyż na wolnym rynku byłoby im po prostu lepiej. Niektórzy zapominają, że nawet urzędnicy są obecnie grabieni przez aparat państwowy.
* * *
Ciekawostka: Oto ciekawy tekst modlitwy bogacza, odkryty wśród papierów londyńskiego kupca, Johna Warda z Hackeney, żyjącego na przełomie XVII i XVIII stulecia:
"O Panie, wiesz że jestem właścicielem dziewięciu posiadłości w mieście Londynie i że ostatnio nabyłem jedną posiadłość w hrabstwie Essex; błagam Cię więc byś chronił te dwa hrabstwa Middlesex i Essex przed ogniem i trzęsieniem ziemi; a ponieważ mam także zastaw hipoteczny w Herfordshire, błagam Cię o litość i nad tym hrabstwem; natomiast z resztą hrabstw uczynić możesz, co zechcesz.
O Panie, spraw by bank odpowiadał na moje noty, a moich dłużników uczynił ludźmi rzetelnymi. Udziel łaski pomyślnej podróży i powrotu żaglowcowi Mermaid, ponieważ ja go asekuruję; a jako rzekłeś, iże dni niegodziwców policzonymi są, ufam Ci, że nie zapomnisz Twego przyrzeczenia, albowiem zakupiłem skrypt dłużny gwarantowany pewnym majątkiem, który moim będzie po zgonie tego rozpustnego, młodego szlachcica J.L."
W roku 1727 angielska Izba Gmin usunęła tego jegomościa ze swego grona, co jest bardzo rzadkim i drastycznym rozwiązaniem. Nie do końca wiadomo, za co. Być może ten "pacierz" może nasunąć pewne przesłanki.
Tagi:
Człowiek,
Gospodarka,
Inicjatywa społeczna,
Media,
Polityka,
Polska,
Spotkania,
Wolność,
Wybory
2 sierpnia 2011
Gdzie pływać w Siedlcach?
Szczęście w nieszczęściu, że nie ma aż tak wielkich upałów. Jednak zdarzają się "łańcuszki" dni bardzo ciepłych, w których człowiek marzy o wodzie. I tym człowiekiem nie jestem tylko taki na przykład ja, młody człowiek potrzebujący ruchu. Takich ludzi jest wielu i niektórzy osiągają nawet taki poziom desperacji, by kąpać się w siedleckim zalewie. Jest to akwen, w którym można znaleźć chyba wszystko - od zdechłej krowy (głośna sprawa, kilka lat temu, efektem była mini-epidemia czerwonki) poprzez siatki i butelki, aż po granat ręczny. Ostatnio do naszego zalewu dostały się nawet ścieki - ciekawe, czy zauważalnie pogorszyły ogólny stan wody? Nie wiem, od dawna nie sprawdzałem i sprawdzać nie zamierzam mimo względnie uspokajających doniesień inspekcyjnych.
"WODA W ZALEWIE TROCHĘ LEPSZA"
Inspekcje inspekcjami - ale koń jaki jest każdy widzi - i niewielu decyduje się na kontakt z zalewową wodą, a nawet jeśli, to w stopniu ograniczonym i uzupełnionym prysznicem po powrocie do domu. Faktem jest, że w Siedlcach nie można bez obaw nigdzie popływać czy puścić dzieci do zabawy w wodzie, mimo wakacji. Niby buduje się Aquapark (w miejscu, którego Siedlczanie nie chcieli), zapewne z kosztami wstępu, które nijak nie będą pasować do rynkowych standardów. A może akurat będą, bo Aquapark będzie swego rodzaju monopolistą? Siedlce powoli nas do tej sytuacji przyzwyczajają.
Ludzie będą chcieli coraz bardziej ochłodzić się nie musząc jechać 30 kilometrów a to do Sokołowa Podlaskiego, a to do Łukowa czy Berezy. Popyt będzie zapewniony, tym bardziej jeśli przyjrzymy się ciekawej praktyce, którą spotykamy przyglądając się popularnej niegdyś pływalni siedleckiej. Otóż dość często jest ona remontowana - akurat na wakacje, "bo w roku szkolnym nie wystarcza na to czasu". Basen miał być otwarty wraz z nastaniem sierpnia. Oto, co dziś widnieje na stronie internetowej basenu:
Dyrekcja Publicznego Gimnazjum nr 4 informuje, że w związku z przedłużającymi się pracami remontowymi nastąpi zmiana otwarcia PŁYWALNI. Przybliżony termin oddania do użytku obiektu to 22.08.2011r. Zaznaczamy, że termin ten może ulec zmianie.
Czy potrzeba ku temu jakiegoś komentarza? Myślę, że tak. Otóż gdyby ta Pływalnia była prywatna, właścicielowi zależałoby na stworzeniu alternatywy dla brudnego zalewu - póki jeszcze może mieć tę uprzywilejowaną pozycję bez Aquaparku jako konkurencji! Właściciel chciałby ściągnąć ludzi jak najszybciej i jak najwięcej, dlatego fachowy remont trwałby maksymalnie krótko, a zarówno ceny jak i jakość (i reklama!) byłyby zachęcające nie tylko dla mieszkańców danego osiedla, ale być może także dla okolicznych miejscowości. Zarobki pozwoliłyby na dalszy rozwój Pływalni i przedsiębiorczy sukces, przyczyniający się do rozwoju Siedlec (choćby dlatego, że po basenie można pójść na jakieś jedzenie albo chociaż kupić cukierki dla dzieci w okolicznym sklepiku). Ale to w zdrowym państwie.
A tymczasem w Łukowie... płacimy 5 złotych, siedzieć możemy 10 godzin, bez obowiązku noszenia czepka, 4 baseny (płytkie i głębokie), połacie zieleni, na której można się "rozłożyć", jedno boisko do siatkówki, drugie do koszykówki, pływamy, jemy, pijemy... i dojeżdżamy długą drogą wydając dodatkowe pieniądze na bus/pociąg/paliwo i tracąc czas, który moglibyśmy spędzić na własnej, równie bezpiecznej choć może nie tak atrakcyjnej Pływalni.
"WODA W ZALEWIE TROCHĘ LEPSZA"
Inspekcje inspekcjami - ale koń jaki jest każdy widzi - i niewielu decyduje się na kontakt z zalewową wodą, a nawet jeśli, to w stopniu ograniczonym i uzupełnionym prysznicem po powrocie do domu. Faktem jest, że w Siedlcach nie można bez obaw nigdzie popływać czy puścić dzieci do zabawy w wodzie, mimo wakacji. Niby buduje się Aquapark (w miejscu, którego Siedlczanie nie chcieli), zapewne z kosztami wstępu, które nijak nie będą pasować do rynkowych standardów. A może akurat będą, bo Aquapark będzie swego rodzaju monopolistą? Siedlce powoli nas do tej sytuacji przyzwyczajają.
Ludzie będą chcieli coraz bardziej ochłodzić się nie musząc jechać 30 kilometrów a to do Sokołowa Podlaskiego, a to do Łukowa czy Berezy. Popyt będzie zapewniony, tym bardziej jeśli przyjrzymy się ciekawej praktyce, którą spotykamy przyglądając się popularnej niegdyś pływalni siedleckiej. Otóż dość często jest ona remontowana - akurat na wakacje, "bo w roku szkolnym nie wystarcza na to czasu". Basen miał być otwarty wraz z nastaniem sierpnia. Oto, co dziś widnieje na stronie internetowej basenu:
Dyrekcja Publicznego Gimnazjum nr 4 informuje, że w związku z przedłużającymi się pracami remontowymi nastąpi zmiana otwarcia PŁYWALNI. Przybliżony termin oddania do użytku obiektu to 22.08.2011r. Zaznaczamy, że termin ten może ulec zmianie.
Czy potrzeba ku temu jakiegoś komentarza? Myślę, że tak. Otóż gdyby ta Pływalnia była prywatna, właścicielowi zależałoby na stworzeniu alternatywy dla brudnego zalewu - póki jeszcze może mieć tę uprzywilejowaną pozycję bez Aquaparku jako konkurencji! Właściciel chciałby ściągnąć ludzi jak najszybciej i jak najwięcej, dlatego fachowy remont trwałby maksymalnie krótko, a zarówno ceny jak i jakość (i reklama!) byłyby zachęcające nie tylko dla mieszkańców danego osiedla, ale być może także dla okolicznych miejscowości. Zarobki pozwoliłyby na dalszy rozwój Pływalni i przedsiębiorczy sukces, przyczyniający się do rozwoju Siedlec (choćby dlatego, że po basenie można pójść na jakieś jedzenie albo chociaż kupić cukierki dla dzieci w okolicznym sklepiku). Ale to w zdrowym państwie.
A tymczasem w Łukowie... płacimy 5 złotych, siedzieć możemy 10 godzin, bez obowiązku noszenia czepka, 4 baseny (płytkie i głębokie), połacie zieleni, na której można się "rozłożyć", jedno boisko do siatkówki, drugie do koszykówki, pływamy, jemy, pijemy... i dojeżdżamy długą drogą wydając dodatkowe pieniądze na bus/pociąg/paliwo i tracąc czas, który moglibyśmy spędzić na własnej, równie bezpiecznej choć może nie tak atrakcyjnej Pływalni.
Tagi:
Gospodarka,
Polityka,
Samorząd,
Siedlce,
Zdrowie
Subskrybuj:
Posty (Atom)