14 maja 2012

Nacjonalizm czy socjalizm? Dziel i rządź!

Na stronie narodowcy.net ukazał się tekst autora o psudonimie Openos, traktujący w dość szczególny sposób o różnicach między nacjonalizmem a kapitalizmem. Nie jest to jednak główne przesłanie artykułu - autorowi chodzi przede wszystkim o zdyskredytowanie wolnorynkowych narodowców - takich, którzy może nie są w Kongresie Nowej Prawicy, ale na pewno pomagają ludziom z tej partii, jak i na odwrót, na zasadzie kooperacji. Ktoś tę obopólną współpracę widocznie chce zniszczyć, w imię zasady stosowanej przez samego Stalina: "Dziel i rządź".

Pomijając poziom artykułu, sam problem warto omówić. Przede wszystkim, jeżeli ktoś chce za wszelką cenę zdyskredytować daną grupę polityczną, stara się ją zaszufladkować - najlepiej w obrębie jednej postaci, którą łatwo opluć, pomijając przy tym szereg innych osób podzielających jej poglądy i działania. Chociażby taki Roman Rybarski, twórca koncepcji narodowej gospodarki rynkowej. Albo Stefan Kisielewski, twórca stwierdzenia "Biednym nic z tego nie przyjdzie, że bogaci też zbiednieją"; lub chociażby Stanisław Michalkiewicz czy Rafał Ziemkiewicz, których chyba nie trzeba przybliżać. Czy "prawdziwi nacjonaliści" chcą odciąć się od tych osób? A może nie wiedzą, kim były/są te osoby - w takim razie czas najwyższy nadrobić tę wiedzę. Nie wspominam już o Romanie Dmowskim, bo dzisiejsze organizacje nacjonalistyczne deklarują, że nie są pełnym odwzorowaniem ich przedwojennych odpowiedników. Nie mówię też o tym.

Druga sprawa: jeżeli ktoś chce wypowiadać się o liberalizmie i kapitalizmie, musi wiedzieć, co tak naprawdę oznaczają te pojęcia. Dzisiaj w Polsce "liberał" nie oznacza wolnorynkowca, tylko jest określeniem pejoratywnym. Długo pracowała nad tym lewica i przykro, że jej wrogowie tak łatwo połykają ten haczyk - a lewica ciągnie ich w swoją stronę. "Kapitalista" natomiast kojarzy się prędzej z właścicielem wielkich fabryk, w meloniku, z cygarem i monoklem w oku. "Kapitalizmem" nazywa się dzisiejszy eurosocjalizm, który w sposób szczególny dotknął Polskę, która widocznie podoba się narodowym socjalistom - w końcu "daje" tyle miejsc pracy w urzędach... Szkoda tylko, że te miejsca pracy nic dla narodu dobrego nie robią, a nawet mu szkodzą, blokując jego rozwój i bogacenie się, na dodatek żyjąc na koszt reszty narodu. Bazując więc na fałszywych definicjach i podlewając to jeszcze sosem pobożnych życzeń, niczego konstruktywnego autor po prostu nie miał możliwości napisać. Artykuł ma na celu rozbicie dotychczasowej współpracy, która potrzebna będzie m.in. już 2 czerwca w Warszawie.



Polemizując z samym tekstem artykułu, posłużę się cytatami i nie będę ich wyrywał z kontekstu, co można sprawdzić na wspomnianej stronie.



"Jeszcze gorsze jest jednak to, że „nacjonaliści” nie widzą tego, iż kapitalizm jest sprzeczny z ideą samego nacjonalizmu. Warto przypomnieć, że nacjonalizm uznaje sprawy narodu za najważniejsze. Głosi także solidarność wszystkich grup i klas społecznych danego narodu."

I już zaczęło się dzielenie na prawdziwych nacjonalistów i "nacjonalistów". Pomijając fakt, że sprzeczności między prawdziwym kapitalizmem a nacjonalizmem nie ma, ciekawe jest zagadnienie spraw narodu. Owszem, dobro narodu jest dobrem nadrzędnym, bo samodzielnie nikt sobie nie poradzi nawet w czasach pokoju, a co dopiero w czasie wojny. Niestety, niektórzy nie wyobrażają sobie solidarności społecznej bez przymusu zastosowanego przez aparat państwowy. Jest to karygodne, bo zakłada, że naród należy traktować jak bydło, które państwowy urzędnik (na koszt tegoż właśnie narodu) prowadzi na postronku i każe sobie nawzajem pomagać. Pod przymusem, wykluczającym w materii religijnej coś takiego jak dobry uczynek (mogą one wynikać tylko z wolnej woli, nie z przymusu) a w praktyce będącym tylko pretekstem do kradzieży pieniędzy, które przepływają przez ręce urzędników. Nawet dziś, w rozbuchanym socjalizmie, pomoc nie trafia do tych, którzy naprawdę jej potrzebują. Poza tym większość się marnuje. Jedynym skutecznym pośrednikiem - nawet w trudnych czasach eurosocjalu - są tutaj organizacje charytatywne... ale jak widać "prawdziwi nacjonaliści" nie wyobrażają sobie innej organizacji charytatywnej niż państwo.


Wersja dla osób z dobrymi głośnikami: KLIK


Idziemy dalej:
"Nie wolno także zapominać, że kapitalizm jest nastawiony na zysk jednostki, a nie dobro narodu. Przeciętnego przedsiębiorcę nie obchodzi dobro ogółu, a dobro jego samego."

Siła narodu leży w sile jego jednostek, a nie w ilości pieniędzy, którymi obracają urzędnicy. Herbata nie robi się słodka od samego mieszania. Przeciętny przedsiębiorca jest sponsorem wielu szczytnych inicjatyw społecznych, dzięki czemu sam też odnosi korzyści reklamując się. Dobro ogółu jest wtedy, kiedy rozwija się gospodarka, czyli kiedy społeczeństwo się bogaci. Gospodarka rozwija się wtedy, kiedy przedsiębiorcy na własny koszt zatrudniają ludzi likwidując tym samym bezrobocie, oraz produkując towary i generując konkurencję na rynku. Im większa konkurencja, tym towary i usługi są tańsze i lepszej jakości. To jest dobre dla narodu, ale widocznie autorowi to nie pasuje i wolałby wszystkim po równo. Równanie w dół polega na tym, żeby nikt nie miał lepiej - ale to szkodzi również tym, co mają gorzej, bo nikt ich nie zatrudni, a państwu właśnie teraz skończyły się pieniądze na sztuczne zatrudnienie. To jest też bardzo korupcjogenne i daje możliwość zniszczenia każdego nowego przedsiębiorcy, jeśli tylko jego pozycja zagrozi dominacji na rynku cwaniaka, który dogadał się z politykami. Taka sowiecka "urawniłowka" była już przerabiana i argumentowano ją - zgadnijcie czym - dobrem ogółu!


"Śmieszne, powiedzcie na jakich terenach wiejskich działałyby przychodnie czy szpitale, skoro mieszka tam nieporównanie mniej ludzi i po prostu nie opłacałoby się tam zakładać tego typu placówek. To samo jest ze szkołami."

A czy dzisiaj, w dobie "solidaryzmu", jest inaczej, kiedy to najpierw likwiduje się szkoły, a potem planuje się zmniejszenie wieku przymusu szkolnego? Swoją drogą, dlaczego państwo ma zabierać prawo rodzinie do decydowania o własnym dziecku: czego i czy się będzie uczyć, jak i kiedy będzie pracować itd.? Kiedyś nie było tego problemu i zarówno Polska jak i świat rozwijał się świetnie w dziedzinie nauki. Problemu, czyli inżynierów społecznych bawiących się w Boga i manipulujących całym życiem zwykłych ludzi. Szanowny autor znowu zapomniał też o konkurencji między szpitalami i szkołami, walczącymi o klientów i o uczniów, obniżając przy tym ceny i podnosząc jakość. Oczywiste jest, że w małej gminie wiejskiej powstanie taka szkoła, jaka będzie się opłacać - ale przynajmniej wiadomo, że nie zostanie zlikwidowana z dnia na dzień jak to jest dziś, skazując dzieci na dalekie dojazdy. Na wolnym rynku w takiej sytuacji byłby przynajmniej wybór między słabą szkołą blisko, a dobrą szkołą daleko. Dziś takie dziecko jest skazane na słabą szkołę daleko.


"Państwo powinno zapewnić równy dostęp do nauki wszystkim Polakom. Wielu z was pewnie nie pomyślało o tym, że mogłoby się urodzić w biednej rodzinie i po prostu waszych rodziców nie stać by było na opłacenie wam nauki w prywatnej szkole."

Jeśli chodzi o ten erystyczny relatywizm, ja też się urodziłem w niebogatej rodzinie, chciałbym w przyszłości załapać się do klasy średniej - ale nie wiem, czy to się uda. Owszem, są ludzie o wiele biedniejsi ode mnie. Jednak nie można usprawiedliwiać ich biedą zabierania pieniędzy przez państwo tym, którym się powiodło. To, że ja urodzę się bez ręki, nie oznacza, że każdy ma mieć obcięte po palcu. Autor znowu zapomniał - albo celowo nie wspomniał - o zwykłej, ludzkiej dobroczynności, o większych możliwościach wzbogacenia się, o sponsorach szkół, o wolontariacie (którego sam jestem uczestnikiem w ramach Caritas jako korepetytor z jęz. angielskiego). Dlaczego socjalista nie umie dostrzec dobroczynności innej niż przymuszanej przez państwo? Czyżby sam musiał być do niej przymuszany mimo swojej deklarowanej wrażliwości?

To samo szpitale - nawet dzisiaj wystarczy pakiet za ok. 190zł miesięcznie, aby mieć prywatną opiekę o wiele lepszą niż "serwuje" nam NFZ. Wliczając w to zakres zabiegów, a nawet łóżko i dobre jedzenie w szpitalu państwowym. A gdyby była konkurencja?

"Kolej, przemysł zbrojeniowy, stocznie czy wydobycie surowców naturalnych powinny być kontrolowane przez państwo. To chyba oczywiste, że państwo powinno mieć móc zabezpieczyć się przed utratą kontroli strategicznych sektorów gospodarki."

Tu się akurat zgadzam - podobnie jak z tym, że w III RP to nie była prywatyzacja, tylko wzbogacanie kolegów z dawnego systemu - ale co tam, i tak jestem przebrzydłym korwinistą, chcącym przejąć narodowców do swojej partii! :D Państwo powinno zachować w swoich kompetencjach kwestie obronności i każdy zwolennik państwa minimum to potwierdzi. Państwo rozbudowane jest ociężałe, reaguje wolno, z błędami i łatwo je przekupić, przejąć pod swoją kontrolę (nie odczuwacie tego dzisiaj?) i często rezygnuje ze swoich podstawowych celów: suwerenności na arenie międzynarodowej, obronności i równego egzekwowania prawa. To się dzieje dzisiaj z Polską, ubezwłasnowolnioną w UE, z marnymi 100.000 żołnierzy przy dziesięciokrotnie większej liczbie urzędników! Państwo minimum skupia się na obronności, polityce międzynarodowej i egzekutywie jasnego, prostego prawa. Jest zwinne, szybko reaguje, nie ma gdzie go przekupić, a przede wszystkim pozostawia prywatne sprawy obywateli w spokoju. Bo państwo jest dla obywateli, a nie obywatele dla państwa.

Tymczasem u niektórych "nacjonalistów" pojawia się błąd karygodny, sprawiający, że nie są oni nacjonalistami lub narodowcami, tylko państwowcami. Utożsamiają oni bowiem państwo i społeczeństwo. Tymczasem aparat państwowy (politycy i urzędnicy) nie jest tym samym co cały naród, więc dobro aparatu państwowego nie oznacza dobra narodu - często oznacza coś wprost odwrotnego...

Wracając, pragnienia szanownego autora o tworzeniu państwowych miejsc pracy pasują prędzej do koncepcji - tfu! - Janusza Palikota o "rewizji kapitalizmu" i populistycznego "0 bezrobocia!" niż do jakiegokolwiek nurtu prawicowego.

Dalszy akapit jest przepełniony lewicową retoryką i potwierdza, że autor nie jest nacjonalistą, tylko wyznawcą państwa. Ja się tylko zastanawiam, skąd weźmie pieniądze na "stworzenie miejsc pracy przez państwo" i dlaczego to prywatni przedsiębiorcy nie mogą mieć łatwiej zatrudniać ludzi, którzy w końcu sami tego chcą.

Kolejny akapit jest po prostu szczeniackim w swoim braku argumentów zarzutem, opartym na fałszywej przesłance, jakoby miał dziś w Polsce panować jakikolwiek kapitalizm. Akapit o poparciu jest dziwny, gdyż ja np. kibicowałem Le Pen i jestem za Jobbikiem, tymczasem moje poglądy są atakowane jako nie-narodowe. Poza tym chyba nie ma sensu krytykowanie kogoś, kto dzięki Państwowej Komisji Wyborczej ma 1% poparcia? Chyba, że samemu nie wierzy się we własne słowa...

Podsumowując:
Nie zdziwiłbym się, gdyby ten artykuł został napisany przez jakiegoś pracownika rządowego, żeby podzielić jedyną sensowną w tym kraju opozycję na zwalczające się frakcyjki. To jest właśnie marzenie tej władzy - żeby poza nią nie było wyboru, a naród-społeczeństwo nie mogło się zjednoczyć.
Divide et impera!

4 komentarze:

  1. Ja myślę, że głównym motorem wzajemnych animozji między wolnorynkowcami, a nacjonalistami o zapatrywaniu tercerystycznym bądź socjalistycznym jest sprawa korporacjonizmu. Nacjonaliści obawiają się, iż w warunkach wolnorynkowych zagraniczne, lecz również krajowe koncerny zaczną stosować nieuczciwą konkurencję, w celu wyeliminowania przedsiębiorstw o znacznie mniejszym potencjale. Nie pozostaje tajemnicą poliszynela, iż potężne konsorcja są ukierunkowane na zysk absolutny, kosztem łamania podstawowych praw pracowniczych i dewastacji środowiska naturalnego. Znacznie lepszym rozwiązaniem dla Was, jako wolnorynkowców jest postulowanie ochrony drobnej i średniej spółdzielczości, która notabene jest głównym źródłem dochodów państwa ( poza horrendalnymi podatkami). Występowanie przeciwko obcemu kapitałowi, przy jednoczesnym wspieraniu niewielkich, rodzimych spółdzielców z całą pewnością przysłuży się poprawie wizerunku partii jako wolnościowej, a przede wszystkim patriotycznej. Musicie zawiesić ideę prywatyzacji szkolnictwa i służby zdrowia, gdyż takie postulaty nie zyskają aprobaty naszego społeczeństwa. Walczcie z monopolistami zarówno na rynku głównym, jak i lokalnym. Mój pierwszy pomysł to akcja poparcia dla tutejszych przewoźników autobusowych jako alternatywy dla MPK Siedlce.

    ONR-Siedlce

    OdpowiedzUsuń
  2. No a co zrobił Orban? Przydusił zagraniczne koncerny i uwolnił lokalne biznesy - o to chodzi. My też przecież bronimy zawsze MiSiów (małe i średnie przedsiębiorstwa) a nie tych, którzy się za komuny albo krótko po komunie wzbogacili nie własną pracą a znajomościami - a teraz blokują potencjalną konkurencję tak jak zniszczyli np. Romana Kluskę.

    A Twoje sugestie są jak najbardziej na miejscu - trzeba pamiętać o docelowych sprawach jak wolność i zwrócenie rodzinie jej praw (czego się społeczeństwo niestety boi), ale wszystko stopniowo i w swoim czasie. Na tę chwilę trzeba osiągnąć cele wspólne i podstawowe.

    Mam w planach napisanie do siedleckiej Policji zapytanie odnośnie zatrzymywania i spisywania ludzi z flagami Polski, ale potrzebuję porozmawiać z zatrzymanymi - a oni średnio chcą żeby KNP jako partia polityczna zajmowała stanowisko i się pod tym podpisywała. Odnośnie MPK to dobry pomysł i warto to pociągnąć!

    OdpowiedzUsuń
  3. Nie rozumiem, o co chodzi wszystkim, co chcą tych wszystkich szpitali czy szkół na prowincji. One na wsiach się nie opłacają, a utrzymywanie tego chorego systemu milionów rolników jest ekstremalnie sztuczne i bezsensowne. Naturalne jest to, że gdy ekonomia się rozwija, to ludzie ciągną do miast (szczególnie ogromnych), odwrotnie jest w czasie kryzysu (patrz Imperium Rzymskie - niektórzy oczywiście przybywali po żarcie, ale to temat na inną wadę socjalizmu). A w UE mimo lat rozwoju ludzie zostawali na wsiach przy strasznie nieefektywnym rolnictwie przez dotacje. Logiczne jest, że przy wolnym rynku tereny wiejskie zostaną zdominowane przez duże, efektywne gospodarstwa, które stać na maszyny i tanią produkcję (tańsza żywność!), a także ludzi, którzy chcą żyć bliżej natury i mogą sobie na to pozwolić - bo są bogaci lub mogą pracować z domu.
    Powinniśmy pozwolić na to, aby ludzie ze wsi przenieśli się do miast.

    lukasznaw

    OdpowiedzUsuń
  4. "Musicie zawiesić ideę prywatyzacji szkolnictwa i służby zdrowia, gdyż takie postulaty nie zyskają aprobaty naszego społeczeństwa."
    A co myślicie o koncepcji: wycinamy pół wydatków z budżetu, zostawiając np. tylko 8-letnią podstawówkę i kwestie natychmiastowego ratowania życia (wypadek komunikacyjny -> karetka -> OIOM i te sprawy) oraz znosimy przymus ubezpieczeń społecznych, a w ramach "rekompensaty" każdemu obywatelowi RP lub jego dziecku przyznajemy "bon socjalny", za który miałby sobie już na wolnym rynku te wszystkie usługi zapewnić samemu? Kosztowo (bez nieefektywnego pośrednictwa) powinno wyjść taniej, a i co ważniejsze powoli nauczać znów ludzi odpowiedzialności, bo lewica długi wiek pracowała, by ich od tego odzwyczaić...

    Pozdrawiam.

    OdpowiedzUsuń

W komentarzach na moim blogu panuje wolność słowa. Nie moderuję ich, chyba, że zawierają spam. Każdy może napisać szczerze to, co myśli.
Proszę przy tym o poszanowanie netykiety.